|
Kilka dni temu podczas obchodów IV Międzynarodowego Kongresu Języka Hiszpańskiego w Cartagenie, złożony został hołd kolumbijskiemu nobliście – Gabrielowi Garcii Marquezowi.
Gabo (jak zwykli nazywać tego, wielkiego pisarza jego rodacy) wyjawił we właściwy sobie, realno-magiczy sposób problemy, jakie przeżył, pisząc tę niesamowitą powieść, która uczyniła go sławnym na całym świecie i którą przeczytało do tej pory ponad 50 milionów ludzi.
W związku z obchodami 80 urodzin Garcii Marqueza, w Kolumbii wydana została limitowana edycja miliona egzemplarzy "Stu lat samotności", zawierająca drzewo genealogiczne rodziny Buendía i wyjaśnienia użytych w powieści słów, charakterystycznych dla kolumbijskiego wariantu języka hiszpańskiego, które mogą być niezrozumiałe dla niekolumbijskich czytelników. Gdyby wszystkich czytelników "Stu lat samotności" zgromadzić w jednym miejscu, stworzylibyśmy jeden z 20 najliczniej zamieszkałych państw na świecie.

"Kiedy pisałem "Sto lat samotności", nawet w największym delirium nie wyobrażałem sobie, że będę uczestniczył w wydarzeniu zamykającym edycję miliona egzemplarzy. Myśl, że milion osób czytało będzie coś napisanego w samotności mojego pokoju, 28 literami alfabetu i dwoma palcami jako całym moim arsenałem, wydałaby mi się zupełnym szaleństwem" – tak zaczął Marquez swoją wypowiedz na Kongresie w Cartagenie.
Gabo rozpoczął pisanie w wieku 17 lat. Od tego momentu każdy dzień rozpoczyna pukaniem w klawiaturę wcześniej maszyny do pisania a obecnie kompuera i wypełnianiem białych katek historiami nigdy wcześniej nie opowiedzianymi, które czynią szczęśliwymi jego czytelników.
Historia powtania "Stu lat samotności" jest równie magiczna jak sama książka. W wieku 38 lat, Marquez zasiadł przed maszyną do pisania i wystukał: "Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendía miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go ze sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód." Pisząc te słowa, nie miał najmniejszego pojęcia, skąd one pochodzą ani dokąd go one poprowadzą. Od tamtego momentu codziennie, przez kolejnych 18 miesiący, pisał i pisał, aż do skończenia powieści.
Marquez był wówczas osobą bardzo ubogą i jego największym problem był brak papieru. Każdy błąd mekanograficzny oznaczał, że kartka lądowała w koszu na śmieci i trzeba było ją przepisywać. W ten sposób śmietnik zapełniał się co dnia zgniecionymi papierami.
Kolejnym problemem był brak stałej pensji. Podczas pisania "Stu lat samotności" osobą utrzymującą dom, męża, dwójkę dzieci i siebie była Mercedes – ukochana żona autora. Nikt tak naprawdę nie wie, jak Mercedes podczas tych długich 18 miesięcy zdobywała jedzenie i pieniądze na utrzymanie. Początkowo sprzedawała ona rodzinną biżuterię. Kiedy jednak okazało się, że przepiękne kolczyki z diamentami, naszyjnik ze szmaragdów i pierścionki z rubinami, które były całym jej posagiem, w rzeczywistości okazały się niczym więcej jak kolorowymi szkiełkami, Mercedes udała się do właściciela wynajmowanego mieszkania i z całą wiarą w nową powieść męża, poprosiła go o odłożenie zapłaty czynszu na za pół roku.
Po zakończeniu pisania, Marquez zwrócił się do swojej przyjaciółki - Esperanzy Araiza, zwanej Pera (Gruszka) o przepisanie powieści. Niestety Pera z zapisanymi przez Marqueza kartkami, poślizgnęła się schodząc po stopniach autobusu podczas ulewnego deszczu i upuściła wszystkie papiery w kałużę. Zebrała oryginał powieści pomazany i prawie nieczytelny i nie mówiąc nic autorowi, zabrała je do domu, wysuszyła i wyprasowała kartka po kartce.
Na początku sierpnia 1966 r. Marquez i Mercedes udali się na pocztę, aby wysłać gotowe już "Sto lat samotności" do wydawnictwa Suramericana do Buenos Aires. Cena paczki zawierającej 590 zapisanych stron powieści przekraczała jednak posiadany budżet. Mercedes podliczyła wszystko, co miała w torebce. Łącznie z monetami wyszło tego 53 pesos. Cena za przesyłkę wynosiła jednak 82 pesos. Marquez podzielił więc paczkę na dwie części i wysłał tylko jedną, nie zastanawiając się, jak na prawdziwego Kolumbijczyka przystało, za co i kiedy wyśle drugą część. Ja możny by przypuszczać, przez pomyłkę wysłał drugą część książki, zawierającą zakończenie, a nie początek.
Zanim jednak zdobył pieniądze na przesłanie pierwszej, niewysłanej części, wydawnictwo Suramericana nie mogąc doczekać się pierwszej części, skontaktowało się z nim i samo przesłało pieniądze na wysłanie pierwszej połowy. W ten sposób, mimo wszystkich, możliwych przeszkód losu, dane nam było wreszcie otrzymać "Sto lat samotności", które magiczne jest nie tylko samo w sobie, ale i historia jego powstania mogłaby posłużyć za materiał do kolejnej, fascynującej książki.
Wypowiedz Gabriela Garcíi Márqueza na Kongresie w Cartagenie (wersja oryginalna).





| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Ewelina w dniu - 2010-03-23 05:19:00) Kocham świat książek Marqueza.Sposób pisania i język absolutnie mnie zachwycają. Realizm magiczny, to niesamowity, nowy wymiar, w który wkraczam z lubością.Polecam wszystkim nie tylko "Sto lat samotności". Gwarantuję, że inne książki czyta się równie fantastycznie. | Cudo! (Dodane przez Ewa w dniu - 2010-02-18 15:15:49) Marquez jest przeeecudowny w tym co robi. Jestem pod wrażeniem tego jak powstawała książka. To jedna z lepszych książek jakie czytałam. Kocham Marqueza, i jego realizm magiczny. Dla tej książki wybrałam swój temat maturalny ; ) | (Dodane przez marek w dniu - 2010-01-21 13:51:46) Właśnie czytam "Sto lat samotności"Ta niezwykła książka umacnia mnie w różnych kolejach mego życia.Autor beż zbędnej emocji opowiada życie ludzi,które jest częścią przyrody czasem brutalnej a czasem fascynującej | (Dodane przez Agata w dniu - 2009-06-08 09:31:01) hmm ten tekst to zywe tlumaczenie materiałów z Kongresu, dlaczego autorka nigdzie o tym nie wspomina???? Sto lat samotności oczywiście genialne... | stolatsamotności (Dodane przez joasia w dniu - 2008-12-27 01:16:38) przeczytałam ją jednym tchem a potem zaniemówiłam.dzięki niej zrozumiałam,że miłość jest najpiękniejsza i może spotkać każdego bez względu na wiek a komu się nie podoba nie musi jej czyta c [I]null[/I | Sto lat (Dodane przez Piotr w dniu - 2008-08-04 03:15:07) To ksiazka, do ktorej wraca sie , zeby zajrzec na chwilke ,zobaczyc co dzieje sie w swiecie Buendia, ksiazka fascynujaca choc pierwszy raz czyta sie ja ciezko. Jak juz tu ktos napisal trzeba dojrzec do "Stu lat samotnosci". Trzeba tez odnalezc cos co zostawilismy w swoim Macondo. Cos co nagle odkryte powoduje , ze sie chce, a swiat staje sie magiczny | Marquez jest świetny!!! (Dodane przez Ozy w dniu - 2008-05-22 05:30:02) Sto lat samotności to najwspanialsza powieść,jaką przeczytałem - pierwszy raz sięgnąłem po nią,gdy miałem 17 lat.Od tamtej pory przeczytałem wszystkie książki Marqueza i z czystym sumieniem polecam każdemu jego dzieła! | Przeczytałem z 10 razy... (Dodane przez darek w dniu - 2008-02-13 17:46:46) i za każdym razem odkrywałem coś nowego w tej książce, sporządzałem nawet tablice genealogiczne rodu Buendia. Zacząłem się uczyć hiszpańskiego w zasadzie po to aby przeczytać "100 lat..." w oryginale. Niesamowita lektura , szczerze polecam ! | (Dodane przez GOSIA w dniu - 2008-01-17 13:15:27) wspaniała książka niemal magiczna i dziwna | tfuu - sprostowanie (Dodane przez Maja w dniu - 2007-06-10 12:09:56) Tfuu, ta książka to Miłość w czasach zarazy. Właśnie czytam Whartona :) | 100 lat nudów - sam jesteś nudny albo.. (Dodane przez Maja w dniu - 2007-06-10 12:08:46) ... tępy. Niestety nie każdy potrafi dojrzeć do lektury Stu lat samotności. Zalecam na początek przeczytanie Chatki Puchatka albo równie ambitnej literatury :) Dla mnie 100lat jest książką niesamowitą, tragiczną, romantyczną i na pewno jedną z najlepszych jakie w życiu czytałam. A propos Marqueza, pisze przepięknie: „Kapitan spojrzał na Ferminę Dazę i dostrzegł na jej rzęsach pierwszy blask zimowego szronu. Następnie popatrzył na Florentina Arizę, jego niezłomne opanowanie, nieustraszoną miłość i przeraziło go spóźnione podejrzenie, że to nie śmierć, ale właśnie życie nie ma granic”. (to ze "spoznionych kochanków" ;p) | 100 lat nudów (Dodane przez Simon Boliwar w dniu - 2007-05-07 15:52:01) nie wiem jaki jest ten artykuł, bo go nie czytałem, ale wiem że 100 lat samotności to potwornie nudna książka i to jeszcze na dobitkę zapętlona | Super artykuł (Dodane przez Basia w dniu - 2007-04-18 05:26:04) Super artykuł Ewciu. "Sto lat samotnosci" przeczytałam jeszcze w liceum i już wtedy powieść ta wywarła na mnie duże wrażenie. I kto by wtedy podejrzewał, że za parę ładnych lat sama wybiorę się w tę magiczno-realną podróż do ojczyzny Marquez'a?:) Buźka |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |