|
W Kolumbii naturalnym zachowaniem jest wpadanie na moment krótszy albo dłuższy do znajomych. Nie jest to może tak powszechne, że odbywa się codziennie, ale w porównianiu z warunkami europejskimi zdarza się dość często.
.jpg)
Nieoczekiwane wizyty
Sama zapomniałam już o tej charakterystyce Kolumbijczyków, ale kiedy któregoś dnia niespodziewanie w porze obiadu pojawiały się w moim domu 3 osoby ekstra, przebywająca u mnie na wakacjach babcia, zapytała mnie: „Ewa, to się zdarza często?”
Wywołało to u mnie uśmiech, gdyż jeszcze kilka lat temu, sytuacja mnie denerwowała. Taka niespodziewana wizyta wprowadzała nieład, którego jak typowa wielkopolanka ni lubię, obiadu przewidzianego na dwie osoby nie starczało na pięć w związku z czym wszyscy pozostawali głodni, a ja nie byłam najlepsza w improwizowaniu.
Po kilku latach pobytu w Kolumbii, przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy, dlatego też reakcja babci z Polski przypomniała mi moje wcześniejsze zachowanie. Teraz taka wizyta nie jest już niczym dziwnym ani denerwującym. Jeżeli nie ma obiadu, podaje ciastka i kawę, których zawsze mamy pod dostatkiem, nikt się nie stresuje, a ja stałam się ekspertką w improwizowaniu, bo przyznać trzeba, że kto jak kto, ale Kolumbijczycy są w tym niesamowici.
Przynoszenie prezentów
Co się zaś tyczy wizyt przewidzianych, na które Kolumbijczycy spóźniają się notorycznie, jak to często bywa na całym świecie, przynosi się z reguły do domu zapraszającego jakiś łakoć. Może to być torcik, butelka wina, czekoladki, lody, itd. I tu pojawia się swego rodzaju szok kulturowy.
W Polsce przyzwyczajeni jesteśmy, iż w dobrym guście jest otwieranie otrzymanych prezentów przed gośćmi, podobnie jak serwowanie przyniesionych artykułów żywnościowych również tym osobom, które je nam podarowały. Tutaj następuje pewien wstrząs. Wielokrotnie już zdarzyło mi się, że przyniesione przeze mnie lody czy ciastka, na które miałam szaloną ochotę już w momencie ich kupna, zostały miło przyjęte przez goszczącą mnie osobę i schowane do lodówki na potem. Przynoszący je goście nie mają więc możliwości ich spróbowania, gdyż taki prezent uznawany jest za podarunek dla domu, którym wcale nie trzeba się dzielić.
Teraz, kiedy już wiem, jak się sprawy mają, kiedy chcę podarować lody czy inną pyszność, kupuje dwa pojemniki – jeden na prezent, a drugi dla mnie, aby mieć pewność, że jeśli odwiedzana przeze mnie osoba schowa je do lodówki, nie obejdę się ze smakiem. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez sandra w dniu - 2009-03-15 17:22:09) świetny artykuł,ale szkoda,że coraz rzadziej pani piszę :( szczególnie hiszpańska wersja wydaje się bardzo zaniedbana. pozdrawiam | (Dodane przez Ewelina w dniu - 2009-03-15 06:19:49) W pełni popieram. Czekamy. | (Dodane przez Paulina w dniu - 2009-03-15 06:14:12) Czekamy z niecierpliwością na kolejny artykuł pani Ewo! | (Dodane przez Ewelina w dniu - 2009-02-26 16:57:34) Przeczyłam to wszystko powyżej i zastanawiam się dlaczego nic mnie nie dziwi. Sądzę, że po prostu(dzięki Tobie) na tyle poznałam już Kolumbijczyków i mogę spokojnie powiedzieć : to w ich stylu , takie dla nich typowe zachowania. Zawsze uważam, że brakuje nam spontaniczności i za bardzo się czasem przejmujemy tym co wypada( to a propos notorycznego spózniania się ). Może czasem warto sobie, po prostu, odpuścić. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |