Program telewizyjny

Kolumbia jaka jest, każdy widzi i z wszystkimi jej wadami mimo wszystko lubię ją, bo się do niej przyzwyczaiłam. Na początku tutejszy luz wydaje się po nudnej i zbyt ułożonej Europie dość atrakcyjny. Do czasu…

Ten bowiem luz, niepunktualność, nierzetelność, brak powagi, wizyty bez uprzedzenia zaczynają irytować, kiedy trzeba załatwić coś w banku, umówić się z kimś, czekać godzinami na szefa, który nie szanuje zaplanowanych spotkań, podróżować po Kolumbii autobusem, itd.

W Kolumbii obecnie (podobno kiedyś było inaczej) nie ma nie tylko rozkładu jazdy autobusów miejskich (prawda jest taka, że na przykład przystanki są, ale już inną kwestią jest, że się ich nie używa i każdy staje sobie i łapie autobus, gdzie mu się żywnie podoba), ale nie ma nawet oficjalnego programu TV.  

Szlag mnie trafia, kiedy przymierzam się do obejrzenia jakiegoś filmu w wolny wieczór, a zapowiedź jest następująca: film taki a taki pokazany zostanie po dzienniku, dziennik zaś po telenoweli X, telenovela X po telenoweli Y. W ten sposób powinnam siedzieć przed telewizorem cały dzień jak kura domowa, żeby cokolowiek złowić.

Dziękuję bardzo. Pójdę lepiej do kina, tam przynajmniej wiem, o której zacznie się film. Chyba że… przez pierwsze 45 minut oglądać będę zapowiedzi innych filmów. A to jest jak najbardziej prawdopodobne. 

 

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *