|
Od lipca i przez najbliższych kilka miesięcy jestem i będę w Nowym Jorku. Wspólnie z Mario wybraliśmy to miasto, określane nie bez powodu jako stolica świata, na dłuższe wakacje, podczas których zamierzamy zrealizować kilka kursów związanych z tematem podróży i fotografii.
Przy okazji zaś będziemy szkolić angielski... Pobyt ten jest ten na tyle ciekawy, że z perspektywy odległości (jakby nie było jesteśmy 7 godzin samolotem od Kolumbii) Kolumbia jawi się tutaj wyjątkowo egzotycznie i atrakcyjnie. Człowiek docenia to wszystko, co ma w Kolumbii na codzień i na co nawet nie zwraca uwagi. Zacznijmy od tematu tak banalnego, jakim może być poranna, amerykańska kawa, której smak nie ma nic wspólnego z aromatyczną filiżanką najlepszej na świecie kolumbijskiej kawy. Nie dość, że jest ona lurowata, to podawana jest w kubłach tak olbrzymich, że z jednego napiła by się tej kawy cała rodzina. Ilość przedkładana na jakość, czyli wyraźny punkt dla Kolumbii. Mimo, iż znajdujemy się w mieście, w którym łączy się i żyje we względnym spokoju większość kultur świata, nie wszystkie produkty są tu dostępne, choć jest ich zdecydowanie więcej niż w Kolumbii, gdzie polska kultura jest absolutnie śladowa. W polskich dzielnicach Nowego Jorku (Greenpoint i Ridgewood) mogę kupić produkty, których w egzotycznej Kolumbii nie widziałam i nie jadłam przez całe lata: kalarepę, buraczki z liśćmi na botwinkę, seler i pietruszkę w korzeniu, śledzie, żółte sery, twarożek, pierogi we wszystkich rodzajach, chrzan, powidła śliwkowe, pasztet, koncentrat pomidorowy z “Pudliszek”, “Wegetę”, kisiele, polskie wędliny, chleb, itd. Mario w latynoskich supermarketach (głównie w Jackson Heights) zdobywa jukę, platany, arequipe, arepy. Problemem były początkowo naturalne pulpy owocowe i maszyna do robienia soku czyli kolumbijska licuadora znana w Polsce jako blender, ale ostatecznie nasz kolumbijski przyjaciel Peter zawiózł nas do sklepu, gdzie tego typu produkty są dostępne. Bez naturalnych soków nie wyobraża sobie życia mój mąż, odrzucając zaciekle “100% naturalne” napoje w kartonach (przyznaje, że po gęstym soku z curuby, czy kwaskowej marakui, albo aromatycznym lulo, sok jabłkowy lub żurawinowy z kartona nie może zostać zaakceptowany przez szanującego się Kolumbijczyka wychowanego na naturalnych owocach od dziecka). Szczytem był natomiast naturalny sok wyciśnięty z pięknych, nadających się wręcz do folderów reklamowych pomarańcz. Mario zainwestował w te pomarańcza znaczne (w przekładzie na kolumbijskie pesos) pieniądze, po czym przekonał się, że z 4 dużych, kolorystycznie pięknych owoców udało mu się wycisnąć 1/3 szklaneczki soku, który ze łzą w oku, ale bardzo elegancko podarował mi przed śniadaniem. Dla niego nie zostało już nic. Pomarańcza piękne były na pierwszy rzut oka, ale soku nie miały prawie wcale. Co innego kupowane przeze mnie na targu Palo Quemao w Bogocie zielone pomarańcza (które atrakcyjnie nie wyglądają), z których z jednej sztuki wychodzi bez dużego wysiłku cała szklanka świeżego soku. Skoro jesteśmy już przy temacie jedzenia, w Stanach Zjednoczonych należy przyjąć amerykański rozkład dnia, a to oznacza, że nie je się tutaj obiadów, do jakich jesteśmy w Kolumbii przyzwyczajeni. Koło południa Amerykanie zjadają na tzw. lunch kanapkę, sałatkę lub coś szybkiego, a porządne jedzenie odbywa się dopiero po powrocie z pracy, wieczorem. Początkowo trudno się do takiego porządku dnia przyzwyczaić, biorąc pod uwagę, że w Kolumbii obiad jest rzeczą świętą, a Kolumbijczyk (i Polak mieszkający od 8 lat w Kolumbii, a więc mocno skolumbianizowany) czuje się absolutnie nieszczęśliwy, jeśli między 12:00 a 14:00 nie dostanie obiadu... Ale jak sie to mówi “When in Rome, do as the Romans do”. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
ChristianLouboutin (Dodane przez christianLouboutin w dniu - 2012-05-18 16:03:40) marchéChristian Louboutin Sandals à Paris, a Escarpins Christian Louboutin naissance à un grand Christian Louboutin Pompesde design classique. 20 ans, avec une superbe technologie et Christian Louboutin Bottes talent artistique, il a con?u de nombreuses Christian Louboutin Flats . | coach factory outlet (Dodane przez Lahela w dniu - 2012-05-16 11:57:04) event, which silled my heart with joy coach factory store and nothing was now to be seen around jne, but trophies erected to my vanity: I was wholly taken up in fgoicg from one circle to another, eager to receive congratulation and applause from every quarter. But how inconstant is coach factory outlet all earthly glory! alas! your father died within three years after his promotion to the honour of a Marshal: and my heart, overpowered by thia dreadful strcke, seemed to go down with hist! even into the grave. He died Tike a Christian philosopher; full of loyalty to his King, full of tenderness for his wife and children; coach factory store online and moll earnestly desiring to be admitted into the presence of God. He would have been better pleated, had his last breath been drawn in the service of his country; and had he been permitted to make compensation with his life, for the http://www.coach-factory-store.us/ | (Dodane przez Lidia w dniu - 2011-08-24 20:14:44) Jestem bardzo ciekawa jak nazywają się te zielone pomarańcze. | (Dodane przez Ewelina w dniu - 2011-08-22 02:21:13) W Polsce powiedzieli byśmy:"Kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one". Czasem trzeba się dostosować. Ale jak to się mówi "coś za coś". Nowy Jork oferuje w zamian tyle atrakcji i możliwości wspaniałego spędzenia czasu, że jakoś przetrwacie te niedogodności. Obserwuj jak najwięcej i pisz .Czekamy na kolejne relacje z pobytu. | (Dodane przez Ewa w dniu - 2011-08-22 01:47:57) Nie ma idealnego miejsca na swiecie, trzeba wiec z kazdego brac co najlepsze ;) | (Dodane przez Kinga w dniu - 2011-08-22 01:44:24) A potem wrocisz do Kolumbii i bedziesz tesknila za Nowym Jorkiem, ciezkie jest zycie podroznika :) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |