|
 W Polsce mój dom miał zawsze szerokie, otwarte drzwi i wypełniony był ludźmi różych ras i kultur pochodzących z różnych regionów świata. Już jako mała dziewczynka stałam się ekspertem od zapraszania gości, których poznawałam w różnych miejscach, do których wiodła mnie wyobraźnia. Od zawsze bowiem miałam w zwyczaju wymyślanie kierunków podróży i racji, dla których ów wyjazd był niezbędny, które moi rodzice najpierw cierpliwie wysłuchiwali, udając że pomysł nie za bardzo przypadał im do gustu, po czym wspierali mnie z całych sił w moich planach. Myślę, że te wszystkie podróże oraz otwarte horyzonty mojej rodziny sprawiły, że posiadam dzisiaj taką a nie inną wizję świata – otwartą, obiektywną i bardzo szeroką.
Pamiętam, kiedy któregoś dnia gościliśmy w domu grupę kameruńskich przyjaciół. Jednemu z nich – Leonardowi zrobiło się gorąco i postanowił się wykąpać. Problem pojawił się jednak w momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że nie miał on ze sobą rzeczy na przebranie. Moja mama podała mu więc ulubioną koszulę taty, którego właśnie nie było w domu. Leonard cały dumny wyszedł z łazienki i na korytarzu spotkał się z tatą, którego twarz wyrażała wszystko to, czego nie powiedział. Była to jego najlepsza koszulka, ale ponieważ jest on osobą kulturalną i gościnną nie wymówił ani słowa.
W ten sposób na przestrzeni lat nasz dom wypełniał się coraz to innymi gośćmi, którzy z jakiegoś powodu lub zbiegu okoliczności pojawiali się w naszym życiu i pozostawali w nim na długo jako bliscy przyjaciele. Ciepło gostyńskiego, rodzinnego ogniska było bowiem niepowtarzalne.
W Kolumbii starałam się zawsze, aby mój dom w Candelarii był miłym przystankiem dla wszystkich osób, jakie się w nim pojawiały. Ludzie, którzy nas odwiedzają, twierdzą, że panująca w nim atmosfera jest bardzo ciepła i że człowiek czuje się tam jak we własnym domu. Myślę, że pomagają w tym pastelowe kolory ścian i dużo przedmiotów porozrzucanych po całym mieszkaniu, które nadają mu niepowtarzalnego charakteru: świeczki, obrazki, zdjęcia, rzeźby, serwetki i kolorowe kubki w kuchni, które ja uwielbiam, ale które stają się często powodem zrzędzenia Mario, kiedy je ja kupuję. Twierdzi on bowiem, że mamy ich zdecydowanie zbyt wiele jak na dwie osoby. Ostatecznie jednak poddaje się mojej woli i z chęcią wypija kawę w ładnej filiżance.
Lubię gości i lubię kiedy mój dom wypełna się przyjaciółmi, którzy nie muszą wcześniej telefonować, aby uprzedzić o swojej wizycie, tak jak wczoraj nasz przyjaciel fotograf – Fabián i Hade – Koreanka, która przyjechała do Ameryki Południowej na dwa lata wakacji. To bardzo miłe, usiąść tak niespodziewanie na przeciw kominka, z kieliszkiem rumu i w towarzystwie osób, które się szanuje i ceni, z którymi miło spędza się czas i które nie wstydzą się zapukać, kiedy mają na to ochotę. Bez dzwonienia.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Casa Kulak... (Dodane przez Anna Kulak w dniu - 2006-02-14 02:32:04) Jak milo poczytac... Naprawde staralam sie ,by wasz rodzinny dom byl tym,do ktorego wraca sie i cialem i duchem. Jesli udalo mi sie to chocby w niewielkim stopniu-odnioslam sukces. | gracias por la invitaciňn (Dodane przez ana carolina paz w dniu - 2006-02-09 16:55:15) hola como vas espero que bien. espero que te sirva el contacto que te hize ojala te mande las frutas y todo lo que necesitas. Ewa gracias que me hiciste la verdad tengo muchos deseos de ir a tu casa ya sea la vieja o la nueva, la verdad me han hablado muy lindo de como es tu casa, la forma como la decoras como la arreglas. Pero en estos momentos no puedo ir a Bogota a conocerla por que tengo muchos compromisos, el puente de marzo hay una invitaciňn a mi finca de la familia Agredo a la cual pertenece Jeronimo; luego vienen los 15 de mi prima Sofia la cual no parece mi prima si no mi hermana, sobrina es la todera de la casa. Y por ultimo viene el evento mŕs importante en mi casa el cual yo asumo un papel secundario pero muy importante y quizas despues del lo mas lindo de la vida es por decir el evento mas importante del ańo la boda de mi hermano Alejandro y a la cual no puedo faltar por que yo soy la madrina. En este primer semestre no puedo ir cre que para el segundo semestre por que la verdad tu amistad es muy bacana y muy bonita pero lo unico que te digo es que ojala nos podamos ver en Cali la ciudad que nacio con una sonrisa de Dios sobre la tierra. Un abrazo para ti y para Mario
| :) (Dodane przez tomek w dniu - 2006-02-09 15:49:09) Oooo tak dom państwa K. jest bardzo gościnny. Ja pamiętam kiedy zacząłem odwiedzać Tusie i pamietam, ze tak troche się bałem zwłaszcza pana Kulaka,ktorego rzadko widywałem, No ale szczególnie Tusi mama przełamała pierwsze lody witając mnie szklanką soku,czestując grejpfrutem , albo jakąś słodkością i stałem się wkrótce jej kochanym Tomusiem to było bardzo miłe, No i nie dużo czasu minęło kiedy pan Kulak uśmiechał się do mnie przyaźnie kiedy odwiedzałem Tusiaka. Od tego czasu przkonałem się o tym o czym Ewa pisze powyżej. Teraz zwyczaje te kontynuuje Tusia wraz z Kubą, a wiec mimo wydawałoby się dużych zmian,które niedawno zaszły akurat to się nie zmieniło. I jestem przekonany,że podobnie jest u Ewy choć nie miałem jeszcze okazji u niej gościć:) jeszcze hihihi :P |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |