Fascynujące miejsca w Kolumbii
        Początek arrow Fascynujące miejsca w Kolumbii arrow Wulkan Nevado Ruiz - spacer w chmurach

Wulkan Nevado Ruiz - spacer w chmurach PDF Drukuj E-mail
wtorek, 03 kwiecień 2007

W styczniu 2007 r. razem z moimi rodzicami, Mario, Verą i naszym wspólnym znajomym Germanem Arboledą postanowiliśmy odwiedzić Kawowy Region Kolumbii: Armenię, Pereirę i Manizales. Już z centrum miasta Manizales, które położone jest na wysokości 2126 m n.p.m. w słoneczny, bezchmurny, styczniowy dzień ujrzeliśmy imponujący wulkan Nevado Ruiz lub, jak nazywali go oryginalnie Indianie, Kumanday.

Wulkan Nevado RuizWidok gigantycznego, spokojnego, ale tak naprawdę czynnego Nevado Ruiz jest magicznym uczuciem. Kumanday jest przepiękną, ponad 5-tysięczną (5.321) górą i niewątpliwie najbardziej znanym, ośnieżonym wulkanem Kolumbii. Usytuowany jest on w Narodowym Parku Los Nevados, w którym znajduje się pięć, kolumbijskich wulkanów: El Ruíz, El Cisne, Santa Isabel (4950 m. n.p.m.), El Quindío i Tolima (5.200 m. n.p.m.), połączonych linią Andów. Większość z nich nie jest czynna.

Nevado Ruiz przypomina wielkiego smoka, ale wszyscy wiemy, że jest on uśpionym gigantem, który w każdej chwili może się obudzić. Mieszkańcy Manizales opowiadają, że tamtej tragicznej, deszczowej nocy - 13 listopada 1985 r., w mieście nie dało się odczuć silnej erupcji wulkanu Ruiz. Wtedy właśnie wielki Kumanday wyrzucił ze swojego wnętrza uśpiony tam od wieków ogień, który roztopił lodowiec, zamieniając go w rwącą rzekę błota, która zmazała z mapy Kolumbii całe miasto Armero i zabrała życie ponad 25000 Kolumbijczyków, pozostawiając 20000 rannych, kalek i ludzi, którzy nigdy nie poradzili sobie psychicznie z tą tragedią. Kumanday był jedynym odpowiedzialnym za tę największą tragedią w historii Kolumbii.

ManizalesNasza przygoda rozpoczęła się w mieście Manizales, które położone jest już na sporej wysokości, która jednak w porównaniu z tym, co przeżyliśmy później (5300 m n.p.m.) okazała się prawdziwą pestką.

Wyruszyliśmy z Manizales wsześnie rano dwoma samochodami (kobiety w naszym Reanult Twingo, a mężczyźni w jeep'ie), około 9:00, po porządnym śniadaniu, ubrani "na cebulę" (koszulki, swetry i kurtki), dobre buty, wygodne spodnie i czapki, szaliki i rękawiczki schowane w plecakach.

Po przejechaniu jakiejś półtorej godziny po drodze, która pięła się w górę, dotarliśmy do miejsca zwanego "La Esperanza" (Nadzieja). Od tego momentu, skończyła się droga asfaltowa. Ta część trasy uważana jest na drugą w Ameryce i czwartą na świecie drogę skonstruowaną tak wysoko. Niewątpliwie jest to cud inżynierii i techniki, który wywołał sporo "zawałów serca" samochodów, które na tej wysokości psują się i stają co kilka metrów.

Wjazd na wulkanOd "La Esperanza" zaczyna się ekosystem tzw. przedstepu. Powietrze robi się wilgotne i pojawia się gęsta mgła.

Pierwszy, obowiązkowy przystanek przed dotarciem do Parku to "El Arbolito" (Drzewko) lub "Mirador" (Taras widokowy) na wysokości 4.050 m. n.p.m. Tutaj nasza przygoda nabrała dreszczyku emocji, gdyż kazano nam wysiąść z samochodu, odpocząć, głęboko oddychać, wypić tradycyjną aguepanela (gorąca woda z cukrem z trzciny cukrowej), herbatę z koki, gorącą czekoladę lub inny napój energetyzujący.

PrzystanekPrzewodnicy przestrzegają przed jedzeniem słodyczy i przed spożywaniem alkoholu na kilka dni przed wyprawą. Poza tym potrzebna jest tylko dobra kondycja, silne serce i mocne płuca. Warto zabrać ze sobą sporo wody, solonych orzeszków ziemnych i owoców.

Począwszy od tego momentu, konieczne było założenie kurtek, otwarcie na oścież wszystkich okien w samochodzie i oddychanie pełnymi płucami, gdyż wjazd na wulkan pnie się ostro w górę, a różnice wysokości powodują zawroty i bóle głowy, problemy z oddychaniem i złe samopoczucie.

Krajobraz pustynnyKolejnym przystankiem są "Brisas" (Bryzy). Jest to chatka wartowników Parku i miejsce kontroli wszystkich wchodzących. Właśnie tam – w małym audytorium prezentuje się krótki przygotowawczy film konieczny przed wspinaczką na wulkan. W "Brisas" kończy się także to, co określić można by jako cywilizację i zaczna flora i fauna charakterystyczna dla stepu i dalej – krajobraz księżycowy, pełen tajemniczych głazów porozrzucanych w przeróżnych miejscach, które jeszcze do niedawna były miejscami pielgrzymek Indian.

Przygoda nabierała emocji. Przesiedliśmy się wszyscy do jeep'a, gdyż Renault Twingo jest samochodem miejskim o bardzo niskim zawieszeniu, który nie nadaje się na górskie wspinaczki po stokach wulkanu.

Złe samopoczuciePrzejechaliśmy przez Dolinę Grobów ("Valle de las Tumbas"), gdzie Indianie przeprowadzali rytuały ku czci swych bogów – gór i Pachamy lub Madre Tierra (Matki Ziemi) i gdzie w czasach współczesnych w noce z księżycem w pełni organizowane są koncerty saksofonowe.

W ten sposób dojechaliśmy do ostatniego przystanku "El Refugio" (Schronisko), na wysokości 4800 m. n.p.m. Tutaj należy zostawić samochód i wejść na piechotę 350 metrów aż do oblodzonego krateru Kumanday.

Dla kogoś kto nigdy nie spacerował na wysokości 5000 m, tych 350 m wydawać się będzie prawdziwą gratką. Nie jest to jednak tak proste, jak można by sądzić. Oddychanie na tej wysokości jest trudne, bardzo trudne. Wykonanie kilku kroków jest jeszcze trudniejsze. Mięśnie nie są już tak sprężyste jak niżej, nogi tracą siły, a głowa wiruje.

Wiele osób nie może wspiąć się na takę wysokość i począwszy od 4800 m źle się czuje. Niektórzy kładą się na ziemi z nogami ku górze. Inni robią się bladzi jak prześcieradła i wymiotują.

5000 mPokonanie tych ostatnich 350 metrów jest nie lada wysiłkiem i trwa około godziny. Co kilka kroków ma się ochotę przestać wspinać i wrócić na dół.

Serce bije jak oszalałe, chcąc wyskoczyć z piersi, jednak ochota dotarcia tam, wysoko, zobaczenia śniegu i lodu niemal na samym równiku jest większa niż zmęczenie.

U góry, tam gdzie flaga Kolumbii wskazuje na wysokość 5000 m n.p.m. i gdzie został mój tata, uczucie radości jest tak wielkie, jakby cały świat znalazł się u naszych stóp. To tak jakby na kilka chwil pojawiła się możliwość spaceru w chmurach i dotknięcia gwiazd rękoma.

Termalne źródłaZmarznięci, ale pełni radości zeszliśmy z wulkanu Ruiz znacznie szybciej niż weszliśmy, po czym zjechaliśmy samochodem, który prawie nie mógł przedrzeć się przez gęstą mgłę, otaczającą cały wulkan, aby w końcu dotrzeć do cudownego miejsca – termalnych źródeł Ruiz.

Te siarkowe, gorące i terapeutyczne wody o temperaturze 60 ºC wypływają z wnętrza wulkanu Ruiz i są najlepszym środkiem relaksacyjnym po wysokogórskiej wspinaczce. Baseny znajdują się na wolnym powietrzu i mimo przenikliwego zimna i mgły, zanurzenie się w parzących wodach giganta Kumanday, u samych jego stóp i obserwowanie go z dołu, z wysokości 3500 metrów, które teraz wydawały nam się niziną, jest niesamowitym doświadczeniem. Mogę chyba powiedzieć, że jedynym w swoim rodzaju.







Wspinaczka
Wchodzac na wulkanMoj tata na wysokosci 5000 m

Mario na wulkanie Nevado Ruiz

Autor zdjęć: Zbigniew Kulak

Napisz komentarz
- Prosimy o wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów.
- Ataki słowne i wulgaryzmy zostaną usunięte.
- Prosimy nie używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Imie:
Tytuł:
BBCode:Web Address Email Address Bold Text Italic Text Underlined Text Quote Code Open List List Item Close List
Komentarz:

This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Wpisz podany w okienku kod bezpieczeństwa.
RADA: Jeżeli masz trudności z odczytaniem liter w okienku, kliknij na przycisk "odśwież" (dwie strzalki), aby wygenerować nowy obraz.

Komentarze

Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0

 
wstecz   dalej »

Księgi gości

Cykl kina kolumbijskiego w Polsce







Powered by: Joomla     Design by: Astrolabio    Hosting by: Nidohosting
Licencia Creative Commons, Ewa Kulak

Kilka słów o mnie Teksty Ewy Kulak Galeria zdjęć prywatnych Kontakt z Ewa Taka jest kolumbia Kolumbijskie zwyczaje Fascynujące miejsca w Kolumbii Ludzie Kolumbijskie legendy Przepisy Kolumbia w fotografii Galeria Macondo Versión en espanol Wersja polska