|
Dla większości z nas Karaiby to tropikalny raj, kojarzony z bielutką plażą, turkusową wodą, chylącymi się ku niej palemkami, rozrzuconymi gdzieniegdzie orzechami kokosowymi, schłodzoną piña coladą, coco loco i mojito z kolorową parasolką...
Takimi właśnie katalogowymi Karaibami w Kolumbii jest Isla Grande na Wyspach Różańcowych (Islas del Rosario), wyspy San Andrés i Providencia, Park Tayrona i Wyspa Múcura. Dla mnie osobiście wyjątkowo atrakcyjna jest właśnie ta ostatnia opcja, gdyż po kilku dniach leżenia na rajskiej plaży i podjadania kokosowego ryżu i smażonej lokalnej ryby, zaczynam się nudzić i mam ochotę na kontakt z ludźmi, a najlepiej z tubylcami. Najlepszym rozwiązaniem jest więc wycieczka na położoną niedaleko najbardziej zaludnioną na świecie wyspę – Santa Cruz del Islote, w skrócie – El Islote. El Islote nie przypomina jednak normalnej, karaibskiej wyspy. Nie ma tutaj ani plaży, ani mojitos. Jest za to ogromne, fantastyczne morze, dużo ludzi na małym terenie, najlepsze langusty w okolicy z pataconami smażonymi w oleju kokosowym w restauracji Mamy Eleny i ogromne muszle rzucane gdzie popadnie.  Santa Cruz del Islote z lotu ptaka /Fot. Miguel Espitia/ Wikipedia podaje, że gęstość zaludnienia na El Islote wynosi 124 700 osób na kilometr kwadratowy, co w praktyce oznacza 1 247 mieszkańców (w tym ponad 700 dzieci). Na każdego z nich przypada zaledwie 8 m2, a wyspa ta jest bardziej zaludniona niż Hong Kong, Manhattan, Wyspa Saint-Louis we Francji, Malta, czy Java w Indonezji. Na El Islote usłyszałam nawet zdanie. „Śpimy tak blisko siebie, że śnimy o tym samym” („Duermen tan juntos que sueñan lo mismo”). Około 100 lat temu El Islote było maleńką, naturalną wysepką koralową wielkości 20 x 20 m zagubioną na Morzu Karaibskim, ponad dwie godziny szybką motorówką od Cartageny. Przybysze z kontynentu, głównie z Tolú na karaibskim wybrzeżu Kolumbii, podobnie jak opisywał to Gabriel García Márquez w „Stu latach samotności”, szukając „działek”, osiedlili się na wyspie Tintipán – dużej, porośniętej drzewami, ale niestety częściowo bagnistej. Problemem okazały się tropikalne komary, które nie pozwalały na normalne funkcjonowanie. Zdecydowano więc przenieść się na pobliską wysepkę i zacząć ją sztucznie powiększać z pomocą rafy koralowej, muszli, pni drzew i innych znajdowanych materiałów. Dziś na El Islote wybudowanych jest 97 niewielkich domów, z których każdy należy teoretycznie do jednej rodziny, z której każda ma średnio pięcioro dzieci. Piszę teoretycznie, gdyż na El Islote wszyscy są kuzynami. Obcy docierają tu tylko z krótką wizytą. Jedynym niezabudowanym kawałkiem wyspy jest niewielki placyk w kształcie prostokąta (10 x 20 metrów) położony w jej środkowej części, obok szkoły, dyskoteki i niewielkiego pomieszczenia, w którym przyjmuje lekarz, który raz na jakiś czas odwiedza wyspę. Na stałe na wyspie nie ma również księdza (przyjeżdża od czasu do czasu z Cartageny, kiedy zbierze się kilka osób, chcących wziąć ślub lub kilkoro dzieci do ochrzczenia), notariusza ani policjanta (na El Islote nie ma napadów ani kradzieży). Jest tylko nauczyciel, który uczy 8 klas na raz. Na środku placyku postawiono krzyż. To właśnie tutaj gra się w piłkę (krzyż służy za bramkę) i w domino, spotyka się z przyjaciółmi, rozmawia i romansuje.  El Islote - najbardziej zaludniona wyspa na świecie Na wyspie nie ma bieżącej wody ani kanalizacji. Kiedy pada (a pada rzadko), mieszkańcy zbierają wodę w plastikowe pojemniki. Dodatkowo woda pitna dowożona jest za darmo w cysternach z Cartageny. Prąd pochodzi z generatora zasilanego ropą, który włącza się na sześć godzin wieczorem, za który płaci się 2.000 pesos (1 USD) dziennie za osobę. To jedyny, ale jakże wysoki koszt, jaki zapłacić należy za mieszkanie na wyspie. Jeśli chodzi o jedzenie, każdy mężczyzna i dziecko potrafi nurkować i łowić, dlatego też ryb i owoców morza nie brakuje. Muszle z których wyjmuje się ślimaki czy małże i które turyści namiętnie kupują, są całymi workami wyrzucane na brzeg wyspy, aby w ten sposób ją odrobinę powiększyć i odebrać morzu choć kilka centymetrów cennego terenu. Krzyż na centralnym placu wyspy /Fot. Eduardo Rubiano Moncada/
Domy na El Islote/Fot. Eduardo Rubiano Moncada/ Kolumbijski pisarz Martín Caparrós, który odwiedził wyspę, napisał: „Na El Islote nie ma zmarłych. Są tylko żywi. El Islote jest jedynym miejscem na Ziemi, gdzie zmarli nie mieszkają razem z żywymi. Od zawsze bowiem mężczyźni i kobiety współistnieli ze swoimi zmarłymi. Umieszczali ich w jaskiniach, ceramicznych naczyniach, drewnianych skrzyniach czy wykopanych dołach. Zawsze mieli ich jednak blisko, na swoim terenie.” Na El Islote tego terenu brakuje. Żywi żyją zatłoczeni, a zmarłych grzebie się na na pobliskim cmentarzu na wyspie naprzeciwko, gdyż im komary już nie przeszkadzają. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
cudo (Dodane przez matia w dniu - 2012-01-08 15:28:08) Bardzo to interesujące, tak mało jest dziś takich przejmujących rzeczy o których się pisze, a może jest tego tak dużo że trudno o coś co ma wyjątkowy charakter. Nie przestawaj, patrząc na takie miejsca człowiek nagle zaciąga się lepszym powietrzem:) | To na co czekalem! (Dodane przez Krzys w dniu - 2011-12-10 01:22:20) Swietne! Na cos takiego czekalem. To jest o wiele razy lepsze niz "porownywanie cen" Wiecej tych "perelek" prosze! | (Dodane przez Ewelina w dniu - 2011-11-01 17:00:40) Faktycznie kolejna kolumbijska perełka.Wpadłabym tam, na trochę, ale potem wróciłabym na taką Mucurę po ciszę i spokój. | (Dodane przez Ewa w dniu - 2011-10-31 22:57:27) Wyjątkowe... Jest takich ukrytych "perełek" w Kolumbii kilka ;) | (Dodane przez Kinga w dniu - 2011-10-31 22:13:49) Niesamowite miejsce!!! Nie moge sie juz doczekac, zeby je odwiedzic. :) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |