Dojrzałe chontaduro

Chontaduro

ChontaduroZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Prócz salsy, która stała się znakiem rozpoznawczym Cali, wykreowując miasto na światową stolicę tego gatunku muzyki, Cali to przede wszystkim bardzo sympatyczni ludzie, którzy korzystają z życia bez umiaru i we wszystkich jego aspektach, zawsze kierując się horacjańskim stwierdzeniem „Carpe diem”. Cali to jednak również miasto pysznego jedzenia, charakterystycznego dla mieszkańców tego tropikalnego regionu. Typowe potrawy zachwycają smakiem, gdyż łączą w sobie tradycje kulinarne: Indian, Hiszpanów i czarnych niewolników.

Zacznijmy od dwóch gatunków chleba: pandebono, to specjalność wyrabiana z mąki z juki i sera; pandeyuca zaś, jak wskazuje nazwa, produkowany jest z uprawianej tutaj juki i jest pusty w środku. W Cali jest takie miejsce, gdzie pandeyuca serwowany jest z napojem zwanym avena. Jest to zimny, mleczny płyn przygotowany na bazie płatków owsianych i skondensowanego mleka.

Najbardziej charakterystyczna zupa Cali to: sancocho, przypominający nasz rosół z kury, ale z dodatkiem kukurydzy w kolbach, juki, ziemniaków i specjalnego, dużego gatunku platana, zwanego hartón, ze sporą dawką nieużywanej przez nas przyprawy zwanej kolendrą (cilantro). Inną, znaną zupą, typową dla Bogoty, jest ajiaco – przyrządzona na bazie przyprawy zwanej guasca i dwóch rodzajów ziemniaków: paramuna i criolla (małe, żółte ziemniaczki). Spożywa się ją z kawałkami awokado, kukurydzy, gęstej śmietany i kaparów.

Kolejną propozycją oryginalnego dla Europejczyka obiadu, będą z pewnością tamales vallunos. Potrawa ta przypomina nasze polskie gołąbki, jednak masa wykonana jest nie z ryżu, ale z mąki kukurydzianej, zielonego groszku, marchewki, kurczaka i wieprzowiny. To wszystko zawinięte jest w soczystozielone liście platana i zagotowywane.

CholaoJako deser, zaproponować mogę cucas – okrągłe, ciasteczka z paneli (czystego cukru z trzciny), sprzedawane na ulicy lub cholao – oryginalny deser z miasta, Jamundí, w przygotowaniu którego specjalizują się ciemnoskórzy mieszkańcy Cali. Sprzedaje się go w okolicach stadionu piłkarskiego w Cali, a wykonany jest na bazie pociętego lodu, zmieszanego z owocami, marmoladą i skondensowanym mlekiem.

Na koniec, należy nam się jeszcze dawka afrodyzjaku, jakim jest chondaduro – pomarańczowy owoc w kszałcie serca, spożywany z solą lub miodem, w zależności od naszego humoru w danym momencie.

Trzęsienia Ziemi

Cali

CaliZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Miasto Cali, jak zresztą znaczna część Kolumbii, położone jest na złączeniu płyt tektonicznych. To łączenie przecina terytorium Kolumbii od południowej granicy państwa, biegnąc przez: Pasto, Armenię, Popayán, aż po Cali. Z tego powodu, ten region świata narażony jest na wszelkiego rodzaju kataklizmy, szczególnie trzęsienia Ziemi.

Popayán (stolica departamentu Cauca) ucierpiało w 1983 r. w wyniku silnego trzęsienia Ziemii, Armenia (stolica departamentu Quindío) zaś w roku 1999 została praktycznie zmieciona z powierzchni Ziemii. Ta ostatnia tragedia dotknęła całego regionu kawy.

Obecnie „obudził się” wulkan Galeras, leżący na granicy Kolumbii z Ekwadorem. Kilka dni temu, zatrzęsło w departamencie Nariño, a wczoraj w Popayán. Wyraźnie widać więc, że ruch płyty kieruje się w stronę Cali. Zostaliśmy już teoretycznie przygotowani, co robić w razie wstrząsu.

Continue reading “Trzęsienia Ziemi”

Carantanta i quesillo

Silvia

SilviaZapiski z podróży – Silvia, Cauca

Dziś przeżyłam prawdziwie indiański dzień. Udaliśmy sią do Silvii, w pobliżu której usytuowany jest rezerwat Indian Guambianos. Ta indiańska społeczność liczy około 18 000 osób, które żyją dokładnie tak, jak ich przodkowie: w małych glinianych domkach, które najczęściej podzielone są na dwa pomieszczenia: miejsce do spania i jadalnię połączoną z pokojem, w którym zwykle odpoczywają.

Kobiety zajmują się tkactwem. Wyrabiają z wełny i nici piękne fioletowo-granatowe stroje i torby, zwane mochilas. Mężczyźni polują i zajmują się rybołóstwem w przepływającej przez Guambíę czarno-żółtej (duża zawartość pierwiastków miedzi) rzece Piendamó. Ma ona podobno uzdrawiające właściwości, podobnie jak znajdujące się w pobliżu góry, zwane piramidami, na które należy spojrzeć, stojąc boso na trawie. Mają one napełniać wpatrującą sią w nie osobę magnetyzmem.

Nieodłącznym elementem stroju Indian Guambianos jest okrągły kapelusz, który wyraźnie odstaje od reszty stroju. Z opowieści jednego z mieszkańców Silvii wynika, że cała kolekcja tych kapeluszy zakupiona została w latach 60. od przejeżdżającego przez te tereny Szwajcara. Kapelusz zaakceptowano jako część codziennego stroju, dodając w ten sposób indiańskiemu ubiorowi europejski detal.

Los Guambianos zmarłych członków rodzin zwykli chować na pobliskim, tubylczym cmentarzu. Odwiedzają ich bardzo często, szczególnie kobiety i dzieci, które siadają przy grobach i spożywają tam posiłki. W ten sposób, więź między światem żywych i zmarłych nie zostaje przerwana.

Wyraźny jest w tej społeczności machismo. Panem domu i głową rodziny jest mężczyzna. On o wszystkim decyduje. Często stosuje się też przemoc w rodzinie. Los Guambianos zakładają rodziny w swojej społeczności, niechętnie mieszając się z osobami nie należącymi do ich „rasy”.

Napojem spożywanym w sporych ilościach jest chicha, silny alkohol wytwarzany z kukurydzy. Podstawą pożywienia jest ryż i kukurydza. My również próbujemy tubylczej potrawy: quesillo, tłustego sera i kukurydzianych płatków – indiańskiej carantanty, co w języku jednego z plemion oznacza ´twardy chleb´. 

Z Sylvii wjeżdżam konno do jeziora, usytuowanego między pobliskimi górami. Pięknie tu i jakoś tak monumentalnie. Panuje niezmącona niczym cisza i tylko od czasu do czasu usłyszeć można szum drzew, dźwięk uginających sią od wiatru gałęzi i skrzypienie siodła konia. Wracam spokojna i szczęśliwa…

 

Lekcja pokoju w czasach wojny

Tance

Zapiski z podróży – Loma de la Cruz, Valle del Cauca

TanceUpalna noc. Przy świetle Trzech Krzyży stojących na wzgórzu Cali i Księżyca, który w tej części świata widziany jest odwrotnie (tylko dolna część), wsłuchuję się w rytmy boliwijskiej muzyki „saya”. Obok, dziesiątki młodych ludzi zgromadzonych w ogromnym kole, tańczą na wolnym powietrzu w takt andyjskich melodii, które wygrywa: gitara, quena, tambor, patas de cabra, charango, zampoña.

Tańczą kilkuletnie dzieci i młodzi ludzie. Podskakuje nawet tata z niemowlakiem przewiązanym na piersi. Obok mnie, ciemnoskóra mieszkanka Cali sprzedaje obrane chontaduro (owoc w kształcie serca jedzony z solą lub miodem) i kawałki awokado.

Tańczę i ja, pijana powietrzem, upojona muzyką… Tańczę w indiańskim kole.

Hamakowe popołudnia

Hamak

HamakZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Mieszkańcy Cali upalne popołudnia zwykli spędzać w mieszkaniach, odpoczywając w kolorowych, pasiastych hamakach, spokojnie kołysząc się i popijając chłodne soki owocowe. Wieczorami wychodzą z kolei na ogrzane promieniami zachodzącego słońca schody mieszkań i tam odpoczywają. Rozmawiają, śmieją się, plotkują, opowiadają historie i spotykają sią ze znajomymi i sąsiadami.

 

Na fince

Finca

FincaZapiski z podróży – Las Victorias, Valle del Cauca

Korzystając z pięknej i tropikalnej pogody Cali, wybraliśmy się na finkę profesorów Uniwersytetu Santiago de Cali – las Victorias. Ukryta wśród egzotycznych kwiatów: niezliczonych gatunków storczyków, rajskich ptaków, orchidei oraz owocowych drzewek (bananowce, papaje, chirimoje, marakuje, guajawy, guanabany, itd.), otoczona zachodnią kordylierą finka, okazała się być doskonałym pomysłem na spędzenie gorącego popołudnia.

Chłopcy od razu zajęli pobliski plac i pochłonęła ich całkowicie gra w piłkę nożną.  W Kolumbii, jak w większości krajów latynoskich, mali chłopcy uprawiają ten sport bez opamiętania. W popularnych dzielnicach, gra się we wszystkich możliwych miejscach: w parku, na ulicy, na patio. Marzeniem wielu jest zostać Pibe (Pibe Valderrama – piłkarski idol, kolumbijski Maradona). Miłości do futbolu nie tracą nawet wtedy, kiedy są już dorośli. Piłka pozostaje w ich sercach na zawsze. Wielokrotnie obserwowałam Mario, który widząc grupę małych i spoconych chłopców, biegających za szmacianą piłką, wyrywał się do zabawy z nimi.

 

Cali Pachanguero

Salsa

SalsaZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Noc okrywa nas gorącym prześcieradłem. Przez otwarte drzwi tarasu wpadają pojedyncze tony namiętnej salsy.  Jesteśmy przecież w światowej stolicy salsy, która przywędrowała tu z Miami i Puerto Rico i z której mieszkańcy Cali uczynili swój znak rozpoznawczy. Zasypiamy zasłuchani w rytmy salsy, upajając się gorącym powietrzem.

Festiwal Bandola

Bandola

Bandola

Zapiski z podróży – Sevilla, Valle del Cauca

Celem naszej podróży był cieszący się wielką famą wśród miłośników kolumbijskiej muzyki ludowej, narodowy festiwal muzyczny, zwany „Bandola”.
Bandola to obok gitary i tiple jeden z trzech tradycyjnych i charakterystycznych kolumbijskich intrumentów. Wyglądem przypomina włoską mandolinę.

Przyłączamy się do tłumu zgromadzonych na centralnym placu miasteczka ludzi, które ochrzczone zostało przez hiszpańskich konkwistadorów nazwą andaluzyjskiego miasta, Sevilla.
Wszyscy tańczą, śpiewają i nawet będąc „obcym” wyczuwa się, że rzeczywiście utożsamiają się z prezentowaną muzyką.

Melodie bambucos, pasillos, sanjuanitos, guabinas i merengues płyną w ich żyłach.

 

Kawowy region

Quindio

QuindioZapiski z podróży – Quindío

 

Po obu stronach drogi, aż po horyzont, ciągną się plantacje kawy. Domy w tym regionie ustawione są na wysokich palach a ich nieodzownym elementem są otaczające budynek balkony, zwane corredores. Na takich balkonach, między doniczkami, zawieszone są kolorowe hamaki. Często pojawia się też fotel na biegunach. ¦ciany domów pomalowane są na bardzo ostre kolory, co na tle krzewów kawowych wygląda bardzo soczyście.

Otwartą ciężarówką docieramy na tutejszą finkę (wiejski dom), położoną w samym centrum plantacji. Rozgrzane powietrze przesycone jest zapachem kawy. W budynku obok domu czekają narzędzia, którymi posługują się pracownicy, zbierając ziarna.

¯ycie w regionie Quindío wydaje mi się być rajem na Ziemi. Czegoż więcej potrzeba człowiekowi do szczęścia, jeśli nie widoku nie naruszonej przez cywilizację przyrody, kolorowego hamaka i filiżanki gorącej kawy…

Przeprawa przez Andy

Andy

AndyZapiski z podróży – Tolima

Pniemy się coraz wyżej i wyżej, do magicznego punktu, zwanego Linią. Ten teren to strefa wojny. W każdej chwili z gór może zejść guerrilla (partyzantka) lub paramilitares (wojska samoobrony; pierwotnie byli to żołnierze opłacani przez właścicieli ziemskich w celu obrony ich własności przed partyzantami. Obecnie jest to druga po guerrilli nielegalna grupa zbrojna działająca poza prawem i walcząca z kolumbijską partyzantką).

Zatrzymuje nas policyjny patrol. Musimy opuścić autobus. Przeszukane zostają siedzenia i walizki. Mężczyźni poddani zostają dokładnej kontroli osobistej, kobietom zaś sprawdza się bagaż podręczny. Odjeżdżamy. I znowu po prawej i lewej stronie szosy wyrastają małe domki, pomalowane na wypłowiałe od słońca kolory: żółty, niebieski, różowy, pomarańczowy. Bardzo to wszystko kolorowe i egzotyczne, ale jednocześnie jakieś smutne. Ludzie się nie uśmiechają, są ospali i zmęczeni obserwowaniem przejeżdzających pojazdów i monotonią swojej egzstencji.


Gdzieniegdzie spotkać można wracającego z pracy na polu rolnika z maczetą w ręce lub grupę plotkujących kobiet z niemowlętami przewiązanymi na plecach. Nie ma szkół, życie toczy się na ulicy.

Jedziemy przez monumentalne góry porośnięte bananowcami i platanowcami. Co kilka chwil pojawiają się maleńkie, chylące się do ziemii chatki, niemal zawieszone na zboczach gór. Przed nimi kilkuletnie dzieci sprzedają panelę (skondensowany cukier z trzciny cukrowej otrzymywany po odparowaniu wody) w kostkach, owoce lub wszechobecną tu Coca-Colę.