|
Życie w Kolumbii płynie znacznie spokojniej niż w rytmie, do jakiego przyzwyczajeni jesteśmy w Europie. Generalnie nie wybiega tutaj daleko w przyszłość i myśli się raczej o chwili obecnej.
Wynika to niewątpliwie z trudnych i niepewnych warunków życia, niezbyt stabilnej sytuacji politycznej, w związku z którymi czerpie się radość z dnia dzisiejszego, nie robi się wielkich planów, generalnie improwizuje się wiele rzeczy i niemal wszystko robi się na ostatnią minutę.
Doskonałym przykładem może tutaj być płacenie rachunków. W czasach kiedy niepopularne były jeszcze zlecenia bankowe, moja mama, kiedy tylko pojawiała się w domu jakakolwek faktura, mimo iż można ją było zapłacić w ciągu kilku najbliższych dni, natychmiast biegła do banku, aby uregulować dług.
W Kolumbii jest inaczej, bowiem tutaj jeśli tylko sytuacja na to pozwala, rachunki płaci się na ostatnią minutę.
I tak na przykład, kiedy dajmy na to data zapłacenia za prąd mija 3 listopada, czyli dzisiaj, mimo iż powiadomienie przychodzi do domu przynajmniej tydzień wcześniej, przeciętny Kolumbijczyk nie przejmuje się jego zapłaceniem aż do 3 listopada, kiedy zestresowany i na ostatnią minutę pogna do banku, aby mu tego prądu nie odcięli.
Taka jest tutejsza mentalność, związana z myśleniem o dniu dzisiejszym, nieprzewidywaniem, nieplanowaniem, życiem według teorii „carpe diem” i zostawianiem wszystkiego, co tylko możliwe na ostatnią minutę. Nie znamy jutra, więc po co płacić za coś dzisiaj i wydawać pieniądze, skoro w ciągu najbliższych dni mogą się one jeszcze na coś przydać... A kto wie, czy w międzyczasie nie wydarzy się coś dziwnego i rachunku wcale nie będzie trzeba płacić?
Na szczęście w dobie internetu, elektroniczych przelewów i bankowych zleceń sytuacja zmienia się powoli, a wraz z nią i mentalność „ostatniej minuty”. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Czy ja wiem czy 'na szczescie'? (Dodane przez Anarch w dniu - 2008-11-04 09:19:40) Zycie na ostatnia minute ma nit ylko wymiar finansowy, z placeniem rahcunkow itd. Ja nauczylem sie od zony cieszyc sie wszystkim do ostatniej chwili. Np. zawsze jak odwiedzalismy rodzine, na tydzien przez wyjazdem zawsze robilo mi sie smutno ze juz zaraz bedzie trzeba wracac. Natomiast zona zawsze zachowuje pogode ducha do ostyatniego momentu, nie myslac o dniu wyjazdu. Dopiero w ostatniej chwili kiedy juz trzeba isc do odprawy mamy buzliwe pozegnanie, pare lez w samolocie i po krzyku. Takie podejscie bardzo sie mnie podoba. Podobnie zreszta jak meksykanska maniana, idealnie pasujaca do mojej leniwej natury. | Kolumbia bez pośpiechu (Dodane przez Justyna w dniu - 2008-11-03 04:00:05) Bardzo podoba mi się to życie na ostatnią chwilę i ta odrobina improwizacji.Dziękuję za artykuł i kolejną odsłonę wspaniałej Kolumbii.Pozdrawiam cieplutko z zimnej Warszawy! |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |