Wielkanoc w Kolumbii

¦więta wielkanocne w Kolumbii to podobnie jak Boże Narodzenie okres urlopów i wakacji. W tym roku święta były wyjątkowe długie, jak na Kolumbię, gdzie normalnie wolny jest tylko Wielki Czwartek i Wielki Piątek, no i oczywiscie sobota i niedziela.

Normalnie nie ma natomiast świątecznego poniedziałku. W tym roku Wielkanoc zbiegła się z dniem ¦więtego Józefa, które przypadało w środę 19 marca i przeniesione zostało kolumbijskim zwyczajem na nastąpujący po nim poniedziałek (Prawo Emilianiego). W związku z tym Kolumbijczycy cieszyli się wyjątkowo długim weekendem, trwającym od czwartku do poniedziałku włącznie.

W Kolumbii nie ma jakiś konkretnych obchodów Wielkanocy. Co prawda jada się w tym okresie więcej ryb i owoców morza niż normalnie, nie ma jednak jakichś konkretnych dań wielkanocnych ani też zwyczajów. Nie maluje się pisanek, nie piecze mazurków i babek wielkanocnych, nie chodzi do kościoła ze „¦więconką”, nie obchodzi „Zająca”, nie je się marcepanków ani czekoladowych przysmaków i nie oblewa się wodą w ¦migusa Dyngusa.

W Bogocie istnieje jednak pewna katolicka tradycja, która nakazuje w Wielki Czwartek (po południu i wieczorem) i w Wielki Piątek (w cągu całego dnia) odwiedzić siedem zabytków. Ma to na celu przypomnienie ostatnich chwil z życia Chrystusa, które miały miejsce między Ostatnią Wieczerzą i śmiercią na krzyżu. Zgodnie z Biblią w tym czasie nastąpiło siedem ważnych „przemieszczeń”. Dla ich upamiętnienia kolumbijscy wierni odwiedzają siedem kościołów. W praktyce wygląda to jak wielkie, kolektywne przemieszczanie się rzek ludzi, którzy tłumnie wchodzą do wybranych przez siebie Kościołów, dochodzą w tłumie innych wiernych do ołtarza i wychodzą z budynku po to, aby za moment wejść do kolejnego. Nie ma w tym odwiedzaniu zabytków wiele miejsca na modlitwę i chwilę zadumy, bo zabytków musi być siedem, a, jakby nie było, takie zwiedzanie zabiera sporo czasu.

Tradycyjnie jednak w okresie Wielkanocy, Kolumbia korzysta z urlopu i wyjeżdża na wakacje. Różne są sposoby spędzania wolnego, świątecznego czasu. Najwięcej osób udaje się w odwiedziny do rodziny lub znajomych lub do swoich letnich domków (działek) zwanych finkami, które znajdują się najczęściej w ciepłym klimacie (clima calinte), w pobliżu dużych miast, bo to najtańsza wersja wyjazdu, a Kolumbijczycy generalnie niewiele podróżują, porównując ich z Europejczykami. Inni – ci lepiej sytuowani wyjeżdżają na plażę (do Cartageny, Santa Marta, na wyspę San Andrés czy Providencję). Jeszcze inni (tych jest zdecydowanie niewielu) udają się na kilkudniowe wakacje zagraniczne, które są wyprzedawane na wiele tygodni przed świętami.

Stolica pustoszeje, znikają korki, sklepy zamyka się na skobel i robi się świątecznie. Dworce autobusowe (bo w Kolumbii nie ma pociągów) i lotniska przeżywają oblężenie, nie wspominając o kolumbijskich drogach, na które wyjeżdzają tysiące samochodów. Wtedy też pojawia się na nich więcej wojska niż normalnie, które ma zapewnić podróżującym względny spokój i bezpieczny dojazd do miejsca wypoczynku.

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *