|
Kolumbijska gastronomia jest niesamowicie bogata w smaki, zapachy i kolory, zważywszy na to, że Kolumbia jest krajem o ogromnej gamie produktów żywnościowych. Dlatego też w każdym regionie kraju, w każdym klimacie i na każdej wysokości spotkać można prawdziwe pyszności.
Tym razem wspomnę o napojach kolumbijskiej kuchni, skupiając się na moich trzech ulubionych i mimo, że ich skład może niejedną osobą przyprawić o ból głowy, zapewniam, że są to napoje wyjątkowe i niepotwarzalne, a wspomnienie ich fantastycznego aromatu, zapachu czy konsystencji na długo pozostaje w pamięci osobie, która Kolumbię odwiedziła, ale nie została w niej na stałe.
Zacznijmy od końca. Numer trzy to champús – tradycyjny napój z regionu Valle del Cauca. Champús to mało atrakcyjnie wyglądający brązowo-żółty płyn z pływającymi owocami. W jego skład wchodzą gotowane ziarna kukurydzy, pokrojony owoc lulo (Solanum quitoense Lam), liść drzewka pomarańczowego, pokrojony w kosteczkę ananas, panela (nierafinowany cukier z trzciny), sok z pomarańcz, skórka pomarańczowa, cynamon i goździki. Napój ten podaje się z łyżką, ze względu na jego gęstą konsystencję i podaje się na zimno. Jego oryginalny kwaskowo-słodki smak na długo zapada w pamięć. Champús to bowiem wieczór w kolonialnej dzielnicy San Antonio, mieszanka gastronomii hiszpańskiej, indiańskiej i afrykańskiej i gastronomiczna podróż po Nowym Świecie.

Numer dwa to avena, czyli kremowy, zimny, gęsty napój z owsa. Najlepszą avenę kupuje się w piekarni „Casa del Pandeyuca” w Cali i nikt dokładnie nie wie, jakie są jej składniki, gdyż receptura od wielu lat jest pilnie strzeżona przez właścicieli tego lokalu. Mówi się, że sekret jej smaku kryje się w odrobinie brandy dodawanego do tego białego napoju. Smak zimnej aveny zaraża nawet osoby, które mlecznych napojów nie lubią. Avena to smak kolumbijskiego dzieciństwa, słodka i kremowa ochłoda w gorące tropikalne popołudnie i podwieczorek w najlepszym towarzystwie.
Numer jeden, który na długo pozostanie na tej pozycji, to niedawno odkryta przeze mnie lemoniada kokosowa (limonada de coco), która stała się moim kulinarnym nałogiem i bez której nie potafię już spędzić tygodnia i przejść spokojnie, bez odwiedzenia restauracji przyklejonej do Muzeum Narodowego w Bogocie. Mimo iż jej nazwa brzmi dość przewrotnie, lemoniada kokosowa jest kolumbijskim wymysłem, a narodziła się wcale nie w Bogocie, a na karaibskim wybrzeżu, gdzie kokosy spadają gdzie popadnie i stamtąd przedostała się na stoły całej Kolumbii. To niesamowite połączenie chłodnego, świeżo wyciśniątego soku z limonki wymieszanego, nie jak przystało w normalnej lemoniadzie, z wodą, a z mlekiem kokosowym, jest najlepszym, kulinarnym wynalazkiem, jaki miałam okazję spróbować. Jeśli do tego dorzucimy sporą ilość lodu, nie ma na świecie lepszego napoju. Lemoniada kokosowa to kremowa przyjemność, którą człowiek się upaja, degustuje i której za nic w świecie nie chce skończyć. Bo co stanie się z tym światem, kiedy zabraknie kokosowej lemionady? | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Girasole w dniu - 2009-05-10 11:42:03) czy i ja kiedyś będę mogła spróbować czegoś takiego? | Raj dla spragnionych (Dodane przez Ewelina w dniu - 2009-05-05 02:29:14) Chciałoby sie spróbować każdego z tych napojów, chociażby z czystej ciekawości. Ale ta limonada de coco zupełnie zamieszała mi w głowie. Ewo, opisałas ją tak sugetywnie !! Niemal czuję ten smak! Mam nadzieję, że jej nie zabranie i poczuję kiedyś to samo co Ty. Wyobrazm sobie,że pijąć te lemoniadę dopiero chce się żyć. | Chce Lole (Dodane przez spragniony w dniu - 2009-04-30 09:00:33) Witam!!! Pani Lolu chcę sie napić na odległość,bo u nas w Polsce to istna Sahara już prawie dwa tygodnie.Jestem teraz w dzielnicy Kampus San Antonio.Dostalem drewnianą łyzka dwustrona,ktora zapadła mi na długo w pamięć.Ach co to była za podróż po Nowym Swiecie w koloni Warsaw.Były to niesamowite opowieści w stylu mojego kumpla Wojtka Cejro,który przemierza swiat na boso,bo nie stać go na buty tylko na koszule hawajskie.Pa Pa Ewo!!!!idę w świat zaginionych nieodkrytych cywilizacji.Cześc wszystkim. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |