|
Warzywa i owoce Ziemniaki w sklepie z warzywami w Nowym Jorku mają długość około 20 cm, co oznacza, że i frytki w restauracjach są tej właśnie szokującej długości.
Cebula ma przynajmniej z 15 cm średnicy, a przeciętny arbuz - średnicę około 70 cm i musielibyśmy go jeść chyba przez dwa tygodnie na okrągło, żeby go skończyć, choć istnieje duże prawdopodobieństwo, że wcześniej zepsuje się nam w lodówce... Wszystko tutaj jest estetyczne i wizualnie bardzo ładne, duże, ma katalogowe kolory i kształty. W skrzyni z marchewką, nie sposób znaleźć krótkiej, grubej marchewki, gdyż wszystkie, jakby produkowane w tej samej fabryce, są smukłe, długie i mają dokładnie taki sam kształt. Nie ma tu również niekształtnego buraka, wszystkie są okrąglutkie, bez plamek, czyste. Wydawać by się mogło, że nie trzeba ich nawet myć. Mało naturalne, olbrzymie, pięknie wyglądające, a więc zmutowane albo pełne hormonów, jedzenie mnie przeraża. Dlatego większość rzeczy staram się kupować w... polskim, indyjskim lub latynoskim sklepie... Ceny warzyw i owoców w Nowym Jorku są zbliżone do cen w Kolumbii i nie wiem, jak to jest możliwe, skoro nie rośnie tu naturalnie ani papaja, ani mango, ani tym bardziej juka, a ceny mają one zbliżone do kolumbijskich, gdzie te produkty są jak najbardziej krajowe. Nie zważając już na ceny, zdecydowanie jednak wolę kolorowe, kolumbijskie “mercados”, gdzie mam pewność, że kupuję świeże, naturalne, często organiczne produkty, a nie warzywa i owoce wspomagane chemicznie. Kwiaty Kwiaty są w Nowym Jorku bardzo drogie. To nie to samo, co 24 świeżutkie róże za 4 USD czy cały wazon tropikalnych helikonii za 5 USD, albo gałązka orchidei za 5 USD rozkwitająca przez około 3 tygodnie w wazonie w zacienionym pokoju albo łazience... W temacie kwiatów kolorowa Kolumbia staje na podium. Ubrania Patrząc na ceny odzieży i obuwia w Nowym Jorku, zadaję sama sobie pytanie, czy kupię coś jeszcze w Bogocie. Pewnie wszystko wydawać mi się będzie strasznie drogie. W Stanach Zjednoczonych ubrać można się za 2, 5 i 10 USD i to w markowych sklepach, szczególnie, jeśli kończy się sezon. W Bogocie jest to niemożliwe. Po pierwsze nie ma w Kolumbii pór roku, a więc i posezonowych obniżek nie ma na taką skalę jak w innych krajach, gdzie sezony są jak najbardziej jasne. Średniej klasy letnia sukienka kosztować może w Bogocie około 40 – 50 USD. Skórzane, ładne buty to wydatek rzędu 90 USD. Za taką cenę mogę w Nowym Jorku kupić znacznie więcej. Są i w Nowym Jorku oczywiście bardzo drogie sklepy i od tego jest 5th Avenue czy takie dzielnice Manhattanu jak na przykład Tribeca czy Soho, ale nie mając dużego budżetu, naprawdę można się w tym mieście ciekawie i niedrogo ubrać. W Bogocie jest to bardziej skomplikowane. Zaczynam rozumieć teraz moich kolumbijskich znajomych, którzy często po zimie i po lecie wybierają się do Miami na zakupy rzeczy. Zdecydowanie wydają wtedy mniej niż ubierając się w Kolumbii. Co innego natomiast, jeśli chodzi o jakość tych rzeczy. Mam wrażenie, że z jednej strony są one bardzo korzystne cenowo, natomiast wyjątkowo marne jakościowo. Pewnie po jednym sezonie idą do śmieci, skoro są takie tanie. Rzeczy dla dzieci są tu natomiast nie dość, że niedrogie to prześliczne. W Bogocie za najmniejszą koszulkę dla niemowlaka zapłacić trzeba około 20 USD, tutaj natomiast dziecięce rzeczy dostać można za grosze. Powoduje to oczywiście chorobliwe kupowanie ogromnych ilości rzeczy, potrzebnych i niepotrzebnych, ale bardzo tanich. Meble Doskonałym rozwiązaniem dla chcących niedrogo, ale ładnie urządzić mieszkanie jest znana nam powszechnie “IKEA”, która do Kolumbii póki co nie dotarła. Meble w Kolumbii są drogie, wszyscy mamy podobnie urządzone mieszkania, bo wszędzie oferuje się to samo, atrakcyjne i “inne” elementy dekoracyjne trudno znaleźć. Jest w Bogocie kilka miejsc, gdzie oczywiście można wyszukać ciekawe rozwiązania, ale trzeba mieć do tego gruby portfel. Myślę, że “IKEA” rozwiązałaby temat urządzenia mieszkania w Kolumbii. Sama dokonałam już zakupu kilku “koniecznych” elementów wystroju, których nie miałabym jak kupić. Muszę teraz tylko wyszukać, jak je nadać do Bogoty, bo gabarytowo do walizki się nie zmieszczą... W dużym skrócie i tytułem podsumowania, jeśli nie weźmiemy pod uwagę mieszkania, które w Nowym Jorku jest wielokrotnie droższe niż w Bogocie, cała reszta wydaje się być zbliżona w cenach. Oczywiście nie ma idealnego miejsca na Ziemi, gdzie żyło by się fantastycznie, spokojnie, zdrowo i tanio. W pewnych miejscach jedne produkty są tańsze, w innych – są to inne produkty i ostatecznie sytuacja się wyrównuje. Mimo wszystko nie spodziewałam się, że w Nowym Jorku – stolicy świata, jak zwykło się go określać, przy wielokrotnie wyższych zarobkach, lepszym standardzie życia, ogromnej ilości towarów importowanych, porach roku, itd. koszt codziennego życia zbliżony będzie do, jakby nie było, stolicy kraju rozwijającego się jakim jest Kolumbia. I jak to wytłumaczyć? | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Ta okropna Bogota... (Dodane przez Marek w dniu - 2011-12-11 02:23:49) Choć jestem zdeklarowanym costeńo a nie cachaco to polubiłem Bogotę, to miasto ma swój specyficzny "klimacik", przyjemny, przynajmniej dla mnie. Co było miłe: spacery po siódemce z ruaną na ramionach, weekendowe wypady do najbliższej tierra caliente lub w góry po twarożek i leśny miód od campesinos, zakupy w sklepiku pana Żurka z obsługą po polsku i, od czasu do czasu, produktami z kraju, moje mieszkanie w żydowskiej dzielnicy ze szklanymi ścianami i sufitem oraz...kominkiem. Co było niemiłe: tabuny żebrzących maluchów, nie-do-wyobrażenia nędza najgorszych barrios, hałas i smród spalin, spalony i zostawiony sobie gmach Avianci, biurokracja i cwaniacy. W ciągu dwóch bez mała lat włóczenia się po Kolumbii nie spotkało mnie nic złego, nic, no...może to że Carmen dała mi kosza, ale, poznałem Clarę Inez. Powiem więcej, zostawiłem przez nieuwagę dokumenty i pieniadze ( 100$ ) na siedzeniu w kinie, następnego dnia odebrałem zgubę u dyrektora. Nie demonizujmy i nie powielajmy utartych opinii, wystarczy zachować standardową ostrożność by uniknąć nieszczęść, a może miałem po prostu trochę szczęścia. Ton tekstów Ewy, jej wrażenia i przemyślenia grają unisono z moimi, mam prawo uważać że są szczere i spontaniczne. | Bardzo ciekawy tamat. (Dodane przez Ilona w dniu - 2011-11-12 03:36:16) Interesujace i z duza doza humoru, ktora zapewnil nam pan Krzys "Wszedobylski", swoim komentarzem :) Otoz panie Krzysiu, prosze sobie wyobrazie ze nie jest pan jedyna osoba, ktora czyta blog Ewy, oraz dla ktorej Ewa pisze. Sa takie osoby, ktore nigdy nie byly w NY i Bogocie (chociaz zwiedzily spora czesc swiata) i z zaciekawieniem zapoznaly sie z jej opinia. Tak na marginesie, skoro tak dobrze zna pan Ameryke Poludniowa i New York, to czemu nie otworzy wlasnego blogu, w ktorym do woli bedzie sie mogl pan chwalic swoim swiatowym zyciem...Z uszanowaniem... Ewa, czekam z niecierpliwoscia na Twoje nastepne "posty" ;) | Ciekawe jest wszystko. (Dodane przez Max w dniu - 2011-11-07 07:47:58) I takie porownania rowniez.Bylem pare razy w Kolumbii i polubilem ten kraj pomimo roniez niektorych gorszych stron.Za pare miesiecy znowu sie wybieram do Kolumbii.Natomiast za miesiac do Nowego Yorku na zakupy :).A w Kolumbii brakowalo mi wyboru w sklepach takiego jak w europie oraz brak wielu smacznych rzeczy do ktorych jestem przyzwyczajony z np.Polski.Chocby takiego dobrego pasztetu. Strona super. Pozdrawiam | (Dodane przez Krzys w dniu - 2011-09-29 13:55:02) Hmm... Nie bardzo widze sens porownywania Bogoty do Nowego Jorku to zupelnie inna liga... Bogota wyglada bardzo slabo w porownaniu z innymi poludniowo - amerykanskimi miastami - Santiago de Chile, Buenos Aires, Rio , Sao Paulo itd. Transport publiczny w Bogocie to koszmar i nie mowie tu o tych malych busach zatruwajacych to miasto ale o Transmilenio ktore jest wiecznie zapchane i pelne kieszonkowcow (juz 2 razy stracilem telefon. Bogota jest brudna, zle zorganizowana i najwazniejsze to miasto bez duszy. Pamietam Twoj stary post o porankach w Bogocie (tych slonecznych) i o swiezym soku na sniadanie - TAK to jedyne co lubie w Bogocie - tylko, ze tych slonecznych porankow nie ma az tak duzo, za to czesciej widuje ciezkie, szare deszczowe chmury ktore psuja mi humor juz od rana a pozniej juz tylko pada, pada i pada. Wracajac do tematu porownan Bogocie bardzo daleko do miast typu Buenos Aires wiec Nowy Jork to troche jak porownywac Ostroleke do Warszawy. Znam mase ludzi Bogoty ktorzy mieszkaja tam cale zycie jak i wielu imigrantow z Bogoty ktorych poznalem w Nowym Jorku, Londynie i chocby takim Buenos i moze 10% z nich uwaza Bogote za dobre miasto, najwiecej z nich uwaza Medellin za najlepsze miasto w Kolumbii i ja sie z tym kompletnie zgadzam, choc nie wiem czemu lubie tez Pereire. Anyway bardzo lubie czytac twoje posty i czekam na cos bardziej "kolumbijskiego" niz te nic nie wnoszace (z lekka nuta zakompleksienia) porownywanie cen. Serdecznie pozdrawiam i czekam na nowosci ale nie te z polnocnej ameryki;) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |