|
Od jakiegoś czasu zdałam sobię sprawę, że cywilizacja wcale nie jest tak dobra jak mogłoby się nam wydawać. Nie przynosi ona też samych korzyści. Po raz pierwszy zwróciłam na to uwagę, kiedy pojechałam do Kamerunu. Przez kilka tygodni przebywałam w małym miasteczku usytuowanym na granicy afrykańskiej puszczy i sawanny – Batouri, gdzie miałam możliwość poznania życia zupełnie innnego niż to, jakie wiodłam do tej pory w Polsce.
Po pierwsze w Batouri nie było bieżącej wody. Każdego dnia przynoszono mi do dyspozycji jedno wiadro wypełnone tym niezbędnym płynem i ja sama musiałam zdecydować, w jaki sposób ją wykorzystam: czy umyję zęby, włosy, czy też spłuczę w ubikacji? Nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że decyzja ta może być aż tak istotna. Posiadać dziennie 10 litrów wody i zadecydować, co z nią zrobić i jak zrobić, aby było to najlepsze z możliwych rozwiązań jest zadaniem trudnym. Bardzo trudnym.
Po drugie w Batouri (500 000 miasteczku!) nie ma prądu. Lodówki, które można tam spotkać w licznych barach, funkcjonują na zasadzie szaf, w których przechowuje się butelki z piwem (0.7 litra) o nazwie „Baobab”. Ciepłe jak zupa.
Po trzecie asfaltowa droga kończy się jakieś 50 kilometrów od stolicy kraju – Yaoundé, po czym kolejnych 500 kilometrów pokonuje się po prawdziwych wertepach i koleinach pozostawionych przez ogromne ciężarówki wywożące z puszczy drewno najlepszej jakości.
Mimo tych wszystkich trudności i wydawałoby się „braku cywilizacji”, z jakim na codzień borykają się Afrykańczycy, a ja tylko przez kilka tygodni, pobyt w Kamerunie był jedną z podróży, która najsilniej na mnie wpłynęła i która ukształtował moją wizję świata i życia, otwierając mi oczy na wiele rzeczy, na które do tej pory nie zwracałam uwagi. Była to bowiem prawdziwa lekcja świata, jakiej nigdy nie dano mi w szkole.
Wróciwszy do Europy, starłam się po raz kolejny z cywilizacją. Podglądana podejrzliwie przez moją mamę, obserwowałam otwartą lodówkę, w której świeciło się światło. Jak to możliwe, że w jednym miejscu naszej planety ludzie kładą się spać o 18:00 z powodu braku prądu, podczas gdy my oświetamy masło w lodówce? Coś tutaj nie gra, ktoś chyba tego nie dopatrzył... Starałam się bronić przed tym stanem rzeczy, walczyć z nim. Chciałam nawet wrócić do Kamerunu i zostać tam między moimi nowymi przjaciółmi, biedna, ale szczęśliwa. Pomagać im, pracować razem z nimi na lepszą przyszłość nas wszystkich. Miałam wówczas 20 lat i głowę pełną ideałów.
W tej chwili mieszkam w Kolumbii – kraju wydawałoby się dość cywilizowanym, biorąc pod uwagę południowoamerykańską rzeczywistość. I co widzę? Wioski identycznie jak w Kamerunie bez prądu, dzielnice nie posiadające bieżącej wody, gdzie ich mieszkańcy pokonywać muszą codziennie pieszo kilometry, aby dotrzeć do najbliższej rzeki i napełnić plastikowe kanistry wodą, jakże potrzebną do: picia, prania, kąpieli, gotowania, itd. Widzę ludzi bezdomnych, którzy każdej nocy poszukują w śmietniku resztek mojej kolacji, aby poczuć choćby zapach jedzenia…
W Kolumbii obserwuję 22 miliony osób, czyli 49,2% całego społeczeństwa, które żyje w skrajnej biedzie. Nie tak dawno Bank Światowy przeprowadzi badania, z których wynika, że Kolumbia znajduje się na drugim miejscu wśród krajów o największej nierówności społecznej w całej Ameryce Południowej. Kolumbię wyprzedza tylko Brazylia. Zgodnie z raportem Narodów Zjednoczonych, koncentracja bogactwa Kolumbii dochodzi do najwyższych poziomów w Ameryce Łacińskiej i jednych z najwyższych na świecie. W rękach 12 tysięcy właścicieli ziemskich znajdują się 23 miliony hektarów ziem produkcyjnych, w znacznym stopniu zdobytych w wyniku prania pieniędzy z przemytu narkotyków, podczas gdy 2,3 milionów biednych rolników dzieli między siebie 2 miliony hektarów. Jakby tego było mało 0,4% społeczeństwa koncentruje w swoich rękach 50% kolumbijskich ziem, podczas gdy 69% posiada zaledwie ich znikomą część (4,6%).
Kolumbia się afrykanizuje i podobnie jak na Czarnym Kontynencie tutejszy dramat cywilizacyjny nie wynika z braku zasobów, ale z ich nieadekwatnego podziału, bardzo niskich zarobków znacznej części społeczneństwa, korupcji i nieudolności klasy rządzącej. | Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
(Dodane przez Marta w dniu - 2006-03-01 14:03:24) Droga Ewo! Poruszyłaś niesamowicie istotny problem dotyczący nie tylko społeczeństwa żyjącego na Czarnym Kontynencie czy w Ameryce Południowej, ale także w wielu innych krajach - również europejskich.Kilka lat temu miałam możliwość przebywania na Ukrainie i mogę stwierdzić, że ludzie tam żyjący skazani są na życie w ubóstwie , właśnie ze względu na nieudolne rządy organów państwa. Ten problem obejmuje także naród polski, wielu ludzi pozostaje bez odpowiednich środków do życia zapewniających nam choćby skromny standard życia. Wpływa na to wiele czynników - myślę,że jest to nie tylko wina rządzących,ale także naszej społeczności tak bardzo zagubionej w dzisiejszym świecie. Mam dopiero 18 lat i pewnie wielu spraw i problemów nękających naszych obywateli jeszcze nie dostrzegam,wierzę jednak,że kiedy zacznę się nimi głębiej interesować będą one, choć w niewielkim stopniu "naprawione". |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |