W naszym pokoju, gdzie normalnie stoją komputery i w którym pracujemy, na żaluzji okna pojawił się dzisiejszego ranka czarny, olbrzymi motyl, czyli wielka ćma określana w Kolumbii jako „polilla”.
Spędzałam już noce w niesamowitych miejscach: w sercu afrykańskiej puszczy, gdzie wschłuchiwałam się w okrzyki małp; na statku płynącym po Nilu, słuchając szmeru wody tej najdłuższej rzeki świata; w Valladolid, w Hiszpanii, gdzie codziennie rano budziły mnie zapach świeżych rogalików z pobliskiej piekarnii i okrzyki podobno najczystszego kastylijskiego świata…
Kiedy kilka lat temu czekałam ponad sześć godzin na schodach domu mojej kameruńskiej koleżanki, na granicy afrykańskiej puszczy i sawanny w Batouri, kiedy Caroline skończy zaplatać mi takie same warkoczyki, jakie miała ona, jej córki i wszystkie sąsiadki, nie miałam pojęcia, co tak naprawdę oznaczała ta fryzura w czasach, kiedy istniało niewolnictwo.
Czasami zdarza się, że legendy zamieniają się w rzeczywistość. Tak stało się ze wspomnieniem pirata Henry’ego Morgana, który w 1670 r. podbił Santa Catalinę, znajdującą się wówczas w rękach Hiszpanii, osiedlił się na niej i spędził tam kilkanaście lat swojego życia, obierając wyspę za “bazę wypadową”.
Oryginalnymi mieszkańcami Wysp Rosario (Wysp Różańcowych) byli Indianie należący do rodziny Karib, którzy opuścili te tereny w momencie przybycia na nie konkwistadorów. Następnie, w epoce Kolonii, wyspy stały się miejscem odpoczynku i doskonałą kryjówką piratów, którzy stąd właśnie atakowali miasto Cartagenę de Indias.
Przypuszczam, że drzewa miłości istnieć muszą w wielu miejscach świata, gdyż nie identyfikują się one z żadnym konkretnym gatunkiem. Są one zawsze wytworem naszej, szalonej wyobraźni…
O zachodzie Słońca, kiedy amazońską puszczę otaczać zaczyna cień i gołym okiem trudno jest cokolowiek zobaczyć, w wodzie rzeki coś się porusza. Zanurza się i wyskakuje na powierzchnię...
Żaby zawsze wydawały mi się wyjątkowo interesującymi zwierzakami, odkąd mama przeczytała mi bajkę, z której wynikało, że w żabie ukryty może być atrakcyjny książę. Każda mała dziewczynka pragnie znaleźć takiego księcia, tak więc podczas którychś wakacji w Poniecu, razem z moją przyjaciółką złapałyśmy pewną biedną ropuchę i z pewną dozą wstrętu poganianą fantazją i odrobiną strachu (co bowiem zrobiłybyśmy, gdyby żaba rzeczywiście zamieniła się w pięknego, dorosłego księcia) pocałowałyśmy ją. Niestety albo i stety ta żaba nie była tą właściwą, gdyż moja buzia pozostała ośliniona śluzem, a żaba skoczyła do stawu i tyle ją widziałyśmy.
Mit związany z Płaczką jest obok Patasoli jedną z najpopularniejszych legend Kolumbii. Kolumbijscy rolnicy opowiadają, że są w życiu dwie rzeczy, które powodują ich strach: tygrysy, które polują i atakują nocą i krzyk Llorony.