Ulica Piąta i sprzedawczyni chontaduro

CaliPrzechodząc ulicami dzielnicy znanej jako San Fernando w Cali, spotkałam się z ciszą, ciszą niesamowicie cichą, jeśli wziąć pod uwagę godzinę: 11 ºº rano. Wokół mnie ogromne ilości egzotycznych roślin: palm, krzaków, kwiatów… Zwróciłam szczególną uwagę na pewną fioletową roślinę, którą moja babcia z wielką uwagą i poświęceniem hodowała w jednej z doniczek na balkonie swojego domu w Poniecu. Tutaj roślinka ta rosła na kilku centymentrach kwadratowych suchej ziemi między korzeniami ceiby. W tropiku wszystko rośnie jak szalone. Z każdej strony wysypuje się świeża i intensywna zieleń. Każda szczelina chodnika stara się zademonstrować swoją siłę, chęć do życia i wzrostu.

Zeszłam do sławnej Ulicy Piątej, nucąc słowa piosenki, którą usłyszałam w autobusie przemierzając miasto Santiago de Cali:

Jeśli przechodzisz przez Ulicę Piątą,
przemierzasz moje Cali.

Na rogu spotkałam ją. Tę samą kobietę co zawsze. Odkąd przyjechałam do Cali po raz pierwszy w listopadzie 2003 r., była tutaj, siedząc na małym, drewnianym krzesełku, z zieloną miską na kolanach pełną chontaduro: jedne obrane, inne w skórkach. Ta mniej więcej sześćdziesięcioletnia kobieta, o murzyńskiej krwi i mocno kręconych włosach każdego dnia bardzo wcześnie rano siada w tym miejscu, przygotowuje swoje stanowisko pracy i sprzedaje najpopularniejszy, tutejszy smak: afrodyzjak Cali.

Tym razem, po pięciu miesiącach od mojej ostatniej wizyty w tym mieście, widzę ją zmienioną, jakby dodano jej wielu lat. Jej włosy, wcześniej czarne i błyszczące, posiwiały, a zmęczona twarz ubrała się w zmarszczki. ¯ycie upływa szybko, jak przejeżdzające po Ulicy Piątej autobusy Linii Biało – Czarnej, a ona siada na swoim krzesełku, z zieloną miską na kolanach, każdego dnia bardziej przygarbiona i bardziej siwa.

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *