|
sobota, 14 sierpień 2004 |
|
Zapiski z podróży - Tolima
Pniemy się coraz wyżej i wyżej, do magicznego punktu, zwanego Linią. Ten teren to strefa wojny. W każdej chwili z gór może zejść guerrilla (partyzantka) lub paramilitares (wojska samoobrony; pierwotnie byli to żołnierze opłacani przez właścicieli ziemskich w celu obrony ich własności przed partyzantami. Obecnie jest to druga po guerrilli nielegalna grupa zbrojna działająca poza prawem i walcząca z kolumbijską partyzantką).
Zatrzymuje nas policyjny patrol. Musimy opuścić autobus. Przeszukane zostają siedzenia i walizki. Mężczyźni poddani zostają dokładnej kontroli osobistej, kobietom zaś sprawdza się bagaż podręczny. Odjeżdżamy. I znowu po prawej i lewej stronie szosy wyrastają małe domki, pomalowane na wypłowiałe od słońca kolory: żółty, niebieski, różowy, pomarańczowy. Bardzo to wszystko kolorowe i egzotyczne, ale jednocześnie jakieś smutne. Ludzie się nie uśmiechają, są ospali i zmęczeni obserwowaniem przejeżdzających pojazdów i monotonią swojej egzstencji.
Gdzieniegdzie spotkać można wracającego z pracy na polu rolnika z maczetą w ręce lub grupę plotkujących kobiet z niemowlętami przewiązanymi na plecach. Nie ma szkół, życie toczy się na ulicy.
Jedziemy przez monumentalne góry porośnięte bananowcami i platanowcami. Co kilka chwil pojawiają się maleńkie, chylące się do ziemii chatki, niemal zawieszone na zboczach gór. Przed nimi kilkuletnie dzieci sprzedają panelę (skondensowany cukier z trzciny cukrowej otrzymywany po odparowaniu wody) w kostkach, owoce lub wszechobecną tu Coca-Colę.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |