|
Przypuszczam, że drzewa miłości istnieć muszą w wielu miejscach świata, gdyż nie identyfikują się one z żadnym konkretnym gatunkiem. Są one zawsze wytworem naszej, szalonej wyobraźni…
O pierwszym drzewie miłości usłyszałam w pewnym kubańskim miasteczku, gdzie spędziłam wakacje z moją babcią. Było to lipcowe popołudnie 2000 r. Stałam sobie w cieniu rozłożystego drzewa, pełnego ciemno pomarańczowych, prawie czerwonych kwiatów i obserwowałam stare, amerykańskie samochody, jakże charakterystyczne dla tej karaibskiej wyspy. Ulicą przechodził wówczas pewien znajomy Kubańczyk, który powiedział mi, że stoję pod drzewem miłości.
Inne drzewa miłości poznałam w Parku Retiro w Madrycie w Hiszpanii. Tym razem był to gatunek Ceris siliquastrum. Różowe i małe kwiatki tego ogromnego drzewa rosły w grupach wprost z gałęzi. Było ich tak wiele, że pokrywały drzewo w całości. Niektórzy Hiszpanie twierdzą, że popularna nazwa tego drzewa pochodzi od kształtu liści rośliny, który przypomina serce.
Inne drzewa miłości, jakie znalazłam tu i tam to: Aralia paperifer (o europejskim pochodzeniu) i Simporicarpium (o korzeniach azjatyckich), które rosną od Morza Śródziemnego po samą Azję.
Jednak tak jak wspomniałam na początku tego artykułu, drzewa miłości pojawiać się mogą wszędzie, na całej planecie, gdyż ich nazwa i związane z nimi historie zależą wyłącznie od naszej fantazji i wyobraźni.
W Meksyku, na przykład, istnieje pewna legenda związana z tą właśnie rośliną – drzewem miłości nazywanym tam oralia. Według tej legendy w samym centrum miasta Zacatecas, na przeciw byłego klasztoru San Agustín znajduje się plac, a na nim – sporych rozmiarów drzewo określane jako drzewo miłości.
W okolicach roku 1850, w jednym z kolonialnych domów, które otaczają plac po dziś dzień mieszkała Oralia – piękna, młoda dziewczyna, której imię dało początek późniejszej nazwie wspomnianego drzewa. Oralia dzieliła swe serce między dwojgiem mężczyzn: francuskim malarzem - Philippem Rondé, mężczyzną wykształconym, przystojnym, grzecznym i pełnym dobrych manier oraz ubogim, ale niezwykle dobrym (jak zawsze w takich historiach) górnikiem – Juanem, który marzył o znalezieniu błyszczącej, srebrnej żyły w kopalni, którą ofiarować mógłby swojej ukochanej.
Popołudniami Juan prowadząc swojego osla, przynosił Oralii wodę, którą ona z wielkim zapałem i poświęceniem podlewała rosnące na placu drzwo. Jednak Oralia siadała w cieniu drzewa nie tylko w obecności Juana. To samo robiła z Philippem, który z kolei opowiadał jej o swoim dalekim kraju. Juan cierpiał w ukryciu, ale zdawał sobie sprawę, że przeszkodą w jego uczuciu są różnice społeczne. Dlatego właśnie pracował bardzo ciężko w opuszczonych kopalniach, starając się za wszelką cenę znaleźć wielki skarb.
Pewnego dnia jednak Oralia zmęczyła się taką sytuacją i podwójną miłością. Zaczęła porównywać obydwóch mężczyzn, z których każdy reprezentował dla niej odmienny świat i postanowiła wybrać jednego z nich. Usiadła sobie sama pod drzewem i zapłakała, nie wiedząc, co robić. Wówczas drzewo również zaczęło płakać, a jego łzy w kontakcie z rękoma Oralii zamieniły się w naręcza białych kwiatów. Dziewczyna odzyskała spokój i podjęła decyzję, iż mężczyzną jej życia będzie definitywnie ubogi górnik Juan.
Następnego dnia Francuz przybył do domu Oralii z niespodziewaną wiadomością. Musiał wrócić do swojego kraju. Oralia, bardzo spokojna, zrozumiała natchmiast, że podjęła słuszną decyzję.
W tym samym czasie w głębokiej kopalni Juan zauważył dziwny błysk. Była to jakże poszukiwana przez niego żyła srebra. Kiedy tylko dobiegł na plac, aby opowiedzieć swej ukochanej o tym, co mu się przydarzyło, po raz drugi z drzewa spadać zaczęły w ogromnych ilościach białe kwiaty. Od tego momentu meksykańscy zakochani uważają, że ukrycie się w cieniu drzewa miłości przynosi im szczęście.
Tu – w Kolumbii również udało mi się znaleźć drzewo miłości, to samo które poznałam po raz pierwszy na Kubie kilka lat temu. Kolumbijskie drzewo miłości rośnie w wysokich Andach, które oddzielają Bogotę od regionu Valle del Cauca. Tam właśnie, wysoko w zielonych górach, co jakiś czas wyłania się czerwona plama. To jest właśnie tutejsze drzewo miłości – moje ulubione drzewo, które nie jest ani bardzo duże, ani wyjątkowo wysokie, ale które bardzo lubię, które jest wyjątkowe i zawsze zwraca moją uwagę, kiedy prowadzę samochód do Cali, pokonując Andy, po których jeździć nauczyłam się dopiero tutaj w Kolumbii. Mam do tego drzewa jakąś dziwną słabość, gdyż stanowi ono nieodłączny element tego kochanego, latynoamerykańskiego pejzażu, dodadając zielonemu tropikowi odrobiny pasji... Tej samej pasji, którą dane mi było odnaleźć w tym dalekim kraju. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Marta w dniu - 2007-11-26 04:31:50) zajebista stronka;) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |