|
O 7³° rano, po kilku wrzaskliwych powtórzeniach budzika, musiałam definitywnie podnieść się z pieleszy. Było mi trudno wyjść z ciepłej kołdry, szczególnie wtedy, kiedy zdałam sobię sprawę, że świat za oknem był szary i mokry... Kolumbijczycy mimo iż mieszkają w tropiku, zwykli mówić, że posiadają dwie pory roku: lato i zimę. Dzień słoneczny jest latem, deszczowy – to zima, niezależnie od miesiąca. Bardzo to łatwe i praktyczne.
Wyjrzałam przez okno. Padało. Zeszłam na ulicę w mojej czerwonej i pozytywnej, pikowanej kurteczce. Było jakoś smutno, ale mimo wszystko świat wyglądał atrakcyjnie. Chodnik stał się śliski, a moje czarne, lakierowane kozaki tańczyły na nim jak na profesjonalnym parkiecie.
I jak śpiewa w jednej ze swoich piosenek Gustavo Adolfo Renjifo, „poranek zszedł z gór […] i przespacerował […] między wąskimi uliczkami”. Szczyty gór ciągle jeszcze owinięte pozostawały w delikatną, ale gęstą mgłę. Ulica oddychała głęboko, a para przyklejała się do szyb kolonialnych okien. W oknach tych jednym palcem ludzie rysowali swoje sny, które bardzo szybko wyparowywały wraz z pojawianiem się pierwszego promyczka słońca budzącego się w górskiej jaskini u stóp Matki Boskiej z Guadalupe.
Z okien autobusu pędzącego po Ulicy Siódmej obserwowałam jak bardzo powoli mgła podnosiła się, odkrywając ze swojego porannego snu „góry – ogromne matki w zielonych płaszczach z długimi warkoczami”.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |