|
Zapiski z podróży – Silvia, Cauca
Dziś przeżyłam prawdziwie indiański dzień. Udaliśmy sią do Silvii, w pobliżu której usytuowany jest rezerwat Indian Guambianos. Ta indiańska społeczność liczy około 18 000 osób, które żyją dokładnie tak, jak ich przodkowie: w małych glinianych domkach, które najczęściej podzielone są na dwa pomieszczenia: miejsce do spania i jadalnię połączoną z pokojem, w którym zwykle odpoczywają.
Kobiety zajmują się tkactwem. Wyrabiają z wełny i nici piękne fioletowo-granatowe stroje i torby, zwane mochilas. Mężczyźni polują i zajmują się rybołóstwem w przepływającej przez Guambíę czarno-żółtej (duża zawartość pierwiastków miedzi) rzece Piendamó. Ma ona podobno uzdrawiające właściwości, podobnie jak znajdujące się w pobliżu góry, zwane piramidami, na które należy spojrzeć, stojąc boso na trawie. Mają one napełniać wpatrującą sią w nie osobę magnetyzmem.
Nieodłącznym elementem stroju Indian Guambianos jest okrągły kapelusz, który wyraźnie odstaje od reszty stroju. Z opowieści jednego z mieszkańców Silvii wynika, że cała kolekcja tych kapeluszy zakupiona została w latach 60. od przejeżdżającego przez te tereny Szwajcara. Kapelusz zaakceptowano jako część codziennego stroju, dodając w ten sposób indiańskiemu ubiorowi europejski detal.
Los Guambianos zmarłych członków rodzin zwykli chować na pobliskim, tubylczym cmentarzu. Odwiedzają ich bardzo często, szczególnie kobiety i dzieci, które siadają przy grobach i spożywają tam posiłki. W ten sposób, więź między światem żywych i zmarłych nie zostaje przerwana.
Wyraźny jest w tej społeczności machismo. Panem domu i głową rodziny jest mężczyzna. On o wszystkim decyduje. Często stosuje się też przemoc w rodzinie. Los Guambianos zakładają rodziny w swojej społeczności, niechętnie mieszając się z osobami nie należącymi do ich „rasy”.
Napojem spożywanym w sporych ilościach jest chicha, silny alkohol wytwarzany z kukurydzy. Podstawą pożywienia jest ryż i kukurydza. My również próbujemy tubylczej potrawy: quesillo, tłustego sera i kukurydzianych płatków - indiańskiej carantanty, co w języku jednego z plemion oznacza ´twardy chleb´.
Z Sylvii wjeżdżam konno do jeziora, usytuowanego między pobliskimi górami. Pięknie tu i jakoś tak monumentalnie. Panuje niezmącona niczym cisza i tylko od czasu do czasu usłyszeć można szum drzew, dźwięk uginających sią od wiatru gałęzi i skrzypienie siodła konia. Wracam spokojna i szczęśliwa...
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |