Fascynujące miejsca w Kolumbii
        Początek arrow Fascynujące miejsca w Kolumbii arrow Providencia i Santa Catalina - jak dotrzeć do tego karaibskiego raju?

Providencia i Santa Catalina - jak dotrzeć do tego karaibskiego raju? PDF Drukuj E-mail
niedziela, 28 październik 2007

Jest w Kolumbii kilka miejsc, które miałam okazję odwiedzić i które śmiało określić można jako ziemski raj. Jednym z nich są niewątpliwie dwie niewielkie wysepki pochodzenia wulkanicznego położone daleko od lądowej granicy Kolumbii, na które samo dotarcie jest już nie lada przygodą. Chodzi o Providencię i Santa Catalinę, którym poświęcę kilka najbliższych artykułów.

Najbardziej znanym karaibskim kurortem Kolumbii jest wyspa San Andrés, położona 720 km na północny-wschód od wybrzeży Kolumbii. Wyspa ta prócz rewelacyjnych warunków naturalnych jest strefą bezcłową, co jeszcze bardziej zwiększa jej atrakcyjność wśród turystów, pozwalając im przy okazji wakacji zaopatrzyć się w markowe perfumy i alkohole w rozsądnych cenach. San Andrés to luksusowe, eleganckie hotele, głośna muzyka, fantastyczne białe plaże, turystyczna infrastruktura, egzotyczna przyroda i doskonałe miejsce do wydawania pieniędzy i miłego spędzenia czasu.

Providencia i mniejsza od niej Santa Catalina są miejscami o zupełnie innym charakterze, niezbyt turystycznymi, znacznie bardziej naturalnymi, spokojnymi, przyjaznymi i na pewno jeszcze nie skażonymi turystyką, gdyż nie latają tam wielkie samoloty jak w przypadku San Andrés, Cartageny czy Santa Marta, nie ma tam hoteli, a skorzy do pomocy wyspiarze traktują turystów jak własnych sąsiadów.

Providencia

Providencia

Providencia

 

Jak więc dostać się do tego ziemskiego raju?

Otóż na Providencję dotrzeć można na dwa sposoby: statkiem, który płynie z San Andrés trzy godziny albo małą awioneką. My wybrałyśmy wersją drugą, podobno wygodniejszą, krótszą, ale również bardziej stresującą.

Awionetka na Prowidencję
Fotografia ze strony mojego przyjaciela Diego Forstera
www.fotografiacolombia.com


Przygoda rozpoczęła się w sobotni poranek w Bogocie, z której wspólnie z moją mamą poleciałyśmy na San Andrés dużym, rejsowym samolotem pełnym turystów w szortach i klapkach, którzy na San Andrés następnie pozostali. Po dwóch godzinach lotu, przesiadłyśmy się ekspresowo z wygodnego samolotu w nieiwelką, maksymalnie 20 -osobową avionetkę mało popularnej linii lotniczej, która posiadała dwa śmigła i dostawiane schodki, które wydawały się być oblepione sreberkiem czekolady. Awionetka była gorąca w środku i niezbyt stabilna. Po chwili, od tyłu, między pasażerami weszła do niej dwójka sympatycznych pilotów, którzy usiedli za sterami, gdyż w awionetce nie ma jako takiej kabiny pilotów.

Zgrabnie i szybko oderwaliśmy się od ziemi i rozpoczęliśmy lot na stosunkowo niewielkiej wysokości nad Morzem Karaibskim przez jakieś 20-25 minut. Okna w kabinie pilotów, która nie jest niczym oddzielona od części pasażerkiej, były uchylone, upał był niemiłosierny, nie dano nam ani kamizelek ratunkowych, ani tym bardziej masek tlenowych na wszelki wypadek. Lot po prostu musi się udać.

