|
Czasami zdarza się, że legendy zamieniają się w rzeczywistość. Tak stało się ze wspomnieniem pirata Henry’ego Morgana, który w 1670 r. podbił Santa Catalinę, znajdującą się wówczas w rękach Hiszpanii, osiedlił się na niej i spędził tam kilkanaście lat swojego życia, obierając wyspę za “bazę wypadową”.
Z niej atakował Panamę i kolumbijskie miasto Santa Marta i przeszkadzał hiszpańskim statkom w wywożeniu z Ameryki Południowej drogocennych skarbów, rabując je.
Aby jednak zrozumieć życie i fascynację mieszkańców Providencji i Santa Cataliny Morganem, wyobrazić sobie musimy czasy, w jakich żył ten romantyczny pirat, a mianowicie XVII wiek, czyli czas wielkich, tolerowanych wówczas bez zmrużenia okiem okrucieństw, podbojów, ataków, uprowadzeń, itd.
Henry Morgan był synem farmera – Roberta Morgana z Monmouthshire, w Anglii. Jako mały chłopiec uprowadzony został w Bristolu, skąd przesłano go na Barbados i sprzedano jako niewolnika właścielowi pewnej plantacji. W XVII wieku bowiem angielskie prawo pozwalało na swoisty rodzaj posiadania białych pracowników bardzo zbliżony do niewolnictwa.
Kiedy w 1654 Oliver Cromwell przygotowywał atak na Haiti i jego flota przebywała na Barbadosie, 19-letni wówczas Henry Morgan uciekł z plantacji i zgłosił się na staetek. Razem z załogą uczestniczył w nieudanym najpierw ataku na Santo Domingo (31 marca 1655 r.) i w podbiciu Jamaiki, która była wówczas hiszpańską kolonią. W 1666 r. posiadając już spore doświadczenie, Morgan został kapitanem własnego statku. Wtedy też podbił Santa Catalinę i z niej z grupą piratów atakować zaczął inne lądy.
Henry Morgan był bez wątpienia jednym z najbardziej romantycznym z piratów, którego Santa Catalina szanuje i kocha, powiązując z nim wszelkiego rodzaju naturalne zjawiska i miejsca. Prócz zachowanych ruin fortyfikacji Morgana i armat, które po dziś dzień stoją wykierowane lufami w stroną morza w kluczowych miejscach wyspy, pod drzewkami mango, na Santa Catalinie znajduje się również jego jaskinia. Jest to niewielkie, podłużne pomieszczenie naturalnie wyrzeźbione w skale, do którego dostać się można od strony morza lub labiryntem w górach i do którego wejście zalewane jest do pewnej wysokości przez morze, jednak centralne pomieszczenie pozostaje suche nawet podczas przypływu. W jaskini tej schronić mogły się maksymalnie trzy osoby. Podobno właśnie tam Morgan ukrył ogromny skarb, który do tej pory nie został odnaleziony.
Prócz armat i jaskini Morgan pozostawił na Santa Catalinie coś jeszcze, a mianowicie swoją własną głowę.

Na zachodnim krańcu wysepki znajduje się bowiem ogromna skała wyrzeźbiona przez morskie fale na kształt ludzkiej głowy, która omywana wodami Morza Karaibskiego patrzy w kierunku horyzontu. Ta natuarlna rzeźba nazwana została głową pirata Henry’ego Morgana.
Ale to nie wszystko. Na przeliwległej do Santa Cataliny Providencji znajduje się bowiem inna, symboliczna część ciała Morgana, a mianowicie jego pośladki. Tak nazywana jest bowiem góra, którą upodobali sobie mieszkańcy wyspy, którzy przekonani są, że to kolejna pozostałość na wyspie po legendarnym piracie.
Zresztą zobaczcie sami:

Fotografia pośladków pochodzi ze strony mojego przyjaciela Diego Forstera, www.fotografiacolombia.com | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Pozdrowienia z Polski (Dodane przez Wiesław w dniu - 2008-01-09 08:05:02) Szczęśliwego Nowego 2008 roku! Ewa i Wiesław |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |