|
Kolumbijczycy są narodem niesamowicie kreatywnym, pracowitym i przedsiębiorczym. Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że pracują znacznie ciężej od przeciętnego Polaka. Normalką jest w Kolumbii praca na dwóch etatach, jakiś ekstra interes na boku, poza zwykłą pracą, który daje dodatkowy dochód.
Kolumbijczycy po prostu nie potrafią nie pracować, a z powodu sporego tu bezrobocia wymyślają sobie zawody, jakie Polakowi nie przyszłyby do głowy. Na gorąco do głowy przychodzi mi dziesięć takich zawodów. I tak, na przykład, wielokrotnie przyszło mi obserwować: pana mostkowego, podróżującą pralkę, właściciela kija do obstukiwania samochodów, ludzką przechowalnię, czerwoną szmatkę, odmierzającego czas przejazdu autobusu, chodzący semafor, rowerową rikszę, zjeżdżające samochodziki w Andach i wyprowadzacza psów. Na czym polegają te zawody?
Mostek na ulicy pełnej wody
Ponieważ w Kolumbii dwa razy do roku pojawia się pora deszczowa, kiedy przez kilka tygodni pada bez przerwy, w wielu kolumbijskich miastach (głównie Bogocie, Cali i Barranquilli) na ulicach tworzą się dosłownie rzeki wody, gdyż studzienki kanalizacyjne nie nadążają tej wody zbierać. W związku z tym, przejście przez jezdnię z jednego chodnika na drugi, nie mocząc nogawek po kolana, graniczy z cudem. W takich sytuacjach, nie brakuje osoby, która przynosi skądś długą deskę, którą ustawia w postaci mostku, między jednym i drugim krawężnikiem i pozwala po niej przechodzić za parę groszy, czy raczej pesos. Nie brakuje i takich kreatywnych osobników, którzy deski nie posiadają, ale za to przenoszą przechodniów na plecach, mocząc się sami. Czy jakikolwiek Polak wpadłyby na to albo chciałoby mu się zarabiać w ten sposób?
Pralki na zawołanie
W wielu dzielnicach dużych, kolumbijskich miast funkcjonuje instytucja przemieszczającej się pralki. Ponieważ nie każdy ma w Kolumbii to urządzenie gospodarstwa domowego, Kolumbiczycy wymyślili wypożyczanie pralek na godziny. Dzwoni się po prostu po taką pralkę, właściciel przywozi ją na przyczepce samochodu, albo i roweru, instaluje na tyle godzin, na ile się potrzebuje, po czym pralkę odbiera. Typowa kolumbijska kreatywność.
Opukiwacz samochodów
Ponieważ w dużych, kolumbijskich miastach tworzą się często korki, nie brakuje osób, które przemieszczają się między samochodami i autobusami z drewnianym kijem w ręce. Nie ma się co obawiać, gdyż nie są to żadni przestępcy, tylko osoby, które opukują opony samochodów, aby zawiadomić kierowcę, że powienien podjechać do stacji benzynowej i sprawdzić, czy opona jest przebita, czy po prostu potrzebuje trochę więcej powietrza. Ot, taka sobie techniczna pomoc.
Ludzkie przechowalnie
Przed ambasadami, więzieniami i stadionami spotakać można zawsze osoby, które przechowują wszelkie przedmioty, których nie można wnosić do tych miejsc. Zawsze znajdzie się więc w takich miejscach chętny Kolumbijczyk, który za niewielką sumę przechowa przez kilka godzin torebkę, telefon komórkowy, pasek, buty, itd. W niektórych przypadkach po wyjściu ze stadionu, okazuje się, że osobnika nie ma i nie ma również naszego paska, ale zdarza się to bardzo rzadko.
Czerwona szmatka
Czerwona szmatka to łatwo rozpoznawalny w Kolumbii znak, który pomaga prowadzącemu samochód kierowcy zorientować się, gdzie znajduje się parking (jeśli szmatką macha się w mieście) albo restauracja (jeśli szmatka pojawia się na drodze między miastami). Prawda jest taka, że kolor czerwony przykuwa wzrok i nie sposób takiego ruszającego się materiału nie dostrzec. Punkt dla kolumbijskiej wyobraźni.
Odmierzający czas między autobusami
Zawód ten polega na staniu na trasie autobusów miejskich i notowaniu dokładnej godziny przejazdu środka komunikacji miejskiej o danym numerze. Następnie, osoba z zeszytem w ręku informuje kolejnego kierowcę o różnicy czasu między autobusem, który właśnie przejechał i tym, który przejeżdża w danej chwili. W ten sposób, kierowca, aby zebrać jak największą liczbę pasażerów (w Kolumbii płaci się kierowcy od pasażera), wiedzą, czy należy zwolnić czy też przyspieszyć.
Zastępujący semafor
W wielu kolumbijskich miastach brakuje semaforów, co sprawia, że kierowanie samochodem jest dość skomplikowane. Kierowcy są bowiem w Kolumbii absolutnymi wariatami, a prowadzenie samochodu ogranicza się do tego, iż kto bardziej chamski i szybszy, ten wygrywa. Żadnych reguł, żadych uprzejmości, ratuj się kto może - tak można by określić poruszanie się po kolumbijskim mieście. Najgorsze w tym wszystkim jest wyjeżdżanie z ulicy podporządkowanej, gdyż kolumbijski kierowca nie czuje potrzeby przepuszczenia kogokolwiek, nawet jeśli to nieprzepuszczenie oznaczać będzie przesunięcie jego samochodu dosłownie o metr, który nie stanowi wielkiego postępu w korku. Jeśli samochodem na ulicy podporządkowanej kieruje kobieta (musi być choć odrobinę atrakcyjna), można mieć nadzieję, że ją ktoś przepuści, ale tylko wtedy, gdy wychyli z tego samochodu głowę i spojrzy błagalnym wzrokiem na przejeżdżającego. Kierunkowskaz tu nie działa. Jeśli kierowcą jest mężczyzna (choćby był nie wiem jak atrakcyjny), marne jego szanse na wyjechanie. Dlatego właśnie, na takich skrzyżowaniach pojawiają się pracowici Kolumbijczycy, których jedynym narzędziem pracy jest gwizdek i którzy blokują własnym ciałem przejazd samochodu na głównej ulicy, aby osoba stojąca na podporządkowanej zdołała z niej wyjechać. Dzięki im za to!!! Za taką pomoc płacę każde pieniądze...
Rowerowe riksze
W dzielnicach Bogoty oddalonych od przystanków autobusów Transmilenio pojawiły się osoby posiadające rowerowe riksze, którymi dowożą przechodniów, którym nie chce się maszerować kilka czy kilkanaście przecznic i którzy wolą zapłacić i wygodnie przejechać tych kilkaset metrów.
Samochodziki transportujące w górach
W kolumbijskich Andach, na drogach przecinających góry, spotkać można często zjeżdżające samochodziki, kierowane przez małe dzieci. Samochody te nie posiadają silników i wykonane są z drewna i kawałków blachy. Są w związku tym niesamowicie niebezpieczne. Tymi samochodzikami dzieci zjeżdżają z najwyższego punktu góry, przewożąc produkty spożywcze aż do podnóża Andów i chamując własnymi sandałami, jeśli takie posiadają. Jak wjeżdżają z powrotem na szczyt? Zaczepiają się o ciężarówki i w ten sposób przemieszczają się do góry.
Wyprowadzacze psów
Wiele osób w dużych, kolumbijskich miastach posiada w mieszkaniach i domach psy. Właściciele nie mają jednak czasu na ich wyprowadzanie. Dlatego też istnieje funkcja wyprowadzacza psów, który ma pod swoją opieką kilkanaście rasowych piesków, które odbiera każdego ranka i z którymi wychodzi całą gromadą na spacer. Pieski mają możliwość spotkania się i wyjścia z „kumplami”, a właściciel nie ma problemu. Takie wyprowadzanie jest jednka dość kosztowne i pozwalają sobie na nie tylko bardzo dobrze prosperujące osoby, dlatego też wyprowadzaczy psów spotkać można w najdroższych dzielnicach kolumbijskich miast.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Izabela w dniu - 2008-08-10 10:29:29) najlepszy jest opukiwacz samochodów, rewelacja:-) podoba mi się! | kolumbijska pomysłowość (Dodane przez Justyna w dniu - 2008-08-07 06:55:58) To bardzo ciekawe zawody i dobrze,że Pani o nich wspomina.Swoją drogą widać,że Kolumbijczycy to zaradny naród-liczy się przecież efekt.A taki Pan Semaforowy w naszym pięknym kraju także by się przydał,bo nie wszyscy kierowcy znają przepisy...Pozdrawiam i czekam na kolejny artykuł! |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |