Punkt widzenia & punkt siedzenia

Wielokrotnie irytowały mnie w Kolumbii stwierdzenia dotyczące optymalnych warunków życia, wygłaszane przez członków rodziny mojego męża. Szczególnie drażniło mnie określenie, że najlepiej żyje się na wysokości 1200-1800 m.n.p.m. Temat daje do myślenia i jest ciekawy, gdyż na takiej wysokości nad poziomem morza rosną w Kolumbii roślinki kawy.

Ja sama uwielbiam ten region i osobiście uważam, że biorąc pod uwagę moje upodobania klimatyczne, pogodowe i krajobrazowe, Region Kawy jest idealnym dla mnie miejscem do mieszkania, pracy i życia.

Nie lubię jednak generalizowania, choć sama mam do niego tendencję. Dlatego też ilekroć ktoś stwierdza, że naukowo udowodniono, że człowiek najlepiej czuje się na wysokości około 1500 m.n.p.m., denerwuję się, gdyż zdanie to jest i może prawdziwe, ale w tym konkretnym klimacie i na tej konkretnej szerokości geograficznej, gdzie temperatura powietrza przez cały rok zależy od wysokości nad poziomem morza. Nie sądzę bowiem, aby w Polsce najodpowiedniejsze warunki do życia znajdowały się na ¦nieżce. W Kolumbii nie da się jednak na ten temat dyskutować, bo dla większości Kolumbijczyków Kolumbia to pępek świata. Zresztą jak dla Polaków Polska.

O pogodzie często rozmawia się w mojej, kolumbijskiej rodzinie. I tak niedawno, jedna z sióstr Mario przesłała do całej rodziny zdjęcie mgły. Prawda jest taka, że na tym zdjęciu nie było praktycznie nic widać. Był to zamazany, szary, chłodny obraz. Członkowie rodziny, wszyscy wyjątkowo uzdolnieni literacko, zaczęli niezwykle barwnie odpisywać na tego maila, zachwycając się obrazkiem i uznając, że mgła i chłód to najcudowniejsze uczucia na świecie. Jedyną osobą, która zdjęciem się nie zachwyciła i która zimna, mgły i chłodnej wilgoci nie lubi, byłam ja, czyli kochająca słońce, niebieskie niebo, wychowana w kraju czterech pór roku, ciepłolubna Polka, której dobry humor jest wprost proporcjonalny do pogody.

Co się okazuje? Wychowany na południu Kolumbii, w gorącym, tropikalnym regionie Pacyfiku mój mąż wyjaśnił mi, jak to mieszkając jeszcze w Cali, nie cierpiał słonecznych dni. Dodatkowo nie rozumiał, dlaczego w "Wiadomościach" nagrywanych w chłodnej, andyjskiej Bogocie mówiono, że następnego dnia będzie piękna, słoneczna pogoda. Dla Mario piękną pogodą była ulewa i zaciągnięte chmurami niebo, które gwarantowało chwilę oddechu i odświeżone powietrze. To dlatego jego przyzwyczajona i zmęczona ciągłym upałem rodzina tęskni za chłodem i się nim zachwyca. Lubi go tak bardzo, że nie dość, że nie sprawia jej żadnego problemu kąpanie się w zimnej wodzie (bo ciepła woda jest dla chorych, jak to mi powiedziano przy okazji pierwszej wizyty :)), ale najchętniej spędza weekendy poza miastem, w okolicach tzw. 18 Kilometra. Niedaleko bowiem Cali, wspinając się po kordylierze w kierunku Pacyfiku, dotrzeć można do tego miejsca – 18 Kilometra. Jest to ulubiony punkt zbiorczy mieszkańców tego regionu. Położone na 2200 m.n.p.m. (Cali leży na 1000 m. n.p.m. a to oznacza w Kolumbii upał), Kilometr 18 jest chłodny, w wieczorem całkowicie pokrywa się mgłą. To jedyne miejsce w okolicy, gdzie można założyć kurtkę, dlatego właśnie tam jeździ się na tzw. ochłodzenie. Można tam dodatkowo napić się czegoś ciepłego i pokazać się w strojach, których normalnie się nie używa.

Dla nas, którzy stale łakniemy słońca, którym ciepło i światło poprawiają humor chęć szukania chłodu, mgły, szarości, chmur i zaciągniętego nieba nie mieści się w głowie. Szare zdjęcie mgły to dla nas żadna rewelacja i mało kto stwierdzi, że jest to piękny obrazek. Mario dopiero w Bogocie zrozumiał, że intensywnie niebieskie niebo rzeczywiście może być piękne. Aby wyrazić taki komentarz i tęsknić za słońcem, którego przez lata unikał, potrzebował wielu lat. Ciekawe ile ja jeszcze będę musiała poczekać, aby zachwyciła mnie spowijająca pejzaż szaruga…  

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *