|
Wyjechaliśmy z Bogoty bardzo wcześnie, około 3:00 nad ranem, aby uniknąć ulicznych korków. O tej porze podróżowanie po Kolumbii jest bardzo przyjemne. Powietrze jest chłodne i świeże, gdyż Słońce śpi jeszcze schowane pod płaszczem Andów. Kolumbia odpoczywa i przygotowuje się na wielki dzień, na jaki oczekiwała cały rok.
Po drodze obserwujemy małe domki zbite z desek i kawałków blachy, które dzisiaj – 24 grudnia wyglądają bardzo malowniczo i trochę magicznie, jak nigdy wcześniej, gdyż wyławiają się niespodziewanie z gęstej mgły poranka. O tej porze mgła unosi się powoli, odkrywając szczyty gigantycznych gór, które otaczają swym kamiennym ramieniem ten region Kolumbii. Domki owinięte są świątecznymi lampkami, a z kominów unosi się dym. Tak właśnie wygląda 24 grudnia w tropiku.
Tutaj nie ma ani reniferów, ani Gwiazdora, który przybywa w swoich saniach. Nie ma również śniegu. Grudzień jest miesiącem letnim, a 24 grudnia jest prawie normalnym dniem, który jak każdy inny dzień w roku rozpoczyna się filiżanką pysznej czekolady przygotowanej na wodzie z panelą, jajecznicą z pomidorami i szczypiorkiem i arepą pieczoną na ognisku – typowym śniadaniem paisa.
O tej porze z domów wychodzą rolnicy – mężczyźni na koniach, w kapeluszach, owinięci w ruany, z maczetą za pasem. Kobiety budzą się wcześniej, rozpalają ognisko i przygotowują świeżą, gorącą kawę.
Mam ogromną ochotę zatrzymać się przy jednym z tych domów, ale nie mamy czasu. Musimy dojechać do Cali jak najszybciej, aby jak najlepiej wykorzystać to wszystko, co zaoferują nam najbliższe dni. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez patrycja w dniu - 2006-12-21 06:45:21) super blogas |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |