|
Jeden z moich znajomych Kolumbijczyków stwierdził ostatnio:
„Nie potrzeba mi dużo do szczęścia. Wystarczy mi mój dom (mieszka w olbrzymiej, kilkusetmetrowej wilii z basenem w luksusowej dzielnicy Cali), samochód, służąca, klub, gdzie mogę odpocząć i pograć z przyjaciółmi w squash'a . Od czasu do czasu, jakiś Rolex. Nie jestem wymagający.”
26-letnia znajoma z pracy, w przypływie szczerości, powiedzała:
„Nie chce mi się pracować. Muszę poszukać sobie bogatego męża. Może być i mafioso (śmiech) . Wtedy nie będę nic robić, jak moja mama (w Kolumbii żony bogatych Kolumbijczyków nie pracują, zajmując się życiem towarzyskim i "pracą" charytatywną). Umówię się na siłownię z koleżankami. Wychodzić będę na popołudniowe ploteczki przy herbatce i moim największym problemem będzie kolor moich paznokci.”
Inna znajoma, zapytała mnie kilka lat temu, jak nazywa się mój mąż. Usłyszawszy odpowiedz, dodała: „Z Cali?” Widząc potwierdzenie z mojej strony, dla upewnienia się, spytała: „A co robi jego rodzina?”. „Książki. Mają własne wydawnictwo.” – odpowiedziałam, nie rozumiejąc, na co ten wywiad. A ona dodała: „Ahhh, bardzo dobra rodzina.” (W Kolumbii w każdym regionie kraju istnieje kilka, liczących się nazwisk, które trzymają władzę, są właścicielami fabryk, itd. Nieistotne, że nazwisko to czasami ostatnia odnoga a pokrewieństwo można by określić jak przysłowiową „piątą wodę po kisielu.”)
Znajoma Kolumbijka (o włoskich korzeniach), która wyjechała na studia podyplomowe do Mediolanu, stwierdziła, że wysiadłszy z samolotu, pierwsze pieniądze wydała na zatrudnienie pomocy domowej (nota bene kolumbijskiej) ku zdziwieniu studiujących z nią Włochów. „Jak Europejczycy mogą żyć bez służącej?” – zastanawiała się.
Takie, przykładowe wypowiedzi, które słyszy się w Kolumbii od czasu do czasu, dla wielu osób, zabrzmieć mogą dość telenowelowo, ale taka jest również kolumbijska rzeczywistość, o której nie należy zapominać.
O biedzie i głodzie w Kolumbii, już było; o różnicach społecznych również. Dzisiaj będzie o kolumbijskim bogactwie.
Dobrze prosperujący ludzie mieszkają na całym świecie, ale tak olbrzymich różnic społecznych jak w Kolumbii, nie widziałam nigdzie w Europie. Tutaj po prostu albo masz wszystko, albo nie masz nic, bowiem klasa średnia jest w Kolumbii praktycznie znikoma. Bogotych ludzi, o jakich będzie ten tekst, jest tu bardzo niewielu, co chciałabym zaznaczyć, aby nie wprowadzać czytelników w błąd. Artykuł ten odnosi się tylko do niewielkiego procentu kolumbijskiego społeczeństwa.
W Kolumbii niemal wszystko opiera się na kontaktach, znajomościach, nazwiskach, itd. Dobra, dwujęzyczna, prywatna i jednocześnie droga szkoła – colegio (średnie, miesięczne czesne takich szkół w Bogocie wynosi 1000 USD wzwyż dla dziecka, płacone od 4 do 16 roku życia) zapewnia odpowiednie koligacje i wpływowych znajomych w przyszłości, a dzięki temu dobrze płatną pracę, dlatego też warto się wykosztować, bo taka inwestycja procentowała będzie w dorosłym życiu.
W chwili dostania elitarnej pracy, przeprowadzana jest w domu kandydata na to stanowisko swego rodzaju wizyto-rewizja, podczas której sprawdza się, w jakiej dzielnicy on mieszka (czy jest ona wystarczająco dobra), czy jego mieszkanie jest odpowiednio luksusowe na stanowisko, na jakie aspiruje. Podczas wizyty sprawdza się cały dom, począwszy od sypialni, przez pozostałe pokoje, skończywszy na łazience. I nie jest to żart.
Moja firma jest w znacznym stopniu również takim centrum wpływów, znajomości i kolumbijskiej elity. Nikt nie wie dokładnie, dlaczego dana osoba tam pracuje. To się rozumie „samo przez się”: Javier jest synem znanego generała; tata Carlosa ma jedną z największych firm odzieżowych w stolicy; tata Anity jest dyrektorem kolumbijskiej linii lotniczej; Patricia jest córką znanego polityka; tata Santiago jest najbardziej znanym, kolumbijskim konsultantem turystyki i pracuje dla rządów wielu krajów latynoskich. Tata to, tata tamto.
I tak, na przykład, jedną z koleżanek do pracy przywozi szofer. Ma go od dziecka i ostatnio w rozmowie przy porannej kawie zwierzyła mi się, że nigdy nie jechała Transmilenio, ale bardzo chciałaby spróbować... Bogaci Kolumbijczycy nie mieszają się bowiem z „motłochem” i nigdy nie korzystają ze środków komunikacji miejskiej odpowiednich dla innych grup społecznych. Zabawne wydaje im się, że przyjeżdżający do kolumbijskiej stolicy obcokrajowcy bez problemu poruszają się malowniczymi autobusami i rzadko biorą taksówkę. Oni sami jednak nie korzystają z tego typu transportu.
Inna koleżanka, świeżo po studiach w Kanadzie (bogaci Kolumbijczycy wysyłają dzieci na studia do Europy lub Ameryki Północnej), przyjeżdża do biura najnowszym modelem BMW, który kupił jej w prezencie urodzinowym tata.
Jeszcze inna koleżanka, słysząc moje narzekanie na zimno, zaproponowała mi pożyczenie apartamentu na San Andres na kilka dni, żebym się wygrzała, mówiąc „Mamy mieszkanie na plaży, na Karaibach. Jeśli chcesz, zostawię Ci w weekend klucze.” W Europie zabrzmiałoby to mniej więcej tak. "Mam jacht na Lazurowym Wybrzeżu i mieszkanie w Wenecji. Jeśli chcesz, zostawię Ci na weekend klucze." Takich przyjaciół w Europie nie mam. W Kolumbii - tak.
Po pracy, moi znajomi udają się do klubów, aby spotkać się z przyjaciółmi; do Spa, gdzie się relaksują; pograć w squash’a albo w golfa, a potem wracają do eleganckich mieszkań lub domów swoich, wpływowych rodziców, z których niechętnie się wyprowadzają, gdyż po co zaczynać dorosłe, odpowiedzialne i kosztowne życie...
A ja myślę o polskiej rzeczywistości, o moich znajomych z państwowego, bezpłatnego, poznańskiego uniwersytetu, którzy nie mają szoferów i którzy sami, bez pomocy, potrafią przejechać miasto autobusem czy tramwajem i cieszę się, że wychowałam się z dala od kolumbijskiej, bogatej rzeczywistości i że jestem, gdzie jestem i mam, co mam, dzięki sobie samej. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
potwierdzam (Dodane przez kontynuacja w dniu - 2008-11-07 17:37:50) To ja twoja ulubienica -anielka.Tym razm potwierdzam.Bywalam na tych imprezach na fincach kolo Bogoty.Aguardiente i whisky kupowane skrzynkami.Klucz tez dostalismy swojego czasu na weekend do apartametu na Rodadero.A o piatej rano lapalismy chipi-czipi ,na plazy przed apartamentem. | ?? (Dodane przez Aga w dniu - 2008-10-19 09:26:35) co sie stało z hiszpańską wersją Pani strony? www.ewakulak.com od kilku dni nie dziala :( mam nadzieje, ze to jedynie chwilowe klopoty pozdrawiam | (Dodane przez Kamila w dniu - 2008-10-19 05:23:59) Bardzo dobry artykul Ewus!!!Fajnie ze masz takich znajomych co by Ci klucze na Karaiby pozyczyli! ;) Ale jest jeszcze fajniej ze doceniasz wlasna prace. Pozdrowienia!!!! | (Dodane przez paulina w dniu - 2008-10-18 15:32:12) Czekamy na nowe artykuły!!!! | (Dodane przez Ola w dniu - 2008-10-15 08:22:47) Chyba podobalo by sie takie zycie. Choc kto wie. Poki nalezy sie do tej elity, moze byc i fajnie. Gorzej jesli sie w niej nie jest. | (Dodane przez novelka w dniu - 2008-10-14 21:42:56) Hehehe. Skad ja to znam... i ten tekst z nazwiskiem meza... O moj Boze! | (Dodane przez w dniu - 2008-10-06 15:49:07) Nowy, nieporównywalny w swej formie, niekonwencjonalny i zupełnie darmowy... niereklamowany i NIEKOMERCYJNY!!! NOWY projekt "DUSZA" - to antidotum dla wszystkich kaltolików, którzy chcą zrobić coś naprawdę wielkiego... Więcej informacji na: www.projektdusza.blog.onet.pl ( antidotum dla komercyjnej wiary ) | (Dodane przez izka w dniu - 2008-10-02 02:37:02) raz na jakiś czas tak pożyczyć od znajomych takie klucze:) oj chciałoby się chciałoby:) pozdrawiam | I znów inna Kolumbia (Dodane przez Ewelina w dniu - 2008-09-30 02:58:30) No cóz Ewo,my zyjemy w zupełnie innej rzeczywistości.Dajemy sobie świetnie radę bez luksusu, choć od czasu do czasu może być przyjemny.Jednak nic tak nie cieszy jak świadomość, że to co mam zawdzięczam sobie, a nie bogatym rodzicom lub swietnym znajomościom. Jednak i taka jest Kolumbia - luksusowa. | (Dodane przez Magda w dniu - 2008-09-29 23:47:30) Na calym swiecie sa bogaci i biedni.W Kolumbi roniez sa bogaci to normalne i nic dziwnego.W innych krajach rowniez czesto bogaci uwazaja sie za lepszych i nigdy nie jezdza autobusem itp.Dokladnie tak jak wszedzie. | (Dodane przez Marta w dniu - 2008-09-29 22:52:39) Fantastyczny tekst i nowa dla mnie twarz Kolumbii. Dosłownie jak z filmu... | (Dodane przez Iza z Torunia w dniu - 2008-09-29 05:10:23) Ewa, własciwie to Ciebie nie znam, ale odkąd odkryłam Twoją stronę, to jestem na niej tak często jak tylko mogę. Czytam i oglądam wszystko. Co więcej, podoba mi sie wszystko, każdy poruszony przez Ciebie temat jest ciekawy i ten o garnkach do ryżu i o sporcie i o świętach, czytam jednym tchem, z wielkim zainteresowaniem i zawsze wydaje mi się za krótki, po prostu chciałabym wiecej. Tak ogólnie chciałam podziękować, za przyblizanie nam (mi) życia w Kolumbii i za to, że chce Ci się to robić. Pozdrawiam Iza | Luksusowa Kolumbia (Dodane przez Orchidea w dniu - 2008-09-27 13:11:21) Rzeczywiście brzmi to trochę telenowelowo,ale dobrze że Pani o tym wspomina w swoim artykule,dając tym samym kolejną odsłonę życia w Kolumbii.Czekam na kolejne ciekawostki!Pozdrawiam:) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |