|
Przyjechałam do Bogoty w sierpniu 2003 r. i pierwszym obrazem, jaki ukazał się moim oczom zaraz po opuszczeniu lotniska, nie były ani olbrzymie zielone góry okalające miasto, ani też silne, tropikalne Słońce, ani nawet palmy, które zawsze powodują u mnie dreszcz emocji. Obrazem, który utrwalił się w mojej głowe byli żołnierze na ulicach, którzy wskazywali na fakt, że przybyłam do kraju wojny. Pięćdziesiąt lat konfliktu zbrojnego dla ścisłości.
Przyjeżdżając się po raz pierwszy do Kolumbii, człowiek staje twarzą w twarz z rzeczywistością związaną z wojną, która dotyka nas tutaj na każdym rogu ulicy. Ja osobiście bałam się na początku żołnierzy ubranych w wojenne mundury z karabinami maszynowymi przewieszonymi przez ramię i koralami śmierci, które owijały nabojami ich szyje. Ubrani w ten sposób spacerują po ulicach: przed katedrą, przed Pałacem Prezydenckim, na rogu ulicy historycznej dzielnicy...
Podczas pierwszych dni mojego pobytu z dużą dozą ostrożności wychodzilam na ulice i przechodziłam obok żołnierzy, starając się zawsze nie stąpać bezpośrednio pod huśtającą się lufą karabinu, aby przypadkiem przestraszony czymś żołnież nie wystrzelił mi w stopę i nie spowodował kalectwa na całe życie.
W Kolumbii nowo przybyła osobę onieśmelają stałe kontrole przeprowadzane w każdym dosłownie miejscu. W banku przy każdej transakcji należy pozstawić odcisk palca wskazującego; przy wejściu do kina zawsze stoi dwóch policjantów, którzy otwierają kobietom torebki, a mężczyznom wykonują kontrolę osobistą; przy wyjściu z supermarketu pokazac należy wszystkie zakupy; na przystankach autobusowych zawsze stoją żołnierze sprawdzający plecaki podróżujących. Najczęściej do kontroli wybierają oni osoby, które się spieszą (ci, którzy wchodzą na przystanek powoli, nie są chyba niebezpieczni – to moja policyjna obserwacja); przy wjeździe do centrum handlowego, muzeum, teatru lub restauracji należy wysiąść z samochodu, otworzyć bagażnik i udowodnić, że nie wwozi się żadnego partyzanta (guerrillero), ani tym bardziej bomby. Taki stan rzeczy jest w mojej opinii zupelnie absurdalny, biorąc pod uwagę współczesny rozwój technologii, dzięki któremu w XXI wieku bomba nie musi wypełniać całego bagażnika, a zmieścić może się w oprawkach okularów lub w długopisie, który mam w kieszeni. Są to kontrole zupełnie pozbawione sensu, które utrudniają codzienne życie, denerwują, powodują utratę czasu i cierpliwości. Kontrole zbyt łatwe do oszukania…
Ale nie to jest w Kolumbii najgorsze. Bardziej śmieszy mnie widok spacerujących ulicami brygad antypartyzanckich, w skład których wchodzą mężczyźni z wymalowanymi na czarno-zielono twarzami, ubrani w kaski i mundury, którzy schować się mogą w dżungli, a nie w centrum 10-milionowego miasta i którzy przypominają kolumbijskich Terminatorów. Taki spektakl żołnierzy przygotowanych do walki zbrojnej, z bronią i nabojami nie powoduje u mnie nic niego jak strach i panikę.
Z czasem obraz wojska uzbrojonego po same zęby nie wydaje się już tak szokujący. Prawda jest taka, że człowek nie może się do takiego stanu rzezy przyzwyczaić, ale powoli zaczyna go akceptować i przekonuje samego siebie, tak jak stara się nam wmówić na każdym kroku, że tak jest lepiej, że w ten sposób czujemy się bezpieczniej. Jestem w kraju wojny i nikogo nie mogę oszukać, że jest inaczej.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Ewa w dniu - 2006-05-15 14:05:13) Cuando sales de un supermercado con las bolsas con compras, es normal que a la salida te las abren y miran. No me digas que no, porque no es cierto. Si eso no te ha ocurrido, quiere decir que nunca hiciste compras. No me parece que soy una persona miedosa, tomando en cuenta todos los viajes que he realizado no solamente en toda Colombia sino en casi treinta países del mundo. Y otra cosa... ver a los soldados por toda parte, con las ametralladoras y balas no me parece una imagen bonita. Tampoco creo que los soldados estám parados en las esquinas de las calles para indiacar el camino, este no es su papel. Seamos realistas, un soldado es un soldado y un fusil es un fusul. | Es normal.. (Dodane przez Andrew w dniu - 2006-05-15 11:31:28) Me parece bastante curioso que Ewa haya mencionado que es absurdo chequear un taxi. Porque si bien una bomba puede ser demasiado pequeńa, de todas maneras se puede esconder en un baúl. Además, estos controles solo se efectúan cuando hay un evento muy importante. Por ejemplo; la llegada de un presidente del exterior y cosas similares. En la vida cotidiana jamás se le revisa el paquete donde lleva las compras a la gente. He vivido en Bogotá y jamás ha ocurrido eso conmigo, tampoco con las personas que salen al mismo tiempo que yo. Ver soldados es lo más natural. Puedes incluso hablar y reir con ellos. No son monstruos generadores de pánico. Policía y soldados existen en todas partes. Intenta hablar con uno de ellos y descubrirás que es un ser humano como cualquiera, que ríe y es alegre como todos los colombianos. Si necesitas una dirección él con una amplia sonrisa te la dará, los verás hablando acerca de deportes, del clima, o de la última película que salió en cartelera. Me da la impresión de que la autora tiene mente de nińita miedosa, de débil carácter que le da miedo de ver hombres que jamás han usado un fusil contra alguien, riendo en plena ciudad en donde no se mueve ni el mínimo aire de tensión..... | (Dodane przez Santiago w dniu - 2006-04-03 19:48:03) Hola ewa, llevo leyendo tu blog por mucho tiempo y me encanta!! talvez estoy en desacuerdo con vos, me parece que ver a un soldado en la calle me hace sentir mas seguro y saber que nada me puede pasar!! la gente no se tiene que aterrar con ver un soldado, se deberian sentir bien de que por lo menos hay alguien cuidando las calles y demas sitios. | (Dodane przez Claudia w dniu - 2006-04-01 05:04:10) Aprovechar cada milčsima de segundo para hacer algo por alguien, asi sea solamente regalando una sonrisa, no cuesta nada, pero hace maravillas en el corazon, eso, no importa quien lo puede hacer, es mas fŕcil en todo caso que hacer desaparecer los soldados... Y lo que no me gustň de éste artěculo es que se les olvidň ańadir que no solo en Colombia éste fenňmeno de soldados por todas partes existe... En Monaco Monte Carlo hay cŕmaras por todas partes, Es un sistema de vigilancia mŕs moderno, pero, los soldados estŕn ahě! La famina es una otra guerra... el desarrollo social, otra... todo es una guerra a ganar! Las ganaremos cuando dejemos de esperar que el gobierno las gane por nosotros, cuando cada uno pongamos nuestro granito de arena... hay ayyyyy ayyyy! cuando entonces!
| Hay que hacer algo! (Dodane przez Claudia w dniu - 2006-04-01 04:48:42) Veo que no me expliqué bien, No claro que el hecho de ver soldados por todas partes no alivia en nada el alma, pero justamente el hecho de sentir que la guerra esta ahě nos hace realizar que la vida tiene a un hilo y que hay que aprovechar cada milésima de segundo, para rea | Esta no es seguridad (Dodane przez Ewa w dniu - 2006-03-31 08:59:35) Hola Claudia: No estoy de acuerdo contigo. La democracia y la seguridad no se deben construir mediante la ubicación de soldados en las calles. La seguridad de un país no está en la guerra, sino en la eliminación de hambre, en el desarollo social y mejores condiciones de vida. Sinceramente, yo no me siento más segura viendo al ejército paseándose por todo lado con las ametralletas en las manos. Lo único que provoca es el temor y la espera cuándo aparecerán los tanques de guerra en las calles. | (Dodane przez w dniu - 2006-03-31 08:15:02) Todos estos hombres vestidos para la guerra nos hacen sentir que todavia existimos, que todavia estamos vivos, que hay que aprovechar cada minuto de la vida, pasar mas tiempo con los seres queridos y cuando no se puede decirles que los quremos... y ofrecer a cada soldado que cruzamos una sonrisa candida para que el corazon no se les convierta en una arma fatal, mas fatal que la ametralladora y el collar de ballas al rededor del cuello... | Hay que vivir y dejar vivir... (Dodane przez w dniu - 2006-03-31 08:06:06) En Francia o en Italia de que se sabe que uno viene a visitar los controles no faltan, es el riesgo a correr cuando uno sale o visita algun sitio, algun pais... Es la aventura! y si uno no tiene nada que reprocharse... Ellos hacen su trabajo de una forma o de otra! | No solamente en Colombia! (Dodane przez Claudia Leon w dniu - 2006-03-31 07:59:56) En Monaco Monte Carlo por ejemplo hay cŕmaras en todas las esquinas, en los parqueaderos, en las estaciones del tren, en los buses y hasta en los ascensores! en colombia el gobierno no tiene suficiente dinero para hacer lo mismo....
|
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |