Wykorzystując sieć fotograficzną Flickr, udało mi się stworzyć album ze zdjęciami wykonanymi podczas jednej z licznych ostatnio podróży do Amazonii i podzielić się „foto-przepisem” na amazoński chleb – casabe.
Casabe to symbol Amazonii; to produkt, który każda indiańska kobieta potrafi przygotować i który staje się podstawą w dalekich wyprawach przez puszczę, będąc jedynym tego rodzaju pieczywem, które w tak trudnych warunkach klimatycznych i wysokiej wilgotności nie pokrywa się pleśnią. Można więc go swobodnie spakować w torbę na kilka dni i w drogę.
Brałam udział w tym przygotowaniu w jednym z indiańskich plemion w kolumbijskiej Amazonii – u Indian Huitotos.
Przygotowanie casabe to jeden, wielki rytuał. Rozpoczyna się on w najważniejszym indiańskim „domu” czyli maloce (bardzo ważne jest to, że do maloki zawsze wchodzi się od tyłu i wychodzi przodem. Taki oto zwyczaj.), która jest swego rodzaju centrum życia indiańskiej społeczności, miejscem spotkań, debat i ceremonii, a zarazem wspólną kuchnią.
Podstawowym składnikiem casabe jest tzw. yuca brava, korzeń – bulwa, który sam w sobie jest trujący. Tę oto jukę należy na początek poporcjować w jak najmniejsze kawałki specjalnym drewnianym narzędziem, które jest strasznie ciężkie. Tak powstałą masę umieszcza się na specjalnie przygotowynm sitku, które wykonuje się z liści amazońskiej palmy. Masę zwija się w to sitko i w górnej jego części przekłada się długi kij, który następnie zawiesza się u sufitu maloki. W ten sposób sitko zwisa. Teraz zaczyna się naprawdę ciężka praca, gdyż odpowiedzialna za kuchnię indiańska kobieta odcedzić musi z juki trujący płyn. Jak się to robi? A no obracając sitko innym drewnianym kijem, który z kolei znajduje się u dołu „naczynia”. Przez dziurki w splecionych liściach palmy wypływa żółty, trujący sok.
Po tym procesie suchą jukę przenosi się na inne sitko, tym razem wykonane z delikatnej siateczki i pozostałe kobiety ręcznie przesiewają masę, który przypomina granulowaną mąkę. Taką mączkę układa się na gorącej patelni na ognisku jak placek, bez dodawania oleju, masła, margaryny, cukru, soli ani drożdży. Powoli casabe się piecze, odstając od patelni. Po jakichś 10 minutach pieczenia, odwraca się chleb na drugą stronę, niczym naleśnik albo kolumbijską arepę i piecze jeszcze raz.
Po chwili mamy przepyszny, gorący jeszcze amazoński chleb, który w zależności od upodobania można zjeść odrywając po kawałku z masłem, dżemem lub serem. A jeśli do tego dodać amazońską puszczę i jej niesamowity dźwięk, człowiek nie chce już stamtąd wyjeżdżać. Smacznego...
Napisz komentarz
- Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Komentarze
(Dodane przez Kate w dniu - 2010-03-26 13:40:07) Matko to się człowiek urobi po łokcie!
(Dodane przez Ewelina w dniu - 2010-03-26 08:02:46) Chętnie spróbowałabym takiego chlebka wsłuchując się w odgłosy amazońskiej puszczy. Cieszę się, że znów dużo piszesz. Dzięki temu, choć wirtualnie, jestem bliżej Kolumbii.
(Dodane przez Ewa w dniu - 2010-03-24 17:59:35) Ooo, chyba by mi taki jamajski chlebek smakowal. Tropikalne pozdrowienia ;)
(Dodane przez ania w dniu - 2010-03-24 17:46:23) Na Jamajce również wykorzystuje się tę bulwę w podobny sposób. Z cassavy powstają okrągłe, o różnej średnicy, placki zwane tutaj Bammies. Po uprzednim namoczeniu ich w wodzie bądź mleku, smaży się je na patelni z niewielką ilością oleju.
Miło się Ciebie czyta. Pozdrawiam z Jamajki.
(Dodane przez vhone w dniu - 2010-03-24 07:25:23) Ewa dobrze ze zaczelas znowu pisac:)