Awionetka na Prowidencję
Fotografia ze strony mojego przyjaciela Diego Forstera
www.fotografiacolombia.com


A w awionetce 16 osób i o niespodzianko. Prócz naszej dwójki z kraju nad Wisłą okazało się, że w samolocie siedziała jeszcze jedna Polka, będąca żoną Kolumbijczyka z Cali (zbieg okoliczności???) z dwójką małych polako-kolumbijczyków (półtoraroczną dziewczynką i 3-miesięcznym chłopcem). Wynik niezły: na 16 pasażerów lotu na karaibską wysepkę zamieszkałą w sumie przez 5000 tubylców w awionetce było jakby nie liczyć pięcioro Polaków.

Po 20 minutach lotu, naszym oczom ukazała się okrągła, zielona, górzysta wyspa - Providencia połączona kolorowym mostkiem zwanym „Mostem Zakochanych” z drugą wysepką - Santa Cataliną. Samolot okrążył wyspę i przygotował się do lądowania, co było nieco stresujące, gdyż pas startowy wydawał się niesamowicie krótki. Pierwszą rzeczą, jaka ukazała się naszym oczom, jeszcze z powietrza, był wrak innej avionetki, która spadła na wyspę w marcu 2005 roku. W wyniku tej tragedii zginęło 7 pasażerów, w tym obydwóch pilotów. Samolot zaraz po starcie osiągnął wysokość 50 - 100 stóp i stracił kontrolę, spadając jeszcze na lotnisko. Zgodnie z opinią świadków powodem było przeciążenie awionetki, która wiozła 120 kg bagażu podróżujących turystów. Do tej pory samolotu nie uprzątnięto, co jest absolutnie zrozumiałe, kiedy pozna się funkcjonowanie leniwej Prowidencji, gdzie czas zatrzymał się już dawno temu, a rytm życia nie ma nic wspólnego z XXI wiekiem.

Lotnisko na Providencji nazywa się „El Embrujo” czyli Czar. Do tej pory nie znalazłam jeszcze odpowiedzi, czy czarodziejskim cudem jest wylądowanie na wyspie, czy czarodziejskie jest samo miejsce. Ale o tym w kolejnej części poświęconej bajecznej Providencji.

Napisz komentarz
- Prosimy o wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów.
- Ataki słowne i wulgaryzmy zostaną usunięte.
- Prosimy nie używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Imie:
Tytuł:
BBCode:Web Address Email Address Bold Text Italic Text Underlined Text Quote Code Open List List Item Close List
Komentarz:

This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Wpisz podany w okienku kod bezpieczeństwa.
RADA: Jeżeli masz trudności z odczytaniem liter w okienku, kliknij na przycisk "odśwież" (dwie strzalki), aby wygenerować nowy obraz.

Komentarze

(Dodane przez Ada w dniu - 2007-10-31 05:03:47)
Rzeczywiscie krabow. nie rakow ;) Nie skosztowalam ich niestety, bo nie moglam najesc sie tymi przepysznymi rybami co nam serwowali :) 
Widze, ze rzeczywiscie cos sie na wyspie ruszylo. Choc i tak bedzie to dla mnie zawsze namiastka raju, gdzie niekoniecznie musi byc cywilizacja. Tak jak jest jest pieknie.
Wyspa krabow
(Dodane przez Ewa w dniu - 2007-10-30 16:14:52)
Hej Ada: 
 
Jak milo poczytac, ze tu goscisz… 
 
Rzeczywiscie Providencia nazywana jest Isla de los Cangrejos, ale w tym przypadku cangrejos sa krabami, a nie rakami, bo sa to zwierzatka morskie, ktorych sa tam niesamowite ilosci: na plazy, na skalach, spacerujace po ulicy i… na talerzach, bo Providencia i Santa Catalina slyna z doskonalych dan wlasnie z krabow i innych owocow morza. Nie sa to tylko takie male krabki jak na przyklad nad Mortem Srodziemnym tylko takie konkretne 30 centymentrowe i czarne.  
 
Providencia poza tym troche sie unowoczesnila w ostatnim czasie. Ma supermarket w centrum miasteczka, wymiane pieniedzy, dwa banki z bankomatami, szpital, religijna szkole, koscioly kilku wyznan (adwentystow, bautystow, katolicki i protestancki), ma nawet kawiarnie internetowa pod bananowcem. Co prawda rzekome lacze satelitarne chodzi jak “na korbke” i do pracy sie nie nadaje, ale w jakims ewentualnym przypadku moze sluzyc do polaczenia sie ze swiatem cywilizacji. 
Pieknie
(Dodane przez Marticia w dniu - 2007-10-30 06:24:48)
Pieknie Ewo, ale wystraszylam sie tych nie sprzatnietych awionetek. Moze to ich taka strategia, zeby turysci zbytnio nie zwalili im sie na glowe i nie zniszczyli tak szybko cudownosci tej wyspy. Czekam na dalsze relacje..ciekawa jestem co tez kryje jej wnetrze:)
Wyspa "rakow"
(Dodane przez Ada w dniu - 2007-10-30 05:20:51)
Hej Ewcia. Nie wiem czy ci opowiedzieli na Providencji, ze jest to wyspa "rakow" (isla del cangrejo). Z jednej strony jest ich tam strasznie duzo, i o ile sobie przypominam, sezon, kiedy zaczynaja "wylazic" to kwiecien, a z drugiej strony, dlatego, ze nic sie tam nie posuwa do przodu, a wrecz do tylu. Jak bylismy tam z Juanem w marcu 2005 (2 tygodnie pozniej spadl ten samolot a propo), to wlasnie odjechal im z wyspy ostatni lekarz. Postepem byl jednak bankomat... i dzialal. 
Buzka, i pozdrawiam ze Stuttgartu

(Dodane przez Magda w dniu - 2007-10-30 03:04:26)
Pięknie opisujesz Kolumbię... którą nota bene jestem zafascynowana (to dzięki Marquezowi) - dlatego właśnie trafiłam na Twoją stronę:) Już od dłuższego czasu czytam Twoje reportaże, a po raz pierwszy komentuję. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy:) Pozdrawiam z Częstochowy :)
bajecznie
(Dodane przez Izka w dniu - 2007-10-29 17:18:29)
chyba nie doszla moja poprzednia wiadomosc, w kadym razie piekne widoki, bajeczne miejsce, ale do avionetki nie wiem czy bym wsiadla:-)dzielne z Was dziewczyny!

(Dodane przez w dniu - 2007-10-29 09:13:59)
Rzeczywiscie cudownie, zazdroszcze Pani tych wrażeń!!!

(Dodane przez M. w dniu - 2007-10-29 06:59:10)
Ewo, Twoje reportaże są CUDOWNE!!!!!! :-)))) Czytam je, potem zamykam oczy i wyobrażam sobie że mieszkam w Kolumbii i przeżywam to samo co Ty.TAk bardzo bym chciała polecieć do Kolumbii chociaż na 2 tygodnie i polecieć na Wyspy Rasario, a później na Providencię i St.Catalinę.Ale myślę,że tylko na marzeniach się skończy:-( Ty Ewo urodziłaś się pod szczęśliwą gwiazdą, ja nie,więc pisz jak najwięcej... Wszystko czytam. Pozdrawiam serdecznie!!!!

(Dodane przez w dniu - 2007-10-29 06:21:12)
Piekne fotki Ewo! Jak ja bym chciała znaleźć się w takim raju na ziemi :) Choc na kilka dni :)  
Pozdrowienia z Irlandii :) 
http://taita.blog.onet.pl

Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0

 
wstecz   dalej »







Powered by: Joomla     Design by: Astrolabio    Hosting by: Nidohosting
Licencia Creative Commons, Ewa Kulak

Kilka słów o mnie Teksty Ewy Kulak Galeria zdjęć prywatnych Kontakt z Ewa Taka jest kolumbia Kolumbijskie zwyczaje Fascynujące miejsca w Kolumbii Ludzie Kolumbijskie legendy Przepisy Kolumbia w fotografii Galeria Macondo Versión en espanol Wersja polska