live chat application
 
Zwyczaje
        Początek arrow Kolumbijskie zwyczaje arrow Kolumbijskie służące i niegotujące mamy

Kolumbijskie służące i niegotujące mamy PDF Drukuj E-mail
piątek, 30 wrzesień 2011

Pisałam już kiedyś o mojej kolumbijskiej koleżance z pracy, która wyemigrowała do Kanady w poszukiwaniu lepszego życia, po czym stwierdziła, że nie może tam sobie pozwolić na dziecko, bynajmniej nie ze względów finansowych, a dlatego, że nie ma tam służącej, do jakiej była przyzwyczajona w Kolumbii.

Kilka dni temu odwiedziła mnie w Nowym Jorku moja była szefowa – 30-letnia Juliana, która z kolei podczas sympatycznego pikniku w parku stwierdziła, że Nowy Jork fajny jest na wakacje, ale nie wyobraża ona sobie życia w tym mieście na stałe, bo nie stać by jej tutaj było na stałą pomoc domową, wyprowadzacza psa ani szofera, jakich ma na stałe do pomocy w jej rodzinnym mieście w Kolumbii. Kiedyś takie komentarze dobrze prosperujących Kolumbijczyków, przyzwyczajonych do swojego życia w “szklanej kuli”, jak ja ich nazywam, mnie szokowały. Dzisiaj wywołują już tylko pobłażliwy uśmiech.

Do czego jednak zmierzam? Posiadanie służącej czy też ładniej brzmiącej pomocy domowej w większości domów w Kolumbii (myślę tutaj o klasie średniej i wyższej), jest zjawiskiem absolutnie naturalnym w tym, jakby nie było, mocno podzielonym społecznie kraju. Nikogo nie dziwią w Kolumbii przychodzące codziennie rano do pomocy panie, które zajmują się sprzątaniem, praniem, prasowaniem i gotowaniem obiadów. To zupełnie normalna kolumbijska rzeczywistość. Nie dziwią też duże, luksusowe mieszkania w Kolumbii budowane z dodatkowym apartamencikiem, z własną łazienką i pokojem do spania, który jest przeznaczony dla mieszkającej na stałe w domu służącej, która dostaje w tygodniu jeden dzień wolny, najczęściej niedzielę. To właśnie te panie zajmują się domem i odgrywają rolę, którą w naszych, polskich realiach zajmuje tradycyjnie mama. I to jest właśnie najgorsze.

Wszystkie mieszkające w Bogocie Polki chełpią się gotowaniem. Prześcigamy się w przygotowywaniu tradycyjnych polskich potraw, takich jak bigos, pierogi, żurek czy barszcz. Zawiadamiamy się o odkryciu sklepu, w którym zdobyć można kiszoną kapustę, pierniki czy powidła śliwkowe. Przywozimy z Polski ze strachem, że celnicy wykryją w naszych walizkach zabronione do wwożenia i niedostępne w Kolumbii artykuły, takie jak masa makowa, cukier waniliowy, chrzan, kisiel czy pakowane próżniowo wędliny i potem dzielimy się tym łupem, dzieląc go na tysiąc porcji, aby starczył na jak najdłużej. Kiedy udaje nam się upiec coś pysznego, zamieszczamy zdjęcia tego cuda na Facebooku, budząc zazdrość albo podziw naszych polskich koleżanek. Dla nas bowiem – “Matek Polek” gotowanie to symbol domu, ogniska domowego, rodziny i coś co sprawia, że się spełniamy, że dobrze pełnimy nasze życiowe role narzeczonych, żon, matek...

Dla młodych Kolumbijek jest to absolutnie nieważne. To nawet często obciach. Przecież od gotowania są służące. Dlatego właśnie w Kolumbii bardzo często mamy nie potrafią gotować a dzieci nie wynoszą z rodzinnych domów, jak my, charakterystycznych smaków czy dań z dzieciństwa, gdyż przy zmieniających się co jakiś czas służących, jest to niemożliwe. Tradycyjny obiad w takim kolumbijskim domu z pomocą domową to niezdrowy, olbrzymi talerz tuczących węglowodanów: ryżu, juki (manioku), ziemniaków i platana, trochę mięsa i znikoma ilość warzyw. Czasami jest to kawałek zielonej sałaty z plasterkiem pomidora i cebuli, czasami umazana majonezem biała surowa, kapusta i praktycznie nic więcej. Mimo tego ogromnego bogactwa warzyw, w większości kolumbijskich domów tych warzyw się nie jada.

Będąc w Nowym Jorku u mojego kolumbijskiego przyjaciela, który już od ponad 10 lat nie był w Kolumbii, postanowiłam zrobić mu pewnego popołudnia niespodziankę. Udałam się do sklepu i kupiłam wszystkie składniki na tradycyjną, kolumbijską potrawę o mało atrakcyjnej nazwie “sudado” czyli “spocone danie”. Potrawa ta to gotowany kurczak z juką i ziemniakami w delikatnym rosołku z dodatkiem startego pomidora, szczypiorku, cebuli i zielonej pietruszki. Podałam mu to danie z nadzieją, że przypomni mu ono chwile spędzone w rodzinnym domu, gdzie “sudado” przygotowuje się bardzo często, jako że nie wymaga ono długiego gotowania. Peter spałaszował cały talerz, wyraźnie zadowolony, po czym na moje pytanie, czy choć trochę przypomina “sudado” jego mamy, odparł:

“Moja mama nigdy w domu nie gotowała. Zawsze mieliśmy od tego służącą, a one zmieniały się co jakiś czas, tak że nie pamiętam żadnego konkretnego dania. To jest natomiast najlepsze sudado jakie jadłem do tej pory.”     

Napisz komentarz
- Prosimy o wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów.
- Ataki słowne i wulgaryzmy zostaną usunięte.
- Prosimy nie używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Imie:
Tytuł:
BBCode:Web Address Email Address Bold Text Italic Text Underlined Text Quote Code Open List List Item Close List
Komentarz:

This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Wpisz podany w okienku kod bezpieczeństwa.
RADA: Jeżeli masz trudności z odczytaniem liter w okienku, kliknij na przycisk "odśwież" (dwie strzalki), aby wygenerować nowy obraz.

Komentarze
Para Carolina
(Dodane przez Ewa w dniu - 2012-05-12 06:44:45)
Hola Carolina: 
 
Tienes toda la razón. Desde hace 9 años me ha encargado de hablar pestes de Colombia. Tan empecinada he estado en hacerlo, que hasta escribí un libro, llamado "Diarios de Café", que a estas alturas cuenta con la segunda edición y se vende muy bien tanto en Polonia como en toda la red de librerías colombianas "Lerner". En él no hago más que contar todo lo negativo que tiene Colombia y dañar la imagen del país en el mundo, porque no solo lo escribí en español, sino también en polaco. A propósito, algo que pocos saben es que este libro algún día lo leyó el ministro y presidente de Proexport, el señor Plata, y por eso me invitó a trabajar en el tema de promoción de Colombia. No todo el mundo conoce la historia... Un poco loco el ex ministro, creo, que me propuso el trabajo, después de leer tantas indecencias en el libro. ¿Y cómo es posible que me sigan premiando por las sandeces que escribo? ¿Cómo el Ministerio de Comunicaciones de Colombia me da el Premio Colombia en Línea a mejor weblog colombiano por escribir tan mal de Colombia en el 2006? 
 
Llevo muchos años dañando la imagen de Colombia, año tras año. Por ejemplo, en el 2005 junto con la Embajada en Varsovia me fui con mi esposo y dos amigos por toda Polonia, de este a oeste, hablando mal de Colombia, mostrando su música, sus platos, sus costumbres, hasta llevé las hormigas culonas que algunos colombianos comen. Con decirte que nos gustó tanto hablar mal de Colombia, que hasta Ucrania llegamos con nuestro discurso malevo. Espero que me perdones o que hagas lo mismo para dar a conocer lo malo de mi país, Polonia, en Colombia. Y que me perdones escribir tantos artículos denigrantes como los que publiqué anónimamente en el portal oficial de turismo de Colombia www.colombia.travel que dirigí durante más de 3 años, publicando todo el contenido que tiene hoy en día. Sería bueno echarle una revisada… 
 
Pero esto no es todo. Por todo este terrible trabajo realizado en el libro, en dos inmundos sitios web, en múltiples conferencias, me terminan llamando de la Radio Nacional de Colombia para que durante más de una hora hable pestes de esta tierra y prepare un programa semanal sobre sus destinos turísticos. Lo que sí te digo es que el masoquismo colombiano es muy grande si hace unas semanas me llaman de Caracol TV para que hable mal de Colombia tres veces al día en horario prime, a través del programa "Caracol Bancolombia más cerca", por toda una semana de lunes a domingo. 
 
Hace unos meses, no contenta con promover la imagen negativa de Colombia en Polonia y en polaco, durante muchos meses me dediqué a hablar pestes de Colombia en inglés, en cada una de mis clases en la Universidad St. Johns en Nueva York. Habrías de verle la cara a mis compañeros chinos cómo abrían esos ojos cuando les hablaba de la diferencia entre la coca y la cocaína.  
 
Luego, viajé a Polonia, donde dediqué toda una tarde de un domingo decembrino a rajar de Colombia en la ciudad de Poznan. Lástima que estuvieras tan lejos, en Gdansk, porque hubiera sido divertido ver tu cara, observando a los polacos escuchar de la laguna de Guatavita, de la Leyenda de El Dorado, de la panela, del palo de agua, tocar la marrana tolimense, ponerse un sombrero vueltiao y una ruana boyacense... Me hubiera gustado tanto ver qué dices viendo mi maleta cuando voy a Polonia, donde no llevo ropa ni nada por el estilo, sino la cargo completica de libras de café colombiano que luego preparo a todos mis amigos, con panela y colado con colador de tela, como lo hacen en las fincas. ¿O será que esto también es invento mío? 
 
Pero lo peor de todo, es que ahora, como si fuera poco el daño que le he hecho a Colombia, me he propuesto nacionalizarme como colombiana! Y como si fuera poco, decidí traer polacos a Colombia. Este año, he pasado de 20 personas… Gente que viene a Colombia a gastarse la plata, como si no existieran mejores precios en República Dominicana, en Venezuela o en Egipto. Y ellos vienen, convencidos por las barbaridades que escribo, y dejan su dinero en hoteles de la zona cafetera, o en el Amazonas, o en Cartagena, o Bogotá, a las vendedoras de arepas de huevo, a los conductores de los taxis, al señor que vende canelazo en la calle. ¡Qué daño tan grande le estamos haciendo a Colombia!  
 
Y para terminar, te cuento que lo verdaderamente grave es que el mal ejemplo mío se empieza a regar por estos lados, como un terrible virus… Tienes que estar muy pendiente de otras "Ewas" que han aparecido por aquí… Por ejemplo, una tal Kinga Puerto Grzeszczuk, http://bogotka.blogspot.com/ o Aleksandra Małyska http://tysiacodcienizieleni.blogspot.com/ o Aleksandra Andrzejewska http://arsinoe.blog.onet.pl/ o Nowelka http://e-novela-kolumbijska.blog.onet.pl/... Será bueno que les eches una revisadita a ver qué cosas escriben de Colombia. Es un germen peligroso. No permitas que más extranjeros hablen mal de Colombia y se terminen quedando. Es un verdadero riesgo.
Carolina!
(Dodane przez aktywność specyficzna w dniu - 2012-05-10 14:20:25)
twój post(wpis) to jakiś kuriozum(dziwadło). 
o co ci chodzi tak serio(poważnie)? 
Pisz prywatny(własny) blog i opisuj Kolumbię(całą Amerykę Pd) jak chcesz i jak rozumiesz. 
Czepiasz się normalnych ludzi i tyle . 
A co do turystów,to mają prawo i do obserwacji i do porównań. 
demokracja polega też (między innymi) na swobodzie wypowiedzi.
kłopoty językowe czy zawiść?
(Dodane przez Anna w dniu - 2012-05-09 23:49:21)
Mam wrażenie,że pani "Carolina" nie rozumie tekstów pisanych po polsku i ma problem z formułowaniem swoich przemyśleń. 
Jestem Polką,byłam kilkakrotnie w Kolumbii, gościłam w wielu domach i zawsze,zawsze pojawiały się w nich służące.Ewa pisze prawdę o Kolumbii,którą kocha i przedstawia najwierniej jak potrafi.Pani zarzuty są nie tylko niegrzeczne one są prymitywne. 
Jeśli faktycznie jest pani Kolumbijką to nie zaprzeczy pani,że w mieszkaniach są specjalne pokoje dla służących i nie dotyczy to tylko ludzi zamożnych. 
Ot,co kraj to obyczaj i nie ma w tym nic złego.Ludzie różnią się między sobą i bardzo dobrze. Problem w tym,by różnili się pięknie i kulturalnie... 
Tym wpisem kompromituje się Pani . 
Warto też jeszcze trochę popracować nad językiem polskim i czytaniem ze zrozumieniem.
Chyba, bo pani Ewa jest bogata.
(Dodane przez Carolina w dniu - 2012-04-18 14:44:33)
To nie prawda. Nic co ona mówi w tym portalu jest prawdziwy. Jeżeli chcecie wiedzieć o prawdziwym Kolumbii i Ameryki Łacińskiej proszę rozmawiajcie z ludźmi z Kolumbii i Ameryki Łacińskiej, nie z turystami. Ta pani nic nie wie o naszej historii, naszej kulturze i naszym społeczeństwie.

(Dodane przez kama w dniu - 2012-01-03 06:23:32)
heh :) pewnie dlatego moj maz jest zachwycony jak gotuje i nigdy nie narzeka na posilki, ktore przygotowuje...ja z domu duzo nie wynioslam, sama sie ciagle ucze gotowac

(Dodane przez Kinga - Matka Polka w dniu - 2011-10-08 04:50:27)
Ja tez jestem dumna Matka Polka, chociaz jeszcze mama nie jestem :) ale cos w tym okresleniu jest co nas charakteryzuje, i oczywiscie to generalizowanie, ale zgadzam sie, ze jako Polki jestesmy bardziej zaradne i potrafimy zajac sie domem, bo od dziecka jestesmy niejako do tej roli przygotowywane. I nie chodzi tutaj o robienie niczego na sile, po prostu pewne rzeczy mamy we krwi i sa dla nas zupelnie naturalne. Nie oznaccza to wcale, ze nie ma kolumbijskich Matek Polek, sa i takie, ale napewno jest ich znacznie mniej. Sam fakt, iz moi tesciowie nie moga wyjsc z podziwu, ze tak dobrze (wg nich) gotuje i na dodatek nie chce pani do sprzatani mowi sam za siebie :)
pamiętam
(Dodane przez Michał w dniu - 2011-10-07 20:11:37)
Zapach domu, zapach fajki ojca, smak wody z kranu, smak kwaśnego mleka, ziemniaki z ogniska, zapach Przemysławki, Consula, Pani Walewskiej, to się pamięta latami.

(Dodane przez Ewa w dniu - 2011-10-04 07:50:38)
Rewelacja ;) Czyli kiedy nie ma pomocy, Kolumbijki daja rade ;) Bardzo sie z tego ciesze ;)
hmm
(Dodane przez Remik w dniu - 2011-10-03 22:12:14)
A moja kolumbijska żona i umie i chętnie gotuje pracując przy tym zawodowo. Wprawdzie mieszkamy teraz w Polsce ale nie zmienia to faktu, że pomimo tego , że jest Kolumbijką to także "Matką Polką" w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu.W Kolumbii mieliśmy pomoc domową a tu w Polsce robi wszytko sama i jest z tego niesamowicie dumna. Uwielbia gotować, piec szarlotkę, robić pierogi ruskie i wymieniać się przepisami z moją siostrą i mamą. Nie chodzi tylko na zebrania do przedszkola bo słabo mówi po polsku.Jako mąż i facet jestem z niej niesamowicie dumny bo nie ukrywam , że bałem się trochę przeprowadzki do Polski a teraz tego nie żałujemy. Pozdrawiam serdecznie wszystkie " Matki Polki " nie tylko w Kolumbii ale na całym świecie.

(Dodane przez Ewa w dniu - 2011-10-01 23:38:45)
Dokladnie tak jest, Ewelina. Ja do dzisiaj wspominam Carmen http://www.kolumbijsko.com/kolumbia/ludzie/carmel_jak_caramelo_cukierek__2.html, moja pierwsza i najwspanialsza pomoc, ktora dzisiaj jest jedna z moich najmilej wspominanych Kolumbijek ;)
Matka Polka i Pani do pomocy
(Dodane przez Ewelina w dniu - 2011-10-01 23:12:58)
No, znów mamy ciekawy temat do dyskusji. 
Matka Polka, to co prawda brzmi dumnie, ale każda z nas jest nią na swój indywidualny sposób. Ja również nią się poczuwam. Jednakże marna ze mnie kucharka. Nikt u mnie głodny nie chodzi, ale gotuję bez szczególnego entuzjazmu. Nie przepadam za tym. Zdecydowanie lepiej robi to mój mąż. On to uwielbia. Kocham zajmować się dziećmi, ale nie znoszę prasować. Robię to bo muszę. Wolę sprzątać niż piec ciasto. Czy typowa ze mnie Matka Polka? Na pewno nie. Ale sądzę, że podobnych mnie jest wiele. Czasem chciałabym mieć taką Panią do pomocy, ale raz że mnie na nią nie stać, a dwa, że mam świadomość, że to jest moja rola. A ponadto taka Pani do pomocy to musiałaby być osoba absolutnie godna zaufania, a o taką wcale nie łatwo.

(Dodane przez Ewa w dniu - 2011-10-01 04:24:27)
Iza: 
 
Te mundurki sie zdarzaja, sa nawet specjalne sklepy, gdzie mozna je kupic, wiec to, co widzialas w telenowelach, to prawda. Nie zawsze oczywiscie pomoce domowe w tych strojach chodza. Najczesciej dotyczy to "internas", czyli pan mieszkajacych w ciagu tygodnia w domu, w jakim pracuja, a nie tych ktore przychodza codziennie i wracaja do siebie po wykonaniu pracy. Natomiast czy te panie sa takie atrakcyjne, to nie wiem ;) Ja nigdy takiej telenowelowej, pieknej i mlodej pomocy domowej nie mialam, ale Kolumbijki sa generalnie bardzo ladne, tak ze na pewno znajda i sie i takie super pomoce domowe ;) 
 
 
Ola: 
 
A ja zupelnie inaczej rozumiem okreslenie "Matka Polka" i kiedy go uzywam, wcale nie ma ono negatywnego znaczenia. Wcale sie go rowniez nie wstydze, bo zawiera dla mnie ono to, co w nas najlepsze. Lubie gotowac i piec i nie uwazam, ze robie to dla meza czy kolumbijskiej rodziny. Po prostu lubie to robic, tak samo jak pisac, podrozowac czy pokazywac Kolumbie innym ;) Moje kolumbijskie kolezanki nie gotuja, bo maja od tego pomoce domowe, a podczas przerwy w pracy zagladaly tylko zazdrosnie przez ramie na moj, polski obiad. Ja natomist wcale nie mialam ochoty na sprobowanie zawartosci ich talerza. ;)

(Dodane przez Iza w dniu - 2011-10-01 02:05:28)
Kolejna, interesujące odsłona kolumbijskich realiów. A ja myślałam, że telenowele przesadzają pokazując te panie w fartuszkach i zaplecionym warkoczyku ;) ;) Czy te pomoce domowe zawsze są takie atrakcyjne?
Matka Polka, o nie!
(Dodane przez Ola w dniu - 2011-10-01 00:33:00)
Gotuję i pieczę bo lubię i sprawia mi to przyjemność. W żadnym wypadku nie robię tego bo czuję się Matką Polką czy żoną mojego kolumbijskiego męża, wręcz przeciwnie - przestałabym lubić gotować gdybym to miała robić, bo "rodzina tego wymaga". 
 
Znam Kolumbijki, które również lubią piec i gotować. Znam również takie, które nie umieją, bo w domu się nie nauczyły, ale teraz chcą zacząć korzystać z kuchni. Znam również Polki w Polsce, które nie umieją gotować i nie chcą. Świat nie jest tylko czarno-biały. Ma również wiele odcieni szarości :)

Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0

 
wstecz   dalej »

Advertising:

Warsaw travel

Warsaw city guide

Nauczyciel tańca

Kolumbia Travel

Fotografía de Hoteles







Powered by: Joomla     Design by: Astrolabio    Hosting by: Nidohosting
Licencia Creative Commons, Ewa Kulak

Kilka słów o mnie Teksty Ewy Kulak Galeria zdjęć prywatnych Kontakt z Ewa Taka jest kolumbia Kolumbijskie zwyczaje Fascynujące miejsca w Kolumbii Ludzie Kolumbijskie legendy Przepisy Kolumbia w fotografii Galeria Macondo Versión en espanol Wersja polska