Małżeństwa i konkubinaty czyli dwie kolumbijskie formy legalizacji bycia razem
poniedziałek, 24 wrzesień 2007
W Kolumbii zgodnie z panującym prawem istnieją dwa rodzaje legalnych związków: małżeństwo lub konkubinat, który posiada bardzo podobne do małżeństwa cywilnego konsekwencje prawne.
Jedną z różnic między zawarciem małżeństwa a konkubinatem jest wymóg, w przypadku tego drugiego, że para musi mieszkać razem w tym samym domu/mieszkaniu minimum przez dwa lata.
Mieszkając pod jednym dachem przez te urzędowe dwa lata, para uważana jest oficjalnie za konkubinat. Można ten związek formalnie zalegalizować u notariusza albo i nie. Nie jest to wymagane. Od tego momentu można mieć wspólne ubezpieczenie i funkcjonować praktycznie tak samo jak normalne małżeństwo, a w przypadku decyzji o rozstaniu można po sobie dziedziczyć, dochodzić opieki nad dziećmi z tego związku, itd.
Pojawia się teraz pytanie. Jak udowodnić, że mieszka się razem od dwóch lat? Czy konieczny jest do tego świadek?
Odpowiedz brzmi: Nie. Jak w innych kolumbijskich przykładach idiotycznej biurokracji, deklaracja o wspólnym mieszkaniu odbywa się ustnie i nikt jej tak naprawdę nie konsultuje. Urzędnik nie sprawdza nawet wizy wjazdowej do Kolumbii, która mogłaby być swego rodzaju potwierdzeniem mieszkania razem w przypadku związku z obcokrajowcem. Zawsze jednak można powiedzieć, że mieszkało się razem w miejscu poznania: w Londynie, Dublinie, Nowym Jorku, Warszawie, Paryżu, itd.
W praktyce wygląda to tak, że w celu posiadania dokumentu potwierdzającego konkubinat, ogromna większość osób stwierdza, że mieszka ze sobą dwa lata, nawet jeśli mieszka razem tak naprawdę od 3 dni. Znam wiele osób, przede wszystkim obcokrajowców, którzy decydowali się na takie nieprawdziwe deklaracje po to, aby móc w Kolumbii przebywać legalnie, gdyż wiza turystycza pozwala na pobyt maksymalnie sześciomiesięczny, wiza studencka związana jest z opłaceniem wyjątkowo drogich studiów, a wiza pracownicza wymaga przedstawienia konktraktu o pracę z dodatkowym dokumentem informującym, iż na dane stanowisko nie udało się znaleźć odpowiednio przygotowanego Kolumbijczyka, albo papierem wydanym przez Ministerstwo Opieki Społecznej, zgodnie z którym informuje się, iż w danej organizacji czy firmie pracuje minimum 70% Kolumbijczyków... Wszystko to ma na celu ochronę kolumbijskiego rynku pracy.
Wydaje się to wszystko banalnie proste, ale tak naprawdę wcale tak nie jest.
Wydaje się to wszystko banalnie proste, ale tak naprawdę wcale tak nie jest.
Problem pojawia się, kiedy jeden z pary konkubentów jest obcokrajowcem. Mieszkając razem para uważana jest w świetle prawa praktycznie za „męża i żonę”. Nawet wiza dla obcokrajowca w ramach konkubinatu jest dokładnie tą samą wizą jak ta małżeńska i pozwala na legalną pracę w Kolumbii i pobyt na zasadzie rezydenta. Kiedy jednak para decyduje się na wyjazd z Kolumbii, sprawa się komplikuje, gdyż na przykład w Polsce nasz konkubent ma żadnych praw. Dalej uznawany jest za przyjaciela i normalnego turystę, ale nigdy nie za męża, gdyż mężem prawnie nie jest. Nie ma ani aktu ślubu, ani żadnego rejestru. Jest po prostu kilka kartek podpisanych przez kolumbijskiego notariusza, zgodnie z którymi potwierdza się wspólne mieszkanie. Ale nic więcej.
Warto więc jednak, jeśli chce się zalegalizować związek z Kolumbijczykiem, zastanowić się nad prawdziwym małżeństwem, które nie dość że jest tańsze to i uznawane będzie w każdym innym kraju, a nie tylko w Kolumbii. Ułatwia to bardzo wszelkiego rodzaju formalności prawne za granicą.
Na zakończenie dodam jeszcze, iż językowo w kolumbijskiej kulturze odróżnia się pary mieszkające ze sobą (bez ślubu albo i po ślubie) od tych „dochodzących”.
Młodzi ludzie, którzy odwiedzają się tylko, wychodzą do kina, ale wracają na noc każdy do swojego mieszkania, określani są w Kolumbii jako: „novio” (chłopak) i „novia” (dziewczyna).
Kiedy jednak decydują się na wspólne mieszkanie, mimo iż nie są ani konkubinatem ani tym bardziej małżeństwem, nazywa się ich od pierwszego dnia: „esposo”, „marido” (mąż) i „esposa”, „mujer” (żona). Tak samo określa się pary poślubione.
Czyli jak widać, nie ważne czy wzięło się ślub, czy też nie, gdyż społeczne określenie mieszkania razem gwarantuje status bycia żoną i mężem. Nie koniecznie za pośrednictwem ślubu.
Śmieszne to, ale bardzo kolumbijskie.
Napisz komentarz
- Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Komentarze
(Dodane przez ł. w dniu - 2008-07-21 05:26:16) hmmm a jak wygląda sytuacja w przypadku związków jednopłciowych ?
Interesujace (Dodane przez Marticia w dniu - 2007-10-04 06:17:33) Tu we Wloszech tez zastanawiano sie nad wprowadzeniem takiego rozroznienia, ale w koncu spelzlo na niczym. Jak powiedzialas ewo, ze ma to swoje dobre i zle strony..dobre wtedy, keidy mieszkasz w danym kraju i nie zamierzasz sie przeprowadzac do innego. Wlasciwie w regionie Friuli istnieja takie przepisy (regiony maja wladze autonomiczne i czesto rzadza sie wlasnymi prawami)..przypominam sobie, ze mieszkajac tam moglismy sie starac o taki dokument notarialny potwierdzajacy wspolne zamieszkanie. Jednak nie bylo tu odnosnika wobec dokumentow i wiz..a szkoda:)
(Dodane przez Girasole w dniu - 2007-09-25 12:37:26) to jakis raj dla mnie mialabym juz meza marido od dwoch miesiecy.....ciekawe co na to K. dziekuje za ten temat.....
(Dodane przez
w dniu - 2007-09-25 08:42:17) Hheh :)