Tym razem, będzie mało świątecznie, mimo iż data mogłaby tak sugerować. Będzie za to o życiu na pokaz, co w Kolumbii jest dość często spotykane.
Pracuję i generalnie jestem w zawodowym środowisku ludzi, którym żyje się w Kolumbii relatywnie dobrze.
Wydawać więc by się mogło, że skoro mają na dobre życie, nie muszą niczego udawać. Tak jednak się w tym środowisku nie da, gdyż należy się pokazać, czyli zawsze kiedy tylko to możliwe udawać, że ma się więcej niż w rzeczywistości. Absurdalne to, ale niestety prawdziwe.
Mieszkanie
I tak, na przykład, w Bogocie należy mieszkać na północy, bo tam znajdują się „porządne” dzielnice. Nie ważne, że nasze biuro znajduje się w samym sercu miasta. Ludzie wolą stać po dwie godziny w jedną stronę rano i dwie kolejne godziny wieczorem wracając z pracy w korku albo w brudnym autobusie, niż przenieść się gdzieś bliżej? Dlaczego? A no dlatego, że „nie jest dobrze widziane” mieszkanie w dzielnicach południowych.
Ja nie jestem Kolumbijką i moja mentalność jest nieco inna. Jestem przede wszystkim wygodna i dlatego szukam lokum niedaleko miejsca pracy, żeby nie przemierzać dwa razy dziennie takiego molocha, jakim jest 8-milionowa Bogota. Na moje mieszkanie 300 metrów od biura, które wybrałam celowo, aby nie tracić połowy życia na idiotyczne stanie w korku i niepotrzebny stres, koledzy z pracy reagują skwaszoną miną.
Mieszkasz w centrum? A tu przecież tak brudno, bezdomni na ulicach. Na północy ich tylu nie widać (!!!). Nie ma centrów handlowych. Nie ma w weekend co robić... (!!!)
Jedynym co mnie ratuje, jest fakt, że jestem obcokrajowcem, a „ci zawsze są jacyś dziwni”...
A ja nadal uważam, że nie ma to jak serce miasta. Wszędzie blisko. Wokół muzea, kina i teatry. Życie kulturalne, koncerty, cicloruta czyli niedziela rowerowa blisko... Do pracy docieram piechotą w 7 minut i dzięki temu mogę wstać dwie godziny później niż moi znajomi. Kiedy ja już dochodzę wieczorem do domu, oni ciągle jeszcze siedzą za kierownicą albo w autobusie.
Służąca
Do tematu mieszkania niezbędna jest oczywiście służąca. W każdym dosłownie kolumbijskim domu, jaki znam, jest taka pomoc.
Zanim przyjechałam do Kolumbii, znajoma, która miała okazję odwiedzić ten kraj przede mną, opowiadała mi o pomocy domowej w znajomym domu. Myślałam wówczas, że to jakaś wyjątkowo dobrze prosperująca familia, która pozwolić sobie może na taki luksus, który znałam do tej pory z latynoskich telenowel. Ubrana w fartuszek i białe buty (istnieją nawet specjalne sklepy z „ubrankami dla pomocy domowych”) służąca (na szczęście nie zawsze w tym uniformie, choć dość często), jest w każdym szanującym się kolumbijskim domu.
Z jednej strony – kolumbijskie życie na pokaz to mieszalnie w dobrych dzielnicach i płacenie za wynajem sumy niejednokrotnie przekraczającej możliwości finansowe danej osoby. Do tego dodać należy pękające w szwach karty kredytowe, dzięki którym jeździ się do Europy na wakacje a potem przez wiele miesięcy spłaca długi; horrendalny kredyt na samochód, bo w rodzinie musi ich być minimum dwa; tylko markowe rzeczy...
Najważniejsze bowiem, to się pokazać. Nie ważne, że w domu je się ryż z jajkiem i oszczędza na prysznicu (cena wody zależy bowiem od estrato, w jakim się mieszka). Tego nikt nie widzi. Wszyscy wiedzą, że mieszka się na północy miasta, w dobrze brzmiącej dzielnicy (Rosales, Chicó, Santa Ana, Santa Barbara...), jeździ się najnowyszym modelem Megane, pomoc domowa, kiedy państwa nie ma w domu, pierze, prasuje i odkurza.
Taki jest właśnie żywot większości moich znajomych. Moja tutejsza koleżanka – inna od całej reszty, bo miszkająca w Candelarii, ma na nich takie fajne powiedzenie.
„Na sobie garnitur Armaniego, a w lodówce zgnite mango”.
To tak tytułem kolumbijskiej rzeczywistości, bo mango prawie każdy ma na drzewie w ogródku...
Napisz komentarz
- Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Komentarze
Ci co wyemigrowali nie sa wcale lepsi (Dodane przez ela w dniu - 2010-04-21 18:11:06) Ci co wyemigrowali nie sa wcale lepsi, no i w dodatku wcale nie najbogatsi...Szwagrowstwo mojego Kolumbijczyka (moje tez) od 17 lat mieszka we Francji, zyja glownie z pomocy socjalnej i z pracy na czarno ale nie zapomne jak zafundowalisobie superduza plazme za 1800 euro (jakies 3 lata temu), mala tez chodzi w samych markowych ciuchach. Nie zapomne jak fotografowali sie przed tym telewizorem i wysylali zdjecia do rodziny... Przypominalam sobie wtedy scene z "Samych swoich" gdzie Pawlak robi sobie zdjecie z traktorem, telewizorem i co znaczniejszym dobytkiem...tylko ze on chcial pokazac ze w Polsce tez dobrze, nie tylko w na emigracji i w tym jest cala roznica...(pisze to nawiazujac jednoczesnie do kwestii kolumbijskiego patriotyzmu).
nasza szara Polska kontra reszta swiata (Dodane przez skrzat wald w dniu - 2010-03-12 23:42:43) Zjawisko ktore opisujesz jest powszechne chyba na calym swiecie - z wyjatkiem krajow post-komunistycznych, o spolecznosci monorasowej. Stosunkowo male rozwarstwienie ekonomiczne w Polsce (spuscizna komuny) oraz jednorodnosc rasowo-kulturalna (spuscizna IIWS), doprowadzila do sytuacji ze wszyscy w Polsce jestesmy do siebie bardzo podobni: fizycznie, kulturalnie oraz ekonomicznie. Czyli przecietny mieszkaniec warszawskiego Bemowa niewiele rozni sie od przecietnego mieszkanca Ursynowa lub Goclawia...W calej pld Ameryce (moja zona jest Brazylijka) istnieje potezne rozwarstwienie ktore jest rozrysowane wg scislego zwiazku rasowo-ekonomicznego (w brayzylii funkcjonuje nawet powiedzenie ze pieniadze wybielaja)...w Europie zachodniej podobne zjawiska tez juz wystepuja. W Polsce jeszcze nie, ale to kwestia czasu. a poza tym, ciekawy blog. pozdr.
(Dodane przez w dniu - 2010-02-23 22:42:55) Mieszkam w Usa z moim kolumbijskim mezem i jego rodzina! Doswiadczam kolumbijskiej kultury codziennie! Wszystko co piszesz Ewo w 100% sie sprawdza! Jak czytam twoje artukuly to sama sie usmiecham do siebie! Bardzo mi sie podobaja! Pozdrawiam Ania
mieszkanie w centrum (Dodane przez Suanek w dniu - 2010-02-05 07:30:05) Czesc Ewa, generalnie podobnie jest wszedzie (tam i z powrotem). W centrum są sklepy, mieszka tam klasa srednia, to i za nią rusza biedota, bo liczy na... no, na coś. To klasa średnia ucieka na obrzeża od biednych, i za jakiś czas biedota znowu idzie za nimi na obrzeża miasta, no i oni znowu wracają do centrum... taka gonitwa, to trwa, ale tak to jest. W niektórychmiastach USA widac to super wyraznie... Masz rację, liczy sie wygoda
Skad to znam (Dodane przez Marticia w dniu - 2010-01-15 10:31:39) Zobacz chyba kolejny raz widze, ze Kolumbia bardzo, ale to bardzo rpzypomina poludniowe Wlochy...skad to znam, przechwalki, nieprawdziwe historie co robi moj syn, moja corka, jesli ktos pomyli sie ani mysli sie przyznac, nie istnieje slowo przepraszam zle zrobilem.. Dlateog tez nie mam wloskich rpzyjazni, bo wydaja mi sie malo szczere..
(Dodane przez Monika w dniu - 2010-01-12 15:57:29) MySlE ze nie oto chodzi....mamam moja w Kolumbi miała sLuzacą i zdaje mi sie ze nie było odczuwane jako na pokaz....po prostu to wygoda ...nie masz czasu na dom bo pracujesz a jak wracasz nie masz ochoty jeszcze cała noc sprzatac ...przeciez to bez sensu jeżeli cie stac . nasza pomoc a wiesz mi mieszkała w bardzo biednmym i brzydkiej dzielnicy tez miała pania która jej prała i prasowała ...a napewno nie robiła tego na pokaz... Po prostu polska mętalnosc tego nie pojmuje moj mąz polak nie może tego sobie wyobrazic.....bo mu wstyd z kolegami co sobie pomysla ze zbzikował i zatrudnił sobie słuzącą ....tok mysleniu po ....nie wiem może komunie......dlaczego śłużba kojazy sie tylko z bogactwem a nie z zapracowaniem. ....Ok zgadzam sie co do dzielnic ...nie ma jak to życ na NOrte...ale sama powiesz , ze moze akurat nie tobie ale nie wszycy lubia wygode bliskiej pracy , niektórym chodzi tez o bezpieczęśtwo a co tu sie oszukiwac ...centro i sur wcale tym nie slyno ..idze sie przyzwyczaic ....ale nektórzy nie maja cierpliwosci...Na ogł bardzo lubie twoje opisywania ...brzmi głupio ale pomaga mi ze zrozumienenm mojego Polskiego męża i jego podejścia do zycia ciud odmiennego.W skrócie polacy sa bardzo pracowici ale uwazam ze akurat wygody o może raczej pomocy jaka jest Pani w domu powinni sie nauczyc od latynosów
Pedro zmien se Laske (Dodane przez Marcin w dniu - 2009-12-22 08:23:58) bo ta z ktora jestes jest typowa telenowelowa munieka. Jest przeciez tyle pieknych kolumbijek w Londynie, sam jestem z jedna z nich(normalna dziewczyna)...
do Pedro (Dodane przez joanna w dniu - 2009-12-12 13:22:59) Zaciekawil mnie Twoj puntk widzenia, ja mam chlopaka Kolumbijczyka, mieszkamy razem pod Londynem i on nie jest snobem ani jego rodzina, ktora poznalam w Kolumbii, normalni ludzie nic nie na pokaz.Napisz jak masz ochote to wymienimy sie doswaidczeniami z Kolumbijczykami i Kolumbijkami
Pozdrawiam.Joanna
Ci Latynosi..... (Dodane przez Ewelina w dniu - 2009-12-12 11:26:44) To o czym piszesz to chyba, generalnie, dotyczy wszystkich Latynosów, którym w życiu się powiodło. Znam to przecież z telenowel.A więc scenariusze tak bardzo nie odbiegają od życia. Blichtr, pozory..... U nas może to wygląda ciut inaczej, ale wcale nie jesteśmy lepsi od Latynosów. Jednak ja i wielu mi podobnych mamy to po prostu w nosie.Żyjemy tak jak nas na to stać i nie udajemy kogoś kim nie jesteśmy.
(Dodane przez Pedro w dniu - 2009-12-07 08:44:24) Kolubijczycy w Londynie też kierują się wyborem dzielnicy tzw. lepszej i gorszej... Mieszkanie w wschodnim Londynie nie mieści im się w głowie, Kolumbijczycy muszą mieszkać na Notting Hill i na Wimbledonie, nie ważne że muszą dojeżdżać do pracy 2 godziny, ważne, że jest szpan i inni widzą to lepiej (albo się z nich śmieją, bo np. Kolumbijczyk pracujący w restuaracji nie był by w stanie zapłacić z ładne mieszkanie w lepszych dzielnicach Londynu, więc mieszka ich 10 w jednym mieszkaniu, ale wszyscy mogą powiedzieć, że mają 10 minut od Buckingham Palace)... Nie ważne, że płacą z klitkę lub kawalerkę tyle samo co w innej części Londynu za 3 pokojowe mieszkanie... Strasznie mnie denerwuje ta mentalność, moja dziewczyna jest Kolumbijką i moja Polska 'zwykłość' ją zadziwia, nie jest w stanie pojąć, że powierzchowność i życie na pokaz nie uszczęśliwia... W każdym razie jej jest ciężko zrozumieć, że Polacy mogą nawiązać znajomości i przyjaźni pomiędzy pracownikiem banku i kelnerem, studentem najlepszej uczelni i robotnikiem budowlanym... Na imprezach Kolumbijskich na które "uczęszczamy" są sami absolwenci najlepszych uczelni w Kolumbii, którzy studiowali lub studiują w Anglii... Na Polskich imprezach są wszyscy zanjomi, Ci którzy studiują na najlepszych uczelniach w Londynie, Ci którzy zarabiają 50000 futów rocznie i Ci którzy pracują w barach i restauracjach.... Z tymi ostatnimi moja dziewczyna jest w stanie porozmawiać do 45 sekund i się obraża jeżeli rozmawiam z kimś kto nie jest na poziomie... Ręce opadają
(Dodane przez Chilanga w dniu - 2009-12-07 00:14:42) Ciekawy artykul ale z niektorymi punktami troche sie nie zgadzam, bo wydaje mi sie ze rzeczywistosc w Ameryce Lacinskiej jest duzo bardziej skomplikowana. Nie mieszkam co prawda w Kolumbii, tylko w Meksyku, ale wydaje mi sie ze realia sa podobne i chcialabym przedstawic troche inny punkt widzenia. Jesli chodzi o sprawe dzielnic, to zgodzilabym sie ze znajomymi autorki, ze lepiej mieszkac daleko ale w dobrej dzielnicy (nie mam tu na mysli dzielnicy luksusowej, bo takie strefy stolicy Meksyku czesto przyciagaja zlodziei i porywaczy). Dobra dzielnica to niekoniecznie prestiz. Wazniejsze jest sasiedztwo ludzi kulturalnych i wyksztalconych, ktorzy np. beda placic swoja skladke na utrzymanie osiedla, nie beda smiecic, robic halasliwych imprez itd. W gorszej dzielnicy z kolei, od rana do wieczora dudni muzyka, ludzie bez zadnego pozwolenia rozstawiaja nielegalne stragany (czasem daja policji lapowke zeby sie nie czepiala), podlaczaja sie za darmo do pradu i produkuja tony smieci, ktore potem zapychaja kanalizacje i powoduja powodzie po jednym intensywniejszym deszczu. W takich dzielnnicach nie placi sie oplat administracyjnych, przez co osiedla niszczeja w szybkim tempie, wspolna przestrzen mieszkancow jest zasmiecona i zaniedbana, bo malo komu zalezy. Poza tym jest jeszcze kwestia bezpieczenstwa. W kiepskich dzielnicach napady i rabunki sa na porzadku dziennym (wspomniane stragany bardzo im sprzyjaja, bo utrudniaja ofierze ucieczke). Niektore dobrze polozone strefy miasta (ktore czesto wygladaja niewinnie) slyna tez na przyklad z licznych domow gdzie byli przetrzymywanie porwani ludzie albo z kradziezy czesci samochodowych. Podsumowujac, chec mieszkania w bogatszej/ lepszej dzielnicy to niekoniecznie snobizm, w Meksyku ta kwestia jest naprawde bardzo skomplikowana. Choc duzo napisalam na ten temat, jest to sprawa tak zlozona, ze mozna powiedziec jeszcze duzo wiecej. Jesli chodzi o sluzace, w Meksyku takze wiele ludzi ma pomoc domowa. Przyznaje, ze nie znam nikogo, kto mialby sluzaca mieszkajaca w domu na stale, ale wiele osob zatrudnia pania np. do prasowania, albo do sprzatania kilka razy w tygodniu. Tez wydawalo mi sie, ze uslugi pomocy domowej nie sa potrzebne i ze ludzie sa zwyczajnie leniwi. Zmienilam troche zdanie jak sama poszlam do pracy i zorientowalam sie jak malo wolnego czasu ma sie w meksykanskich realiach (wyobrazam sobie ze w Kolumbii jest podobnie: praca po godzinach za darmo, malo swiat wolnych od pracy, 6 marnych dni wakacji dopiero po pelnym roku pracy w danej firmie). Dlatego nie wykluczam, ze zatrudnie kogos do pomocy, tym bardziej, ze istnieje jeszcze inny, wazny powod zeby to zrobic. Wiele razy rozne panie sprzatajace na moim osiedlu (a nawet obcy ludzie na ulicy) pytaly mnie czy nie potrzebuje pomocy w pracach domowych. Moge sobie wyobrazic ile mniejwiecej zarabiaja te panie i wiem, ze ta kwota ledwo starczy na przezycie. Zatrudnienie sluzacej to niekoniecznie luksus i zbytek, tylko chec pomocy drugiej osobie, ktora chce uczciwie zarobic choc troche wiecej. Na potwierdzenie moge napisac, ze widzialam wiele razy, jak zaprzyjaznieni Meksykanie czestowali swoja pomoc domowa obiadem a czasem oprocz zaplacenia naleznosci za sprzatanie dawali jej w prezencie jeszcze jakies owoce, tortille y ser.
Moze zatem znajomi autorki, choc tego nie mowia, tez kieruja sie w swoich dzialaniach czyms wiecej niz tylko snobizmem?
Pozdrawiam
(Dodane przez Izabela w dniu - 2009-12-06 16:22:19) dobre, dobre:-) tak bardzo osobiście cieszę się, że wybrałaś takie rozwiązanie by nie stac w korkach i mieszkac blisko pracy, sama zrobiłabym tak samo, a poza tym wszystko blisko kina, teatry a jak przyjadę to bedziemy miały wszystko pod ręką:-)
To tak jak w Polandzie (Dodane przez Marcin w dniu - 2009-12-06 07:42:40) u nas tez trzeba na mus gdzies pojechac na wakacje, nawet jak sie nie ma na to kasy, jezdzic minimum BMW, Audi nie wazne ze ma 25 lat ale to woz z klasa itd.Ja to znam doskonale z Polski....