|
Zawsze uważałam, że kiedy człowiek czegoś bardzo pragnie i intensywnie o tym myśli, jest prawdopodobne, że życzenie to się spełni. Tak stało się i tym razem i było to naprawdę niewiarygodne.
Każdy z nas, kiedy słyszy słowo ‘tropik’, natychmiast przenosi się na plażę, widzi białe fale obejmujące piasek, palmy, egzotyczne owoce i upał, straszny upał... Do głowy przychodzą nam odkryte stroje kąpielowe, kolorowe hamaki i coco loco ze słomką.
Większość moich rodaków tak właśnie wyobraża sobie tropik. Mimo że wiele razy próbowałam już przekonać moich przyjaciół mówiąc im, że Bogota mimo że usytuowana jest w klimacie tropikalnym, położona jest na bardzo dużej wysokości – 2300 metrów nad poziomem morza (najwyższy szczyt Polski – Rysy mają 2499 metrów), nie posiada pór roku i nie jest tu zbyt ciepło, sądzą, że codziennie wkładam na nogi sandały i spódniczkę mini.
Pamiętam, że kiedy przygotowywałam walizkę do Kolumbii, moja mama poradziła mi, aby spakować do niej czerwoną kurteczkę, krótką, ale pikowaną. Śmiałam się wtedy, mówiąc, że gdzie ja w tym upale Kolumbii założę tę kurtkę. Dwa dni później doskonale wiedziałam już, gdzie ją włożę. W nocy w Bogocie temperatura gwałtownie spada do okolo pięciu stopni Celsjusza, z góry schodzi zimny wiatr i kurtka, szalik i rękawiczki stają się nieodzownym elementem ubrania.
Mimo chłodu bogotańskie popołudnia i noce nie mają nic wspólnego z zimą w Polsce. Szczerze mówiąc, uwielbiam tę wieczną, bogotańską wiosnę i zielony kolor w ciągu całego roku, ale przyznam się, że brakuje mi bardzo pór roku. Tęsknię za wiosną, budzącymi się do życia kasztanami, które stoją pod moim oknem w Gostyniu; tęsknię za latem, polami żółtego rzepaku i krwistoczerwonymi makami; tęsknią za jesienią i spacerami po lesie z moim dziadkiem w poszukiwniu borowików, maślaków, podgrzybków i kurek i kolorowymi liśćmi, które można wyrzucać w powietrze. Jednak najbardziej chyba tęsknią za zimą, śniegiem, niskimi temperaturami, niebieskim, bezchmurnym niebem, górami pokrytymi sosnowym lasem, czerwonym nosem i wełnanymi rękawiczkami z jednym palcem.
W tym roku brak śniegu wywołał u mnie depresję. Po raz pierwszy zdecydowałam się spędzić w Kolumbii Gwiazdkę i nie wyjeżdzać do domu w Polsce. Mimo, że spędziłam święta bardzo miło, brakowało mi naszej, polskiej zimy. Myślałam o niej bez przerwy i chyba tymi myślami przywołałam ją do Bogoty.
Wczoraj po południu niebo zrobiło się nagle czarne i padać zaczął straszny grad. W ciągu kilki minut chodniki pokryły się lodem, a ulica zamieniła się w biały tor, po którym powoli przejeżdżały przestraszone samochody, nieprzyzwyczajone do poślizgów. Dachy przypominały polskie dachy w styczniu. Przerażone kobiety wyglądały przez okna, myśląc o tym, jak uda im się wyjść z pracy na wysokich obcasach, nie wybijając przy tym zębów.
Tego dnia zdałam sobię sprawę, że w życiu nic nie jest niemożliwe – nawet śnieg i grad w kolumbijskim tropiku. Trzeba tylko bardzo czegoś chcieć i marzyć o tym, marzyć i jeszcze raz marzyć.
Poniżej przedstawiam krótki fotoreportarz obrazujący, co się tak naprawdę wydarzyło:






| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
A ja marze o sloneczku. (Dodane przez Ada w dniu - 2006-03-21 02:04:22) A u nas wieczna zima jeszcze trwa, nie wiem juz ktory miesiac z kolei. Wszyscy maja jej po dziurki w nosie i czekaja na wiosne. Takze ciesz sie Ewo z Bogotanskiego sloneczka bo naprawde jest z czego. Pozdrawiam. |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |