|
Po dość długiej nieobecności, pełna werwy, optymizmu i energii, wróciłam do Kolumbii. Pobyt w Polsce dobrze mi zrobił. Pobyłam z rodziną i przyjaciółmi, wymroziłam się porządnie, podjadłam naszych, polskich pyszności, których w Kolumbii bardzo mi brakuje, odwiedziłam stare kąty...
Znowu z bliska miałam moje, rodzinne miasteczko, które jednak sporo się zmieniło podczas mojej nieobecności. Mogłam nagadać się do woli po polsku, pić hektolitry herbaty malinowej, spotykać się z moją przyjaciółką Basią i nadrobić zaległości z ostatnich, trzech lat, kiedy w Polsce nie byłam.
I mimo, iż trudno było wyjeżdżać po raz kolejny, obowiązki dorosłego życia i mój nowy, kolumbijski dom wzywał.
Natychmiast po powrocie do Bogoty, zachwyceni wyjątkowo piękną pogodą (która w niczym nie przypomina stycznia w Polsce), przespacerowaliśmy się z Mario do Parku Narodowego w samym centrum kolumbijskiej stolicy, aby pooddychać trochę uliczną Kolumbią, zobaczyć „normalnych ludzi”, a nie elegancką burżuazję z centrum handlowego.
Wypiliśmy po dwa kubki każdy świeżo wyciśniętego soku z mandarynek, spałaszowaliśmy na pewno niedietetyczne smażone flaki, czyli chunchulo, ale co tam. Było radośnie, tłusto, niezdrowo i fajnie.


A Bogota jakby przygotowała się na nasze powitanie. Słońce mocno świeci, niebo jest absolutnie lazurowe, wieje delikatny wiaterek, Andy jakoś tak się wyprostowały i ubrały na zielono i wyglądają naprawdę niesamowicie. Wszystko jest jakieś radośniejsze, bardziej kolorowe i optymistyczne. Deszcze i ulewy, które powodowały moje depresje, poszły w zapomnienie, pachnie kawą, owocami i nowymi wyzwaniami. A ja jestem zadowolona. Chyba pobyt w Polsce mnie trochę „odświeżył” i znowu widzę Kolumbię jak wcześniej.
No a poza tym 1 lutego, natychmiast po powrocie z Polski dość niespodziewanie zmieniłam pracę. Pojawiała się interesująca oferta, na którą miałam ochotę już od jakiegoś roku, ale długo nic się nie wyjaśniało. Kiedy jednak propozycja padła, długo nie myślałam, tylko się zgodziłam. Na razie zachowam w sekrecie to, co robię, żeby nie zapeszać, bo dla mnie to też nowość, ale podam mały trop w postaci ilustracji, które mogą trochę podpowiedzeć, o co w tej pracy chodzi.
Jestem szczęśliwa, robię, co lubię i promuję Kolumbię. Aha... za dodatkową podpowiedz posłużyć może slogan, jaki króluje w nowej pracy i którego doskonałym przykładem mogłabym być ja sama:
Kolumbia: jedyne ryzyko polega na tym, że będziesz tu chciał(a) zostać.

Colombia: el único riesgo es que te quieras quedar.

Colombia, the only risk is wanting to stay.

| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
the only risk.. (Dodane przez Marta H w dniu - 2008-04-06 18:50:54) Colombia, the only risk is wanting to stay. w ambasadzie Kolumbii w Warszawie dostałam książeczke promującą różne regiony kolumbii właśnie z tym hasłem...i dokładnie wiedziałam, że to prawda ;) | Nareszcie z powrotem (Dodane przez Ewelina w dniu - 2008-02-13 14:24:59) Dobrze,że Jesteś z powrotem.Znowu jest coś ciekawego do poczytania.Cieszę sie ,że naładowałaś baterie i że magia Kolumbii znów działa. | Ewunia znowu radosna! (Dodane przez Anna w dniu - 2008-02-12 23:49:35) Ewik,jaki sympatyczny tekst-znowu Ci dobrze w Kolumbii! A napisz o swoim kolejnym slubie.... moc buziaczkow! | ... (Dodane przez Izabela w dniu - 2008-02-12 13:46:19) ciepły ten post, bardzo słoneczny, domyślam się jak musi w duszy grać no i nowa praca:-) bravo, cieszę sie razem z Tobą:-) | Witam PANI EWO!!! (Dodane przez KAROLINA w dniu - 2008-02-11 18:09:24) Jak dobrze ,że Pani wróciła i nadal raczy nas swymi zajmującymi opowieściami, tak skutecznie promującymi Kolumbie!!!Może kiedyś napisze Pani,jeśli oczywiście zechce, coś o pisarzu Jorge Franco o którym podobno sam Gabriel Garcia Marquez powiedział:"To właśnie jemu spośród kolumbijskich autorów chciałbym przekazać pałeczkę"Postać jaką Franco powołał do życia na kartach swej powieści, tytułowa Rosario Tijeras stała się ponoć, niemal ikoną młodego pokolenia Kolumbijczyków,symbolem współczesnej Kolumbii.Książka ukazała się w Polsce,pokazywany w kinach był także film, powstały na jej podstawie.Pozdrawiam serdecznie. | (Dodane przez artur z australii w dniu - 2008-02-09 19:25:53) Czesc Ewo. Totalnie sie zgadzam z tym sloganem.Bylo mnie strasznie zal wyjezdzac z Bogoty.Te 5 tygodni w kraju kawy byly naprawde niezapomniane i juz teraz nie moge sie doczekac by ponownie odwiedzic Kolumbie i ( tesciowa) ;-) aczkolwiek tym razem nie mam zamiaru leciec argentynskimi liniami lotniczymi.Oni sa wrecz katastrofalni.Raz jeszcze wielkie dzieki za to wszytko co robisz (twoja strone internetowa).Jest to drogocenna promocja i baza danych o kolumbii.Zycze sukcesow w nowej pracy i obiecuje kontynuowac wizyty twojej strony.wielka buzka z australii Arturo |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |