|
Jak pisze Eduardo Galeano w jednym ze swoich opowiadań: „Świat jest morzem iskierek. Każda osoba świeci między innymi swoim własnym światłem. Nie ma dwóch identycznych ogni. Są iskry duże i iskry maleńkie i iskry we wszystkich możliwych kolorach. Istnieją ludzie o spokojnym ogniu, który nawet nie zdaje sobie sprawy z wiejącego wiatru i ludzie o ogniu szalonym, który wypełnia powietrze iskrami. Inne ognie, ognie malutkie – nie oświetlają i nie palą; a inne spalają życie z taką ochotą, że nie można na nie patrzeć bez zmrużenia oka, a ten kto się do nich zbliży, zapala się.”
Jednym z takich delikatnych, prawie niewidzialnych, ogni, który jednak świeci całym swoim żarem i silnym światłem, jest Carmel, kolumbijska dziewczyna, którą poznałam ponad rok temu. Jej prawdziwe imię i nazwisko brzmią: Carmen Cañas, ale ponieważ nie usłyszałam ich dobrze, albo zgubiłam ostatnią spółgłoskę, skojarzyłam imię z cukierkiem (caramelo po hiszpańsku cukierek) i odtąd dla mnie została Carmel.
Pamiętam, że siedziałam wcinając rogalik z migdałami we "Francuskiej Piekarni" naprzeciwko domu w Candelarii, a ona podała mi kawę z pianką, którą tak uwielbiam. Pracowała jako kelnerka w ciastkarni razem z inną dziewczyną, naszą sąsiadką, Orfą.
Kilka dni później szukałam kogoś, kto pomógłby mi posprzątać w domu i Orfa poleciła mi Carmel. Co za niespodzianka, kiedy następnego dnia w drzwiach ujrzałam tę samą dziewczynę z naprzeciwka, która przybyła, aby wziąć w swoje rące sprawy związane z miotłą, gąbką i tymi wszystkimi płynami o przeróżnych kolorach i zapachach, które kupiłam, aby nasze mieszkanie błyszczało czystością.
Opalona, mieszkanka kolumbijskiej Costy, o kręconych włosach, zawsze ciasno związanych w kitkę, niskiego wzrostu, bardzo nieśmiała, prawie nie mówiła, ale już pierwszego dnia moją uwagę zwróciła jej wyjątkowa uczciwość, dobre serce i kawowe oczy, bardzo błyszczące i inteligente; oczy spostrzegawczego obserwatora potrafiącego rozpoznać człowieka od pierwszego wejrzenia. Od tego momentu Carmel pozostała z nami stając się szanowanym i lubianym członkiem rodziny. To ona opiekuje się roślinkami, kiedy wyjeżdżamy, to ona zdobywa eukaliptus, od którego dom pachnie jak andyjski las, to ona podsuwa nam francuskie trufle jako nagrodę za wspięcie się na szczyt góry Candelarii na weekendowe śniadanie.
Jej zadedykowałam podziękowanie w mojej książce – „Dzienniku kawowym”, dlatego, że jest jedną z tych prawdziwych Kolumbijek, która dzień po dniu walczy o lepszą przyszłość, która nie boi się przeszkód pojawiających się w życiu i która wie, czego chce... Carmel, dla Ciebie, moje najlepsze życzenia w dniu Twoich 26 urodzin i dziękuje za pokazanie mi prawdziwej twarzy Kolumbii. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
ĄQué lindo! (Dodane przez Iza w dniu - 2005-07-25 12:14:25) Ewa, tus nuevos amigos de Polonia te felicitan por tus cartas tan lindas que escribes, las lágrimas solo llegan a los ojos y salen que salen. Un besote de Iza y Fabio. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |