Klinika butów

Kolumbijska odmiana języka hiszpańskiego jest wariantem niezwykle delikatnym, pełnym przenośni i wyrażeń dużo bardziej subtelnych niż te używane w języku hiszpańskim na Półwyspie Iberyjskim.

Wiele wyrażeń weszło już do mojego „prywatnego słownika” i wydają mi się one zupełnie normalne i sama używam ich na codzień:

  • ¿Qué hubo? (popularna, trochę uliczna forma „No i co tam?”)
  • Ahorita („już, zaraz, za moment, potem”, wszystko zależy, kto to mówi, gdyż „ahorita” równie dobrze może ozaczać „na święty nigdy”)
  • Es un gallo / Es una galleta (Dosłownie: “To jest kogut” albo “To jest ciastko”; właściwe jednak tłumaczenie to: “To jest problem”)
  • Estoy mama’o (Dosłownie: „Jestem wyssany” czyli „wykończony”)
  • Esto es más largo que una semana sin carne (Dosłownie: “To jest dłuższe niż tydzień bez mięsa”, w rozumieniu, że coś „wlecze się jak flaki z olejem”)
  • Esto es más feo que pegarle a la mamá (Dosłownie “Brzydszy/brzydsza niż uderzyć mamę”, czyli, że ktoś, albo coś jest wyjątkowo brzydkie).

Od czasu jednak do czasu, natykam się na pewne określenia, które wywołują mój uśmiech sympatii. I tak właśnie staje się, kiedy podróżując po Kolumbii, natykam się na:

Klinika butów

  • Klinikę butów (Clínica de zapatos)
  • Klinikę wrotek (Clínica de patines)
  • Klinikę ubrań (Clínica de ropa)

Nie trudno się domyślić, o co chodzi w tych metaforycznych nazwach. Klinika butów to nic innego jak szewc, który „leczy” zużyte obuwie; klinika ubrań – to oczywiście krawiec, a klinika wrotek to naprawa popularnych tutaj „patines”.

Lubię te kolumbijskie określenia, bo są one z reguły niezwykle kreatywne i umilają codzienne życie. Będę dalej spacerować z mocno otwartymi oczami. A nuż znajdę coś ciekawego.

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *