Taka jest kolumbia
        Początek arrow Taka jest Kolumbia arrow Kolumbijska opieka zdrowotna, czyli jak wykończyć pacjenta

Kolumbijska opieka zdrowotna, czyli jak wykończyć pacjenta PDF Drukuj E-mail
środa, 15 sierpień 2007

Powiem prawdę. Brakuje mi tutaj mojego taty, lekarza, dzięki któremu nie musiałam nigdy udawać się do przychodni, bo w razie jakichkolwiek komplikacji zdrowotnych, czy ewentualnej choroby był on na miejscu i cała sprawa leczenia była banalnie prosta.

Co do opieki zdrowotnej w Kolumbii, nie życzę jej największemu wrogowi.

Generalnie cieszę się dobrym stanem zdrowia i nie choruję. W ciągu jednak czterech lat mojego pobytu w Kolumbii, miałam okazję na własnej skórze poznać jak on wygląda z bliska:

  • po raz pierwszy w związku z zapaleniem cewki moczowej
  • po raz drugi przy próbie dotarcia do ortodonty (o tym będzie kiedy indziej)
  • po raz trzeci z powodu alergii.

Okazuje się, że klimat Bogoty (cztery pory roku w ciągu jednego dnia) wyraźnie mi nie służy, w związku z czym od kilku miesięcy mam bez przerwy zapchany nos, katar i typowe objawy alergii. Mimo różnych domowych kuracji, katar nie znika. Postanowilam zatem pójść wreszcie do specjalisty. Sprawa wyglądała następująco.

Płacę za zdrowie spore jak na kolumbijskie warunki kwoty, w wysokości obowiązkowych około 115 USD miesięcznie. Ta opłata gwarantuje mi „rzekomy” dostęp do służby zdrowia jak rodowitej Kolumbijce. Do tej pory nie korzystałam z mojego ubezpieczenia, bo nie było takiego powodu. Co miesiąc jednak wpłacam pieniądze, gdyż w kolumbijskim systemie zdrowotnym liczy się również czas opłacania składki, np. pewne bardziej skomplikowane operacje mogą być przeprowadzane, pod warunkiem że pacjent opłaca zdrowie od minimum 24 (czyli 2), 36 (czyli 3), 48 (czyli 4) a nawet 72 miesięcy czyli od 6 lat.

Aby dostać się do lekarza tzw. pierwszego kontaktu nie chodzi się tutaj bezpośrednio do przychodni tylko dzwoni się pod określony numer opłacanej przez nas „firmy zdrowotnej”. Tylko w przypadku kiedy sprawa jest bardzo poważna, można wówczas zgłosić się na ostry dyżur, na którym należy „odstać swoje”, czego spróbowałam już na własnej skórze kilka lat temu, kiedy dostałam zapalenia cewki moczowej (również z powodu panującego w Bogocie zimna). Ekspertem nie jestem, ale mam wrażenie, że katar nie nadaje się na ostry dyżur. Wobec tego zadzwonilam pod wskazany na mojej legitymacji zdrowotnej numer.

Pani recepcjonistka, która odebrała rozmowę po wystukaniu numeru mojego dowodu osobistego, stwierdziła, że nikt mnie nie przyjmie, bo nie ma mnie w systemie. Zapisana jestem od dwóch lat, płacę regularnie, więc w systemie być muszę. Pani jeszcze raz sprawdziła, odesłała mnie pod inny numer, gdzie nie było żywej osoby tylko nagranie, które po ponownym wciśnięciu klawiszy z numerem mojego dowodu osobistego powiedziało: „Pańskie ubezpieczenie jest aktywne. Może Pani prosić o jakąkolwiek wizytę u lekarza”.

Zgłupiałam. Kto wobec tego ma rację? Maszyna czy pani, która uparcie twierdzi, że w systemie mnie nie ma. Dzwnię po raz drugi i tłumaczę pani, że maszyna zapewnia mnie, że wszystko jest w porządku z moim ubezpieczeniem i po raz kolejny proszę o wyznaczenie mi wizyty u lekarza, który pomorze mi pozbyć się tego cholernego kataru. Pani odpowiada, że maszyna ma widocznie rację, ale właśnie aktualizowana jest baza danych i dlatego nie ma mnie w niej w tej chwili. Aktualizacja systemu potrwa 48 godzin i w ciągu tego okresu czasu, nikt nie może mnie przyjąć.

Sama pracuję ze specjalistami od oprogramowania i wiem, że aktualizacja bazy danych nie trwa więcej niż kilka godzin i przeprowadzana jest w nocy lub w weekendy, aby nie powodować zastojów i innych komplikacji. Kolumbijski system zdrowotny aktualizuje jednak swoje bazy danych w godzinach, kiedy przyjdzie mu na to ochota, co oznacza, że przez najbliższe 48 godzin nie wolno chorować. Kropka.

Rozwiązaniem zaproponowane przez panią telefonistkę było pójście bez rezerwacji wizyty i czekanie najprawdopodobniej przez cały dzień w poczekalni lekarza, który w którymś momencie wolnym (takiego nie ma, gdyż lekarzowi przygotowuje się dziennie całą listę pacjentów do przyjęcia, która zawiera nie mniej niż 20 pacjentów, za których mu się płaci). Niestety dla osoby pracującej takie rozwiązanie jest absolutnie niemożliwe, bo nie mogę całego dnia spędzić w poczekalni, nie wiedząc czy i kiedy ktoś mnie przyjmie. Muszę iść do pracy. Nie było wobec tego innego wyjścia jak odczekać 48 godzin na aktualizację bazy danych.

Po dwóch dniach zadzwoniłam po raz kolejny. Byłam już w bazie danych, dlatego też mogłam poprosić o wizytę u lekarza. W przychodni blisko mojego domu pierwszy wolny termin konsultacji możliwy był za 10 dni!!! Ponieważ z alergią chodzę już dobrych 5 miesięcy, mogłabym właściwie poczekać. Wolałam jednak szybko załatwić sprawę. Zaproponowano mi inną przychodnię, oddaloną od mojego domu o okolo godziny drogi autobusem w jedną stronę następnego dnia o godzinie 8 rano. Fakt, że Bogota jest ogromnym miastem, ale istnieją chyba gdzieś bliżej jakieś przychodnie, a nie przy samym wyjeździe z miasta na ostatnim już przystanku autobusowym.

Przez telefon pani poinformowała mnie, że mimo iż wizyta u lekarza umówiona jest na 8 rano, muszę stawić się w przychodni 45 minut wcześniej. Jeśli nie pojawię się na wyznaczonej wizycie, zapłacić muszę karę w wysokości 7 USD.

Jak przystało na osobę punktualną, do gabinetu lekarza dotarłam o 7:15. Niestety tylko ja przybyłam punktualnie i był to ostatni raz, gdyż pozostałe osoby, które miały konsultacje przede mną, przychodziły na ostatnią minutę i w związku z tym czekać musiałam na moją kolej nie 45 minut tylko 1,5 godziny, przepuszczając spóźnialskich.

Poza faktem, że płacę na zdrowie miesięczną sumę, za każdą wizytę u lekarza, wykupić muszę ekstra tzw. bon w wysokości około 3,5 USD.

W kończu dotarłam do gabinetu lekrza, który na obejrzenie każdego pacjenta ma przewidziane około 10 - 15 minut i ani chwili więcej, bo musi być rentownie. Pan doktor praktycznie na mnie nie spojrzał i nie dlatego, że był osobą nieśmiałą, tylko pukać musiał bez przerwy w klawiaturę komputera, wpisując w rubryczki moje dane (kim jestem, co robię, ile mam lat, jaki mam zawód, czemu jestem w Kolumbii, czy mam jakieś choroby w rodzinie, czy jestem w ciąży, kiedy miałam ostatnią miesiączkę, itd.). Po wpisaniu wszystkich danych, kiedy minęło już chyba z 7 minut z wyznaczonego na konsultację czasu, kazał mi przejść na kozetkę, zmierzył ciśnienie, popatrzył w oko i do nosa i stwierdził jednoznacznie, że mam Rinitis alérgica, czyli permanentny katar spowodowany jakąś alergią. Jaką? Niewiadomo, gdyż jak mi powiedział sam lekarz, przykazane jest „z góry”, aby nie kierować pacjentów na tak kosztowne badania jak tekst alergiczny.

Diagnoza była następująca. Katar spowodowany może być zarówno zanieczyszczonym powietrzem, smogiem, zimnem panującym w Bogocie, gwałtownymi zmianami temperatury przy przechodzeniu z pokoju wypoczynkowego ogrzewanego kominkiem do lodowatej sypialni, jakimś artykułem spożywczym, itd. Koniec końcem, zdaniem lekarza klimat Bogoty nie jest dla mnie najlepszy i warto byłoby pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania. Ot tak po prostu.

Poza tym, wykupić muszę specjalny spray do nosa, który złagodzi obrzęk i tabletki na alergię, które powodują senność i po których nie powinnam siadać za kierownicą. Ponownie zobaczyć mamy się za miesiąc.

Jakby tego było mało, udałam się z receptą do apteki tej samej firmy zdrowotnej. Na zrealizowanie recepty mam tylko 3 dni, potem staje się nieważna. Niestety w aptece nie mogli mi sprzedać zapisanych przez lekarza specyfików. Takie rzeczy można kupić tylko w „głównej” aptece, znajdującej się oczywiście na dokładnie przeciwległym końcu miasta. Nie miałam już więcej czasu, bo musiałam iść do biura trochę popracować. Minął więc pierwszy dzień na realizację recepty. Następnego dnia w „głównej” aptece, gdzie udałam się w porze obiadu, udało mi się zakupić co trzeba.

Kończąc pragnę zaznaczyć, iż moje ubezpieczenie jest rzekomo ubezpieczeniem dobrym. Nie wiem, co dzieje się z osobami, które płacą mniej, albo ludzmi, który ubezpieczenia zdrowotnego nie posiadają w ogóle, bo tacy również są w Kolumbii. Musi to być prawdziwy dramat. Ponieważ kolumbijska służba zdrowia jest w całości prywatna, nie ma możliwości przyjęcia pacjenta, który nie płaci za zdrowie. Przy tutejszych zarobkach i poziomie życia, spora grupa społeczeństwa pozbawiona jest opieki zdrowotnej.

W moim przypadku rozwiązania są dwa i to oczywiste. Nie chorować, albo mieć w najbliższej rodzinie lekarza.

Napisz komentarz
- Prosimy o wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów.
- Ataki słowne i wulgaryzmy zostaną usunięte.
- Prosimy nie używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Imie:
Tytuł:
BBCode:Web Address Email Address Bold Text Italic Text Underlined Text Quote Code Open List List Item Close List
Komentarz:

This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Wpisz podany w okienku kod bezpieczeństwa.
RADA: Jeżeli masz trudności z odczytaniem liter w okienku, kliknij na przycisk "odśwież" (dwie strzalki), aby wygenerować nowy obraz.

Komentarze
Porada pseudo lekarska
(Dodane przez Basia-lekarka w dniu - 2008-05-10 14:39:49)
Dziwne to porady w wykonaniu lekarza... 
Chyba droga Aniu nie jestes lekarzem...
leczenie
(Dodane przez ania w dniu - 2008-01-20 10:26:50)
Jestem lekarzem pracujacym w Skandynawii i jesli myslisz ,ze uzyskanie porady jest tutaj prostsze to jestes w bledzie.Z taka blaha rzecza jak alergia mozesz czekac miesiacami i oczywiscie rowniez placisz za wszystko:za wizyte,za recepte i za lek oczywiscie pomimo ubezpieczenia.Polacy nie wiedza jaka luksusowa sytuacje maja w kraju.A jesli idzie o Kolumbie to o wiele prostsze jest znalezc jako tako kumatego czlowieka w tamtejszej farmacji ,przedstawic swoj problem i dostaniesz lek bez recepty.Zapalenie cewki moczowej -wystarczy amoxicillina ,krople do nosa to tez zadna filozofia dla nich.W Kolumbii wiekszosc lekow poza nasennymi i odurzajacymi jest bez recepty.To taka rada na przyszlosc.Ja sie tego trzymam.A jak czlowiek jest niekumaty to prosze go o pokazanie ichniejszej farmakologii i sama sobie wyszukuje stosowne lekarstwo.

(Dodane przez Lilly w dniu - 2007-09-27 16:54:28)
Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać... Dobrze poznać takie szczegóły przed wyjazdem do Kolumbii, który planuję już od jakiegoś czasu. Pani strona jest kopalnią informacji!

(Dodane przez Ewa w dniu - 2007-09-19 07:59:38)
Swieta prawda. Trzeba miec dodatkowe ubezpieczenie "medicina prepagada", albo isc do lekarza prywatnie i tak sie pewnie skonczy, choc na razie czekam na przyjazd mamy z lekami z Polski i zobaczymy, czy one cos pomoga.  
 
Jedno juz wiem... Kiedy wyjezdzam z Bogoty, alergia mi przechodzi... Oooo!!! Wiec moze rozwiazaniem jest zmiana miejsca zamieszkania?

(Dodane przez novelka w dniu - 2007-09-18 19:22:32)
Ojej... a ja bym same pochwaly pisala na temat systemu opieki zdrowotnej w Kolumbii! Przez pierwsze 2 lata bylam w EPS a teraz mam jeszce prepagade i juz w ogole wyjsc z zachwytu nie moge (moze dlatego, ze moj tato lekarzem nie jest i wiem co znaczy polska biurokracja i stanie w kolejkach do lekarza.) Choc jedno to prawda - lekarze z EPS maja przykazane absolutnie nie przekierowywac, bo to drogie, chyba ze choroba zagraza zyciu a i wtedy trzeba skladac tutele. Pozostaje prepagada lub samemu wybrac sie do alergologa. Jako zatwardziala alergiczka mowie: nos do gory! I do alergologa!

(Dodane przez Aguti w dniu - 2007-09-08 08:52:27)
Ten wpis powinien stanowić lekturę obowiązkową dla wszystkich wiecznie narzekających bęcwałów z tzw. krajów rozwiniętych. :(
...
(Dodane przez Izka w dniu - 2007-08-26 05:40:20)
Jejku Ewo to koszmar co przeczytalam. az wlos na glowie staje i tylko modlic sie by nie chorowac.

(Dodane przez Taita w dniu - 2007-08-26 04:04:45)
Strasznie skomplikowany maja ten system zdrowotny. Nie zazdroszcze. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, ze placisz regularnie skladki, a pomimo tego opieka, która Ci gwarantuja nie jest na najlepszym poziomie.  
Pozdrawiam serdecznie.

(Dodane przez Kami w dniu - 2007-08-18 14:26:18)
Czeski film i tyle!

(Dodane przez Aga! w dniu - 2007-08-17 16:57:40)
Jak to dobrze, że w mojej przychodni lekarz rodzinny przyjmuje mnie zawsze, kiedy potrzebuję, a do 22giej można do Niego dzwonić na telefon komórkowy po poradę. I to wszystko w ramach ubezpieczenia, ani grosza dopłaty więcej! Oby nasi reformatorzy na górze, szukając nowych rozwiązań, nie popsuli tego co dobre. 

(Dodane przez Madzia w dniu - 2007-08-16 06:08:04)
No to nieźle Pani Ewo.Myślałam,że tylko u nas w Polsce system służby zdrowia pozostawia wiele do życzenia,ale widać że nie tylko w Polsce jest najgorzej.Pozdrawiam!!!! i zdrówka życzę!!!! :-)

Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0

 
wstecz   dalej »







Powered by: Joomla     Design by: Astrolabio    Hosting by: Nidohosting
Licencia Creative Commons, Ewa Kulak

Kilka słów o mnie Teksty Ewy Kulak Galeria zdjęć prywatnych Kontakt z Ewa Taka jest kolumbia Kolumbijskie zwyczaje Fascynujące miejsca w Kolumbii Ludzie Kolumbijskie legendy Przepisy Kolumbia w fotografii Galeria Macondo Versión en espanol Wersja polska