Początek arrow Teksty Ewy Kulak arrow Życie za granicą...

Życie za granicą... PDF Drukuj E-mail
niedziela, 29 październik 2006

Z mojego wirtualnego dziennika...
Życie za granicą – w Kolumbii, z dala od rodzinnego domu, ma niewątpliwie swoje plusy (szczególnie widoczne dla osób, którym przyszło pozostać w Polsce) i minusy, związane z inną mentalnością, bardzo swobodnym podejściem do codzienności, ogromną odległością od rodziny i przyjaciół (w erze internetu nie jest to już takie skomplikowane jak dawniej), brakiem codzienniego kontaktu z rodakami, itd.

W puszczyBędąc w Polsce, użalamy się nad sobą i najchętniej spakowalibyśmy walizkę i wyruszyli w nieznane. Będąc w Kolumbii, mamy inne problemy i od czasu do czasu napada nas tęsknota za rodzinnym krajem i nic nie jest w stanie nas powstrzymać od wskoczenia do samolotu i pognania w kierunku Warszawy. Jak to mówi moja koleżanka Basia, która pojawi się tutaj w Bogocie w wizytą u mnie za dwa tygodnie: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma..."

Dla mnie głównym problemem mieszkania w Kolumbii jest przede wszystkim rozłąka z rodziną. Wbrew pozorom, brakuje mi tu ploteczek na tarasie z moją mamą, niedzielnych kawek z babciami, wspólnego, rodzinnego obiadu, podczas którego wszyscy się przekrzykują i nie sposób dojść do słowa, ale który wspomniam z łezką w oku w tej chwili, kiedy Mario wyjechał w sprawach służbowych do Cali, a ja zostałam sama...

Drugim, poważnym problemem jest polskie jedzenie... W Kolumbii nie sposób kupić ogórków kwaszonych, które uznawane są tutaj za zepsute. Kapusta kiszona dostępna jest tylko w niemieckim sklepie "Köller". Seler w Kolumbii sprzedawany jest wyłącznie w liściach i nie wiem, czy korzeń używany przez nas w Polsce do gotowania rosołu czy też sałatki warzywnej wyrzuca się, czy też kolumbijski seler rośnie prosto z ziemi w formie liści. W każdym razie bardzo rzadko, ale korzeń selera kupić można tylko i wyłącznie w sieci luksusowych supermarketów "Pomona". Tam też dostaniemy kalarepę i czasami rabarbar - towary kupowane tylko przez obcokrajowców. Podobno w jakimś sklepie w Bogocie dostępny jest również mak, ale o tym powiedziała mi zaledwie kilka dni temu koleżanka z akademii amerykańskiej, do której uczęszczam od miesiąca - Rosjanka Tatiana Kondratieva.

Kolumbiczycy poza tym praktycznie nie mają albo i nie potrafią wyprodukować żółtych serów ani przyzwoitych wędlin. Sprzedawana tu szynka, nie urażając lokalnych uczuć, nie ma nic wspólnego z wędzonymi i soczystymi polskimi wędlinami (o czym wie już i Mario) i posiada smak ulepszonego papieru toaletowego, a narodowych, żółtych serów o sensownych cenach (nie francuskich ani holenderskich) są trzy rodzaje: mozarella, sabana i kanapkowy, czyli wszystko pozostałe.

W związku z problemem niemożliwości kupienia polskich produktów spożywczych, za którymi szalenie tęsknię, poniżej zamieszczam listę produktów, które są przez mnie uznawane za najlepszy prezent odwiedzających mnie gości z Polski.

Jeśli więc wybierasz się do Bogoty, pamiętaj o mojej liście!

  • Barsz w proszku albo płynie (zupy z buraka się tu nie jada)
  • Czekolady MILKA z orzechami i winogronem (kosztuje pięciokrotnie więcej niż w Polsce)
  • Herbata malinowa (maliny są w Kolumbii absolutnie nieznane, jest tu natomiast sporo jeżyn)
  • Herbatki w saszetkach o smaku lychee firmy DILMAH (to mój ulubiony smak, niestety niedostępny w tym regionie świata)
  • Kasza manna (absolutnie nieznana w Kolumbii)
  • Kasza gryczana (nie wiedzą, co to takiego)
  • Masa makowa w puszce do zrobienia makowca (mak podobnie jak kokaina uznawany jest za narkotyk)
  • Masa na pierniki (taka w proszku) lub przyprawy specjalne do ich produkcji (niemożliwe do zdobycia)
  • Pasztety (są, ale nietutejsze)
  • Polski chleb, taki chrupiący (oddam życie za kromkę świeżego, polskiego chleba ze smalcem)
  • Ser pleśniowy brie i camembert (są tylko francuskie)
  • Ser smażony z kminkiem (nieznany)
  • Sok malinowy - najlepiej taki domowy (nie ma malin, jak wspominałam, ani Babci, która robi taki sok)
  • Torciki wedlowskie (Wedel do Kolumbii jeszcze nie dotarł)
  • Wędliny każdego typu - przede wszystkim szynki, polędwice, wędzonka krotoszyńska, salami, baleron, metka (jest tylko Niemiec Köller, ale to nie to samo co nasi polscy producenci)
  • Żółty ser - Dużooooooooooooooooooo (nie chcę już tej mozarelli)

To chyba tyle odnośnie gastronomicznej tęsknoty za Polską...

Napisz komentarz
- Prosimy o wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów.
- Ataki słowne i wulgaryzmy zostaną usunięte.
- Prosimy nie używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej.
Imie:
Tytuł:
BBCode:Web Address Email Address Bold Text Italic Text Underlined Text Quote Code Open List List Item Close List
Komentarz:

This image contains a scrambled text, it is using a combination of colors, font size, background, angle in order to disallow computer to automate reading. You will have to reproduce it to post on my homepage
Wpisz podany w okienku kod bezpieczeństwa.
RADA: Jeżeli masz trudności z odczytaniem liter w okienku, kliknij na przycisk "odśwież" (dwie strzalki), aby wygenerować nowy obraz.

Komentarze
La Ciguena
(Dodane przez Simon w dniu - 2007-11-12 04:09:31)
niedawno zacząłem sie uczyć hiszpańskiego z czystej ciekawości zresztą... czy język używany w Kolumbii bardzo różni się czystością od używanego w EU
:)
(Dodane przez Inna Marta w dniu - 2007-06-12 05:24:58)
Nie wybierałam się nigdy do Kolumbii, ale po przeczytaniu kilku artykułów na Pani blogu zmieniam powoli zdanie. A już napewno jak przyjadę (kiedyś mam nadziejęto nastąpi) to COŚ PYSZNEGO przywiozę :))) 
Pozdrawiam.
emigranckie tesknoty...
(Dodane przez Katarzyna w dniu - 2006-12-06 00:54:40)
Witaj Ewo, zupelnie przypadkiem trafilam na Twoja strone, szukajac w internecie przepisu na chleb:) Widze, ze wszyscy, mieszkajac z dala od ojczyzny, mamy podobne tesknoty kulinarne. Moja lista byla by niemal identyczna:) Pozdrawiam z Japonii ( http://e-katka.blog.onet.pl )
Dokladnie tak...
(Dodane przez Ewa w dniu - 2006-11-07 10:58:22)
W pelni sie z Toba zgadzam, Marta... Ale juz za 10 dni przyjezdza z Polski z wizyta moja kolezanka z cala walizka jedzenia, wiec chyba humor gwaltownie mi sie polepszy...
Marzenie o kanapce z pasztetem i ogorkie
(Dodane przez Marta w dniu - 2006-11-07 10:35:13)
Wreszcie znalazlam kogos, kto mnie rozumie! Jestem tu dopiero 6 miesiecy i juz od jakiegos czasu zaczelo mnie bolec to samo co Ciebie - brak naszego jedzenia! ( a myslalam, ze to tylko moja percepcja odnosnie niektorych rzeczy:). Ser typu mozarella wszedzie: na kanapce, na pizzy, w arepie.. Szynka nie do porownania z nasza: amerykanska kanapkowa z zylami, nie do przegryzienia. Marze o kielbasie krakowskiej i szynce wiejskiej lub poledwicy sopockiej (az mi sie lza w oku kreci). Od paru tygodni mam powazny kryzys zwiazany z jedzeniem. Nie moge juz patrzec na Arroz con pollo i na zupy przyprawione cilantro. Z jakiegos powodu, gdy tylko czuje ta przyprawe, nie moge ruszyc salatki ani zupy, ktora ja zawiera. Cos w tym jest, bo tacie raz we Francji zaproponowali zupe z cilantro i tez jej nie mogl przelknac.  
W pewnym momencie wszystko mi zaczelo smakowac tak samo, ryz i ciagle ryz do wszystkiego, papka z kukurydzy z kurczakiem i zielonym groszkiem zwana Tamal (nie rozumiem czym sie tu zachwycac). Jedyne co mi w tym momencie kryzysowym smakuje, to owoce, soki naturalne i oczywiscie moje wlasne domowe zupy. Oddalabym zycie za babcine gotowanie. Jest to niewatpliwie jeden z najpowazniejszych problemow, obok tesknoty za rodzina i przyjaciolmi, zwiazny z mieszkaniem w tak dalekim i innym kulturowo kraju.

Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0

 
wstecz   dalej »







Powered by: Joomla     Design by: Astrolabio    Hosting by: Nidohosting
Licencia Creative Commons, Ewa Kulak

Kilka słów o mnie Teksty Ewy Kulak Galeria zdjęć prywatnych Kontakt z Ewa Taka jest kolumbia Kolumbijskie zwyczaje Fascynujące miejsca w Kolumbii Ludzie Kolumbijskie legendy Przepisy Kolumbia w fotografii Galeria Macondo Versión en espanol Wersja polska