Na początku mojego pobytu w Kolumbii, pewne połączenia lokalnej gastronomii nie mieściły mi się w głowie i nie byłam co do nich przekonana. Nie przepadam generalnie za daniami łączącymi smak słodki z solonym. Nigdy nie lubiłam uważanego niegdyś w Polsce za „elegancki” kotleta z brzoskwinią, czy ananasem.
W Kolumbii nieudanym połączeniem wydawała mi się początkowo jajecznica na śniadanie serwowana w parze z pitną czekoladą. Taka kombinacja zdecydowanie nie jest w moim guście. Kolejnymi daniami, a właściwie napojami, które nie przekonywały mnie za bardzo są:
płynna, gorąca czekolada
aguepanela (czyli gorąca woda z rozpuszczoną w niej bryłą naturalnego cukru z trzciny cukrowej)
Obydwa napoje w Kolumbii pija się się z żółtym serem. Co prawda nie jest to taki żółty ser jaki znamy w Polsce, gdyż Kolumbijczycy na produkcji sera się nie znają. Mają tu kilka narodowych gatunków: pera (gruszka), campesino (wiejski), mozarella (która w żadnym razie nie jest włoską mozarellą), doble crema (podwąjnie kremowy), ale wszystkie smakują podobnie.
Ser w kawałku wrzuca się do czekolady lub aguepanela i pozostawia przez dłuższą chwilę, aby pod wpływem ciepła zaczął się „ciągnąć”. Cały ten proces nie jest może wizualnie zbyt atrakcyjny, ale przecież i Francuzi podczas śniadania maczają bagietkę w kawie z mlekiem albo i wrzucają ją w całości do dużej filiżanki zwanej le bol.
Najbardziej charakterystycznymi miejscami w Bogocie, gdzie wypić można tradycyjną czekoladę (tzw. chocolate santafereño) jest znana rodowitym mieszkańcom kolumbijskiej stolicy piekarnia i ciastkarnia „La Florida”, na carrera 7 z calle 21, albo restauracja „El vagón” mieszcząca się w niezwykle romantycznym, prawdziwym wagonie kolejowym, jakich w Kolumbii już od dawna nie ma, na carrera 5 z calle 14.
Udało mi się ostatnio znaleźć informację na temat pewnego przysmaku, jaki wypuściła na azjatycki rynek pewna firma. Chodzi o produkt o nazwie “Chesdale”, który nie jest niczym innym jak cieniutkimi kawałkami sera oblanymi czekoladą. Myślę, że produkt ten przypadłby do gustu Kolumbijczykom. Mimo wszystko, na pytanie jaki jest najlepszy sposób na chłodny, bogotański wieczór, Kolumbijczycy bez głębszego zastanawiania się odpowiedzą: chocolate santafereño... obowiązkowo z serem. A ja przyznam, że to rzeczywiście świetny pomysł.
Napisz komentarz
- Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Komentarze
surówki (Dodane przez alicja w dniu - 2007-09-03 12:25:13) Słyszałam,że w Kolumbii nie jada się surówek, ciekawa jestem czy to prawda.
w polsce też można:) (Dodane przez andzia w dniu - 2007-08-29 15:36:33) ja piłam już kilka razy w polsce pyszną gorąca czekolade z serkiem pleśniowym i osobiście uwielbiam to połączenie:) no ale ser żółty to troszkę coś innego i nie wiem czy mimałabym odwagę
Bleee (Dodane przez Marticia w dniu - 2007-07-24 05:12:27) Ochya..czekolada z serem..czy kuchnia w Kolumbii cala jest taka dziwna? no ale co kraj to obyczaj, ja np. uwielbiam makaron z truskawkami, tu we Wloszech to swietokradztwo..nauczylam sie nawet o tym nie wspominac, bo patrza na mnie zgorszeni:). Ciekawa jestem jak ta mozarella smakuje:)
(Dodane przez
w dniu - 2007-07-18 13:45:30) hYmnn.... ciekawe jak to smakuje? A tak nie na temat to pisalam do Pani maile Pani Ewo, nie odpisuje Pani. Czy co sie stalo, prosze cos do mnie napisac. A moze cos jest z moja albo z Pani poczta? To jesli by miala Pani czas niech pani napisze cos pod tym komentarzem.