Kolumbijskie chłody i związane z nimi zabobony

Wspominałam już wielokrotnie, że wbrew pozorom Bogota to nie tropik, ze względu na swoje położenie wysoko w górach. ¦rednia temperatura w kolumbijskiej stolicy to 14ºC. W grudniu – styczniu pojawiają się natomiast tzw. heladas, kiedy to w południe temperatura dochodzi nawet do 25ºC, w nocy zaś spada do 0ºC a czasami i niżej.

Bogotańskie konstrukcje nigdy nie były i dalej nie są przystosowane do takich zmian temperatur, mieszkania nie mają ogrzewania, toteż w chłodne dni w bogotańskich domach jest po prostu zimno.

W ostatnich dniach nad ranem było naprawdę chłodno. Ja natomiast w wolnych chwilach czytałam biografię Szymona Boliwara autorstwa kolumbijskiego Noblisty – Gabriela Garcię Marqueza. Opatulona wełnianą ruaną, z filiżanką gorącej herbaty w ręce, natrafiłam na taki oto fragment tej książki:

– Deszcz pada od trzeciej nad ranem.

– Od trzeciej nad ranem siedemnastego wieku – powiedział generał. […] I dodał, już na serio: – Nie słyszałem piania kogutów.

– Tutaj nie ma kogutów. […]

Bo  znajdowali  się  w Santa  Fe  de  Bogota,  dwa  tysiące  sześćset  metrów  nad  poziomem odległego morza, i ogromna sypialnia o gołych ścianach, wystawiona na lodowate wiatry, które przenikały przez źle opatrzone okna, nie mogła być dla nikogo pomieszczeniem zdrowym.

/General w labiryncie, Gabriel Garcia Marquez/

Chodziło o rok 1830, a do dzisiaj niewiele się w temacie zmieniło.

Z chłodem związanych jest sporo kolumbijskich mitów i zabobonów. Jednym z nich absolutny zakaz otwierania lodówki podczas prasowania 🙂 Podobno rozgrzane żelazkiem ręce, mające kontakt z chłodem lodówki, narażone są na reumatyzm. Wielokrotnie spotkałam się już z tym ludowym komentarzem i to nie koniecznie wśród osób starszych, również wśród moich rówieśników.

Dzieci, które w Kolumbii nie są raczej wożone w wózkach (krawężniki są na tyle wysokie i brakuje zjazdów, że matka musiałaby co przecznicę znosić wózek z kilkudziesięciocentymetrowego chodnika, aby zjechać na jezdnię), a noszone na rękach, chronione są przed chłodem wełnianymi kominiarkami, grubymi kocami, w które są zawijane lub, jeśli używa się wózka, zaciągniętą folią. Tę folię kolumbijskie mamy zaciągają na wózek nawet wtedy, kiedy dzień jest ciepły. Ot taki zwyczaj. Skoro folia jest, należy jej używać, nawet wtedy, kiedy nie pada.   

Aby rozgrzać organizm w bogotańskich chłodach Kolumbijczycy przygotowują również ciekawe napary i naturalne sposoby medyczne:

  • Eukaliptus porastający andyjską część Kolumbii  Canelazo czyli gorący wywar z cytrynowej trawy, soku z limonki, goździków, cynamonu, miodu i aguardiente czyli anyżowej wódki produkowanej z trzciny cukrowej.
  • Gorącą wodę z rozpuszczonym, nierafinowanym cukrem – tzw. panelą do którego dorzucają żółty ser, podobnie zresztą jak do gorącej czekolady.
  • Gorącą wodę z kilkoma kawałkami cynamonu (napar ten łagodzi równocześnie bóle miesiączkowe).
  • Zagotowują również gorącą wodę ze świeżymi liśćmi eukaliptusa i kilkoma łyżkami soli. Tego naparu się nie pije, ale dzięki niemu nie dość, że mieszkanie pięknie pachnie, to również sam napar świetnie nadaje się do inhalacji zapchanych zatok, które w Bogocie, przynajmniej w moim przypadku, są codziennością…        

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *