|
Ciocia Wanda, która zrobiła prawo jazdy w wieku 65 lat, po śmierci swojego męża, zdając ten egzamin uspokajała sama siebie, mówiąc: „Prowadząc samochód, nie ma się co stesować. Trzeba tylko patrzeć na samochód jaki ma się przed i za sobą, a reszta nas nie interesuje”.
Taki stan rzeczy obowiązuje może i w Polsce, ale na pewno nie w Kolumbii i podejrzewam, że ciocia Wanda miałaby dość duży problem w poruszaniu się samochodem po jakimkolwiek kolumbijskim mieście.
W tym bowiem latynoskim kraju, należy nie tylko uważnie obserwować, co robi samochód z tyłu i z przodu, ale także zerkać stale na wszystkie otaczające nas samochody, pieszych, rowerzystów, setki autobusów z rurami wydechowymi na dachach, zanieczyszczającymi powietrze w sposób karygodny, motocyklistów (których jest tu całe mnóstwo), policjantów, stojących często na skrzyżowaniach, bezdomnych ciągnących po ulicach wózki ze śmieciami, a czasami nawet w centrum dużego miasta czy na autostradzie – wozy zaprzeżone w konia.
Na kolumbijskich ulicach panuje bowiem przysłowiona „wolna amerykanka”. Każdy robi, co mu się podoba: skręcanie w prawo z lewego pasa jest jak najbardziej normalne, gwałtowne hamowanie autobusu co kilkanaście metrów, nikogo tu nie dziwi. Kolumbijscy kierowcy są absolutnie nieprzewidywalni, a prowadzenie samochodu po ulicach kolumbijskich miast zmusza człowieka do oczopląsu i patrzenia we wszystkie trzy lusterka na raz, wychylania się przez okno dla skorygowania tego, czego w lusterku nie dostrzegliśmy, trąbienia bez przerwy i na wszystkich, pewnej dozy wyuczonego chamstwa, gdyż bez tego nie jesteśmy w stanie nawet wyjechać z garażu, nie wspominając już o ulicy podporządkowanej, gdyż grzeczne przepuszczanie stojącego samochodu z włączonym kierunkowskazem w kolumbijskim rozumieniu nie istnieje. Kto żwawszy i bardziej chamski wygrywa na kolumbijskiej drodze.
Prawo jazdy w Kolumbii Oficjanie prawo jazdy w Kolumbii „się wyrabia”. Nieoficjalnie – kupuje się ten dokument. Jak to wygląda? Z jednej strony istnieją szkoły nauki jazdy i niby po ukończeniu takiego teoretycznego kursu i kilkunastu godzinach przemieszczania się po dużym, kolumbijskim mieście zdaje się egzamin uprawniający do prowadzenia samochodu. W rzeczywistości niewiele osób do takiego egzaminu przystępuje.
Kiedy przyjechałam do Kolumbii z moim polskim i podobno międzynarodowym prawem jazdy (biała książeczka z wymienionymi dzisiątkami krajów, na jakie ów dokument jest ważny), natychmiast udałam się do wydziału transportu Urzędu Miasta Bogoty z prośbą o potwierdzenie, czy mogę w Kolumbii prowadzić samochód. Pani spojrzała na moje dokumenty i stwierdziła, że moje prawo jazdy nie jest w Kolumbii ważne, bo nie ma daty, do kiedy zostało wydane. Tłumaczę więc, że w Polsce prawo jazdy dla osoby nie mającej problemów ze zdrowiem i szeczgólnie ze wzrokiem wydawane jest tylko raz w życiu i się nie przeterminowuje. Według pani urzędniczki, takie prawo jazdy nie jest ważne, bo w Kolumbii co kilka lat dokument trzeba odnawiać (w ten sposób do budżetu miasta wpływają stale pieniądze), a mojego się nie da. Na pytanie, co mam wobec tego zrobić, aby móc prowadzić samochód, który właśnie zakupiłam, pani kazała mi robić kurs jeszcze raz i zdawać egzamin. Po uzyskaniu dokumentu (czyli za kilka tygodni), miałam wrócić do tego samego biura, przedstwiać świadectwo od lekarza, stwierdzające, iż jestem zdrowa i sprawna do prowadzenia samochodu i zapłacić za wydanie kolumbijskiego prawa jazdy.
Zdenerwowana wyszłam z biura i w drzwiach w wpadłam na pana, który doskonale wiedział czego potrzebuję. Pewnie obserwował mnie od wejścia do urzędu, albo i pani dała mu znać co i jak. Pan zapytał, czy potrzebny jest mi dokument o zdaniu prawa jazdy. Za 50.0000 pesos (80 PLN) na murku przed urządem i dosłaownie na poczekaniu, wypisał mi dokument, że właśnie zdałam egamin, wypełnił formularz z pieczątką lekarską, stwierdzający, że mam sokoli wzrok 20/20 i że mogę prowadzić samochód na kolumbijskich drogach.
Z plikiem ciepłych jeszcze dokumentów wróciłam po 15 minutach do biurka pani, która jeszcze moment wcześniej wiedziała, że prócz polskiego prawa jazdy nie posiadałam nic więcej. Pani jakby nigdy nic przyjęła ode mnie dyplom ukończenia kursu i zaświadczenie lekarskie i i kazała za tydzień wrócić po kolumbijskie prawo jazdy.
Dokładnie tą samą strategię – podobnie jak rodowici Kolumbijczycy obrałam przy wyrabianiu prawa jazdy na motocykl, którym również swego czasu przemieszczałam się po Bogocie.
Użycie migacza w Kolumbii Kierunkowskazów w kolumbijskich pojazdach na dobrą sprawę mogłoby w ogóle nie być, bo i tak nie zwraca na nie uwagi, nie mówiąc już o ich włączaniu przy skręcie w prawo lub w lewo. W Kolumbii, jeśli chcemy skręcić lub włączyć się do ruchu, wyciągamy przez okno rękę. Jeśli skręcamy w lewo, rękę przez okno wystawia kierowca; jeśli w prawo – robi to siedzący obok pasażer. Moja mama doskonale opanowała tę technikę i przy każdej zmianie pasa na autostradzie, zgrabnie wyciągała przez okno rękę, dzięki czemu dość sprawnie poruszałyśmy się po Bogocie. Ja zaś doszłam już do takiej wprawy, że nawet podczas wakacji w Polsce, zapominając, że tam zwracamy uwagę na migacz, wyciągam przez okno rękę ku uciesze i zdziwieniu innych kierowców. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Brzmi znajomo (Dodane przez Chilanga w dniu - 2009-01-05 19:44:50) Mieszkam w Meksyku i czytając Twój opis sytuacji na kolumbijskich drogach mam wrażenie, że w obu krajach jest bardzo podobnie. Teraz, po kilku miesiacach jestem już przyzwyczajona, ale na poczatku niektóre zachowania kierowców przyprawiały mnie o albo o przerażenie albo o wybuchy śmiechu. Meksykanie również bywają głośni i nieraz słyszałam ponaglanie w stylu : "Ooooorale camioneta!" Inny interesujący detal to melodyjka, którą wygrywają klaksonem (lub wygwizdują) zdenerwowani kierowcy. Na poczatku nie bardzo rozumiałam, co ta melodyjka znaczy ale okazalo się, że zastępuje ona bardzo wulgarny zwrot "chi*** tu madre". Jak odbiorca wulgaryzmu jest równie zdenerwowany to może odpyskować delikwentowi dwoma trąbnięciami, odpowiadając w ten sposób: "la tuya!". Smutne jest to, że taka wymiana zdań następuje często między policjantem a obywatelem, co pokazuje jak mało szacunku mają jedni do drugich (i to jest przykład sytuacji, która już jednak przeraża). Wystawianie ręki też jest codziennością, przy niewyobrażalnie duzym ruchu w stolicy to nawet całkiem praktyczne. To samo z prawem jazdy - po prostu się je kupuje a nauka jazdy ma miejsce już na drodze, przez co świeżo upieczony kierowca jest obiektem wyzwisk i trąbienia. Pozdrawiam serdecznie. | (Dodane przez w dniu - 2008-08-06 11:48:53) Medellin jest naprawde super miastem czystym ludzie sa, tu bardzo goscinni i serdeczni.Jest miastem bardzo atrakcyjnym ja zyje miedzy Wlochami i Kolumbia, lecz teraz postanowilem ze pojade, tam na stale otwieram z zona, tam sklep juz od wrzesnia jesli ktos bedzie chcial wpasc to zapraszam wystarczy przyjechac na ostatnia, stacje metra San Javier trzeba przejsc dwie przecznice i pytajcie sie o tienda de polacco napawno wszyscy mnie tam znaja, oficjalne otwarcie be,dzie w pazdzierniku serdecznie zapraszam bo milo jest pogadac z kims po polsku nawet na koncu swiata. | Medellin (Dodane przez lujikki w dniu - 2008-06-02 14:03:15) Zadziwniany jestem z artykulu na artykul.I ten wielce mi sie podobal.Zobaczymy czy myk z prawem jazdy przejdzie jak tam juz dotre.Oby bo chcialbym jednak troche popodruzowac. | drogi w Kolumbi (Dodane przez Krzysztof w dniu - 2008-05-28 03:07:57) Jezdze zawodowo we Wloszech i widzialem wiele sytulacji na drogach.Jednak od kiedy zaczelem jezdzic zawodowo w Medellin w Kolumbi musze przyznac ze bylem zaszokowany tym ze nie ma zadnych regòl jesli masz swiatlo zielone musisz przejezdzaja,c tra,bic na klakson bo moze ktos kto ma swiatlo czerwone przejedzie ci skrzyzowanie na pelnym gazie.Najlepszy numer to to ze jesli chcesz skre,cic i wla,czysz kierunkowskaz to nikt cie nie przepusci.Trzeba wystawic re,ke przez okno i pomachac to jest dlanich znak ze chcesz skre,cic i wtedy cie przepuszcza,.Ja jezdzilem autbusem szkolnym pelnym dzieci i nawet to nierusza kierowcòw w Medellin wymuszaja, mimo to pierwszenstwo. | (Dodane przez Basia w dniu - 2008-05-15 03:40:35) Fakt. Artykuł Ewy dokładnie oddaje to co sie dzieje na ulicach Bogoty. Ja z kolei przyznam, ze miałam duze problemy z poruszaniem się po tym mieście. Przechodząc przez ulice, nawet na zielonym świetle zawsze byłam pewna obaw, ze zaraz cos we mnie wiedzie. Ponadto, co mnie serdecznie zdziwiło, to fakt, ze na bogotańskich ulicach po prostu brakuje pasow. Tam luzie przechodzą przez jezdnie (choćby najruchliwsza) w miejscu gdzie im się żywnie podoba licząc na to ze auto się zatrzyma… Coz, dla nas Europejczyków latynoski styl prowadzenia pojazdow jest mocno stresujący, ale Kolumbijczycy za kierownica sa naprawdę wyluzowani, puszczają tropikalne radio na ful, śpiewają i nawet najgłośniejszy klakson im nie przeszkadza:) | jezdzilem tez troche w bogocie (Dodane przez marcin w dniu - 2008-05-13 07:47:05) dokladnie kierunkowskazy to tylko dekoracja, na ulicach hamstwo jak polsce, zero przepisow(troche jak w egipcie bym porownal) zapomnialas dodac, ze prakowac mozna doslownie na srodku skrzyzowania jesli sie idzie na chwilke cos kupic do sklepu. rowniez parkowanie na pasach, chodnikach,waiduktach i gdzie sie tylko podoba jest akceptowane.pomimo tego, ze oni nie uzywaja tam kierunkowskazow ja uzywalem z przyzwyczajenia i to nawet pomagalo przy zmianie pasa na rondach. | Co kraj, to obyczaj...a jednak... (Dodane przez Ewa w dniu - 2008-05-09 04:07:17) Hmmm, Kolumbia tak odlegla, a tak biska... Na Sycylii jest w sumie to samo: auta i skutery, ktore pojawiaja sie nie wiadomo skad, jezdza jak chca bez respektowania obowiazujacych zasad; z wyjatkiem wyciagania reki przez okno :))) Tez trzeba miec oczy dookola glowy i jak to okreslilas "pewna doze wyuczonego chamstwa". Bez tego ani rusz. Tu nie ma chyba auta, ktore nie byloby wgniecione. Bo o natychmiastowym naprawianiu wyrzadzonych szkod, do czego ja jestem po porzadnych Niemczech przyzwyczajona, nie ma tu mowy. W ten sposob przy kolejnej stluczce nikt nie wie wlasciwie, czy stluczony reflektor stlukl sie wlasnie w tym momencie, czy moze juz wczesniej byl w owym stanie. Nie mowiac o kierowcach, ktorzy specjalnie powoduja kolizje, aby podreparowac sobie samochod z cudzych pieniedzy... Co kraj, to obyczaj... Pozdrawiam i czekam na kolejne aktykuly. Ewa :) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |