|
Po wielu miesiącach przygotowań, zdecydowaliśmy się wykorzystać słoneczne, niedzielne popołudnie i odwiedzić figurę patronki Meksyku, Matki Boskiej z Guadalupe, która góruje nad miastem. Wiedzieliśmy, że wjazd na górę jest możliwy tylko w pierwszą niedzielę każdego miesiąca z powodu konfliktu zbrojnego, jaki panuje na tym terenie.
Wyjazd nastąpił małym busikiem z miejsca dość niebezpiecznego, zwanego Las Cruces, które, obok Ciudad Bolívar, jest jedną z najuboższych i najbardziej zagrożonych dzielnic Bogoty. Główna ulica, przecinająca tę dzielnicę, okazała się bardzo kolorowa. Roiło się na niej od sprzedawców owoców i piwa, ale nie czuliśmy się bezpiecznie.
Dość szybko udało nam się „zapakować” do przejeżdżającego pojazdu, który miał nas przybliżyć do miasteczka zwanego Choachí. W tym celu, musieliśmy pokonać kolejną, nieznaną nam do tej pory dzielnicę, mimo że znajduje sią ona zaledwie kilkaset metrów od naszego domu. Nazywana jest ona Egipto. W złotych promieniach słońca, na zboczu góry, dzieci z bardzo ubogich bogotańskich rodzin, o pięknych ale jakże smutnych twarzach, puszczają tam kolorowe latawce. Na trawie zaś, między porozrzucanymi garnkami, siedzą ich mamy, rozkoszując się upalnym popołudniem. Niesamowitego kolorytu dopełnia suszące się i powiewające na wietrze, pranie, zawieszone na dachach bardzo skromnych domów.
Od tego miejsca, wspinamy się już pieszo coraz wyżej i wyżej, przez gęsty i ciemny las aż na szczyt góry, do Virgen de Guadalupe, leżącej na wysokości ponad 3000 m n.p.m. W pobliżu nie ma żywej duszy, więc na szczyt góry docieramy z kołaczącymi ze strachu sercami.
Kilka spojrzeń na olbrzymią Bogotę, zdjęcie wielkiej figury i nagle zerwał się strasznie silny wiatr i rozpoczęła się prawdziwa, górska burza. Powietrze w ciagu kilku chwil zrobiło sią zimne, a lodowate krople deszczu biły nas po twarzach. Z trudem dobiegliśmy do pachnącego piwem nielegalnego autobusu, który zaczął się błyskawicznie wypełniać zmoczonymi pasażerami. Kierowca włączył już tradyjnie popularne tu vallenatos i przy ich dźwiękach zjechaliśmy z góry autobusem wypełnionym do granic wytrzymałości, dzieląc się z pozostałymi pasażerami znalezioną w plecaku polską czekoladą.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |