Chcieliśmy, żeby było inaczej, bo my sami nie jesteśmy zbyt typową parą. Nie chceliśmy typowego ślubu, nie chcieliśmy szukania restauracji i jej rezerwacji na kilka miesięcy czy nawet lat wcześniej, nie chceliśmy typowych ślubnych strojów z salonów ślubnych, które kosztują krocie, nie chcieliśmy tradycyjnego polskiego jedzenia ani zabawy trwającej dzień i noc.
Skupiliśmy się wobec tego na kilku aspektach całego wydarzenia. Przede wszystkim chodziło o wybranie na ten szczególny dla nas dzień:
Wyjątkowego miejsca,
które kojarzy się z czymś szczególnym i które nie jest ani Urządem Stanu Cywilnego ani biurem notarialnym (w którym zwykło się brać cywilne śluby w Kolumbii), ani restauaracją, ani też zwykłym mieszkaniem. Takim miejscem, które w czasach współczesnych nie było świadkiem podobnego wydarzenia i które uznawane jest za dziedzictwo kulturowe nie tylko Kolumbii ale całej Ameryki Południowej, jest hacjenda "El Paraíso" w departamencie Valle del Cauca.
Hacjenda "El Paraíso" jest autentycznym miejscem, w którym rozegrała się prawdziwa historia największej, romantycznej, latynoamerykańskiej miłości opisanej w powieści Jorge Isaaksa "Maria". Hacjenda ta dzięki powieści stała się symbolem południowoamerykańskiego romantyzmu i przekształcona została dawno temu w muzeum.
Historia tego miejsca jest niezwykle romantyczna. Chodzi tu o wielką, romantyczną, a więc niemożliwą do spełnienia miłość, między ubogą kuzynką, przygarniętą w dzieciństwie przez dobrze prosperującą rodzinę Efraín´a - spadkobiercę wielkiej fortuny, plantacji trzciny, które do tej pory otaczają hacjendę i sporej części regionu Valle del Cauca.
Hacjenda położona jest na wzgórzu otoczonym plantacjami trzciny cukrowej. W jej pobliżu nie ma żadnych innych budynków. Wszędzie widać tylko plantacje trzciny cukrowej, które w promieniach silnego, tropikalnego słońca falują i wydają się być mieniącym się morzem. Cały dom otoczony jest wodnym kanałem, który stanowił w owych czasach barierę przed licznymi w tym klimacie insektami, pająkami i żmijami, które dzieki niemu nie mogły przedostać się do części mieszkalnej. Z przodu hacjendy, od strony wjazdu do samego domu, rozciąga się różany ogród, w którym bohaterka powieści - Maria zbierała świeże kwiaty i codziennie rano zanosiła je w wazonie do pokoju swojego ukochanego Efraina.
Za domem, blisko kuchni, w której pracowali niewolnicy rodziny Isaaks odbywało się w owym czasie opisywane w powieści wesele, blisko związanego z rodziną Efraina pomocnika - Bruna i Remigii. To właśnie tam młoda para tańczyła w rytmie kolumbijskich bambucos, wygrywanych przez tamburyn, bębenki i flet, wykonany z łodygi trzciny cukrowej.
Obecnie na kolumbijskich banknotach 50000 pesos znajduje się obraz hacjendy i jej symbolu – ogromnego drzewa zwanego ceiba. Hacjenda jest dziedzictwem kulturowym Kolumbii i Ameryki Południowej i nie jest wypożyczana na organizacje cermonii. W Kolumbii jednak wszystko opiera się na kontaktach i znajomościach, to też udało nam się uzyskać zgodę na realizację ślubu właśnie tam. Pierwszy raz w historii.
Strój dopasowany do klimatu i miejsca ceremonii
Nie chciałam tracić czasu na szukanie wymarzonej sukni ślubnej w Polsce, a modele proponowane w Kolumii mi się nie podobały. Pożyczanie używanej przez kogoś sukni ślubnej na tak wyjątkową okazję też mnie nie zachwycało. Po przejściu wszystkich chyba bogotańskich butików z eleganckimi rzeczami, znalazłam jeden model, który przypadł mi do gustu. Niestety sukienka była... czarna. Okazało się, że jej projektantem jest Orlando Daza - nazwisko dość znane w krawieckich kręgach, dlatego też zwróciłam się do niego osobiście o uszycie bardzo podobnej sukienki, ale w kolorze kości słoniowej. Sukienka nie jest może wyjątkowo ślubnym modelem i w niczym nie przypomina "bezy" ale za to jest wyjątkowo wygodna, powabna, skromna i doskonale komponuje się z krajobrazem hacjendy "El Paraíso".
Mario z kolei miał ochotę ubrać tradycyjną, latynoamerykańską, haftowaną koszulę zwaną guayaberą używaną na takie okazje lub liqui liqui czyli kremowy garnitur z regionu kolumbijskiej sawanny (Llano), który użyty został przez Gabriela Garcíę Márqueza w momencie odbioru z rąk króla Szwecji literackiej nagrody Nobla. W Bogocie nie udało nam się kupić ładnej guayabery ani liqui liqui, tak że ostatecznie Mario zdecydował się na szyty na miarę u krawca Prezydenta Kolumbii – Álvaro Uribe (jak się potem okazało), jasnobeżowy lniany garnitur, białą koszulę bez krawata i jasne, skórzane buty.
Symboligia i kolory
Hacjenda "El Paraíso" prócz miejsca wielkiej, romantycznej miłości tytułowej bohaterki powieści "Maria" kojarzy się niewątpliwie z ogrodem różanym pielęgnowanym przez Marię, który został zachowany do dnia dzisiejszego. Stąd właśnie pomysł nieużywania tradycyjnego welonu jako ozdoby głowy, a różanego wianka. Wybrałam dwa kolory róż, które współgrały z jasnym tonem naszych strojów: postarzany czerwony i bardzo delikatny róż wpadający w krem. Wianek był solidny, dość ciężki, a róże – duże i świeżutkie.
Do tego konieczny był indentyczny bukiet, ta sama staro-czerwona róża w klapie marynarki Mario i ozdoby stołu notariusza i tortu. Wszystko wykonane w dokładnie takim samym stylu. Poza tym wielki kosz pełen świeżych płatków róż wnosiła do hacjendy mała Abril – moja druhna, która szła przede mną od wejścia na hacjendę do ogrodu, gdzie czekał Mario, notariusz i goście. Abril obsypywała ścieżkę tymi płatkami.
Obrusy stołów i nakrycia krzeseł wybraliśmy w kolorze kremowym, złotym i wiśniowym. Można by sądzić, że są to tylko drobiazgi, jednak takie właśnie detale nadają uroczystościom atmosfery i niezapomnianego uroku.
Z polskiej tradycji ślubnej zachowaliśmy zwyczaj: czegoś starego, czegoś nowego, czegoś pożyczonego (wsuwki Anity przytrzymujące mój wianek) i czegoś niebieskiego (podwiązka) oraz rzucanie bukietem ślubnym, który złapała koleżanka Mario - Olga.
Obrączki
Zdecydowaliśmy się na skromne, delikatne i cienkie, złote obrączki, których moda nie przeminie tak szybko jak popularnego w chwili obecnej i kupowanego przez wszystkich białego złota. Złoto, to żółte, to również jeden z symboli Kolumbii.
Na obrączkach wybraliśmy następujący wpis:
Dla Mario: "Ewa 9 marca 2007 "El Paraiso"
I dla mnie: "Mario 9 marca 2007 "El Paraiso"
Muzyka, która towarzyszy ceremonii
Wspólnie z Mario chcieliśmy zaprosić na nasz ślub przyjaciółkę Mario – Fiorellę Goeta, Włoszkę z pochodzenia, która jest jednocześnie dyrektorem doskonałego chóru młodzieżowego "Escolanía", wielokrotnie nagradzanego w kraju i za granicą. Fiorella zdecydowała, że jej chór towarzyszył nam będzie w uroczystości. Escolanía w momecie rozpoczęcia ceremonii zaśpiewała przy akompaniamencie pianina "Marsza Mendelsona", a później - już w trakcie ślubu - fantastycznie wykonała trzy kolejne utwory w różnych wersjach językowych, nadając tym samym całemu wydarzeniu międzynarodowego charakteru. Najbardziej zapadł mi w pamięć przepiękny wiersz zaaranżowany na śpiewaną poezję autorstwa Urugwajczyka - Mario Benedetii zatytułowany "Te quiero" (Kocham Cię):
Te quiero /Mario Benedetti/
Tus manos son mi caricia
mis acordes cotidianos
te quiero porque tus manos
trabajan por la justicia
si te quiero es porque sos
mi amor mi cómplice y todo
y en la calle codo a codo
somos mucho más que dos.
Tus ojos son mi conjuro
contra la mala jornada
te quiero por tu mirada
que mira y siembra futuro
tu boca que es tuya y mía
tu boca no se equivoca
te quiero porque tu boca
sabe gritar rebeldía.
Si te quiero es porque sos
mi amor mi cómplice y todo
y en la calle codo a codo
somos mucho más que dos
y por tu rostro sincero
y tu paso vagabundo
y tu llanto por el mundo
porque sos pueblo te quiero
y porque amor no es aureola
ni cándida moraleja
y porque somos pareja
que sabe que no está sola.
Te quiero en mi paraíso
es decir que en mi país
la gente vive feliz
aunque no tenga permiso
Si te quiero es porque sos
mi amor mi cómplice y todo
y en la calle codo a codo
somos mucho más que dos.
Niespodzianką było natomiast dla mnie zaproszenie przez Mario andyjskiego zespołu "Bandola", o którym pisałam już na tej stronie kilkakrotnie i który uwielbiam. Zespół "Bandola" jest organizatorem odbywającego się co roku w Sevilla (Valle del Cauca) Festiwalu Bandola.
Muzycy zespołu "Bandola": María Helena (Nena); Rodrigo (el Mono), Óscar (el Negro) y Julián są bliskimi przyjaciółmi Mario, którzy stworzyli "Bandola" dwadzieścia lat temu i w chwili obecnej są najbardziej reprezentatywnym zespołem folklorystycznym w andyjskiej części Kolumbii zapraszanym na festiwale na całym świecie.
"Bandola" zaszczycił nas swoją obecnością i zaśpiewał i zagrał kilka znanych utworów ze swojego szerokiego repertuaru, między innymi "Koci ślub" ("Matrimonio de gatos"), "Żółte drzewo" ("Árbol amarillo"), itd.
Niespodzianka
Tata Mario sprawił nam nie lada niespodziankę, kiedy natychmiast po przepisowym "Tak", przemówił (a mówić umie i lubi, jako że jest wykładowcą uniwersyteckim od wielu, wielu lat) i wyjął książkę, jaką kazał wydać na cześć naszej cermonii, zatytułowaną "Mario y Ewa en el Paraíso" ("Mario i Ewa w Raju") z wybranymi fragmentami poezji latynoamerykańskiej i naszymi zdjęciami na tle hacjendy "El Paraíso".
Prezenty
W Kolumbii obecnie bardzo modne są znane od lat w Europie "listy ślubne", na których para młoda z góry wybiera prezenty w markowych sklepach, za które goście następnie płacą. Taka forma uzyskiwania prezentów ślubnych, mimo iż jest w Kolumbii obecnie preferowana, nie współgra z kolumbijską mentalnością, powodując, że wiele osób czuje się nieswojo.
My zdecydowaliśmy inaczej. Poprosiliśmy naszych gości o wzięcie udziału w ceremonii, z prośbą o nieprzynoszenie prezentów. Bardzo często bowiem młode pary w Polsce, Kolumbii i wszystkich innych miejscach na świecie zapraszają na swe śluby całe mnóstwo gości po to tylko, aby otrzymać jak największą ilość upominków lub kopert.
Upominki te to z reguły sprzęt gospodarstwa domowego. Takie darowane rzeczy nie zawsze współgrają z całością mieszkania, a prezentów nie można wyrzucać ani przekazywać dalej, wobec czego zagraca się wypieszczone mieszkanie, które stanowić zaczyna zbieraninę prezentów ślubnych, nie mających ze sobą nic wspólnego.
Innym rozwiązaniem - preferowanym przez wielu młodych ludzi są pieniądze, które najczęściej pokrywają w jakiejś tam części wydatek ślubnej ceremonii. Ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie wydawało nam się eleganckie.
Zaprosiliśmy gości nie według listy tych, którzy ofiarować nam mogą drogie prezenty, ale tych, z którymi z głębi serca chceliśmy dzielić ten wyjątkowy moment.
Natychmiastowa podróż poślubna
Zawsze podobało mi się zachodnio-europejskie zakończenie ceremonii ślubnej wyjazdem młodej pary w podróż poślubną tego samego dnia. I tak właśnie zrobiliśmy.
Nasz ślub trwał w sumie trzy i pół godziny (od 12:00 do 15:00), po czym udaliśmy się na lotnisko i w natychmiastową, a nie odkładaną "na święty nigdy" podróż poślubną.
Był to trafiony pomysł.
Pogoda
Pogody nigdy nie da się przewidzieć, ale tego dnia wydawała się ona "zamówiona". Taki klimat można sobie tylko wymarzyć: słońce oświetlające wszechobecne plantacje trzciny cukrowej, rozpościerające się jak szmaragdowe morze aż po sam horyzont, niewielkie obłoczki na niebie i ciepło, bardzo ciepło...
Było inaczej, nietypowo, oryginalnie. Nie wiem, czy lepiej czy gorzej, ale my czuliśmy się szczęśliwi, a goście opuszczali hacjendę "El Paraíso" z łezką w oku.
|
od miłośnika Benedettiego (Dodane przez Pawcio w dniu - 2008-05-26 15:03:29) Piękny ślub, piękny wiersz - i mam nadzieję, że go wprowadzacie w życie. I że macie jakieś sensowne pomysły na wydawanie forsy, której macie jak lodu ;) |
Pięknie (Dodane przez Marta K. w dniu - 2008-02-18 07:25:34) Wzruszająco. Czyli niedługo 1 rocznica Waszego ślubu:) Gratulacje. |
Ja (Dodane przez Ty w dniu - 2007-12-19 13:19:23) Też nic |
Ty (Dodane przez Ja w dniu - 2007-12-19 13:17:53) Nic |
(Dodane przez Michalina w dniu - 2007-06-19 01:29:21) Życzę szcześcia i gratuluję oby wasze życie było równie wspaniałe jak Wasz ślub.. |
pues.. (Dodane przez zapato-holandes w dniu - 2007-04-25 12:43:30) strasznie sie jakos wzruszylam:) ciesze sie z waszego szczescia, z waszego uczucia i zycze spelniania marzen we dwojke:)) |
gratuluje (Dodane przez Piotr w dniu - 2007-04-21 06:51:34) ciesze się ,że mieszkasz w kraju w którym mam rodzinę i twój mąż jest KOLUMBIJCZYKIEM BO BARDZO SZANUJE LUDZI Z TEGO KRAJU. |
gratulacje (Dodane przez monika w dniu - 2007-04-20 05:50:46) monoli.blox.pl nie znosze roz, a po raz pierwszy spojrzalam na nie niemal z uwielbieniem. cudna ceremonia, cudna para, przepiekne zdjecia! sto lat w zdrowiu i milosci!! |
(Dodane przez Judytta w dniu - 2007-04-19 00:49:51) Piękny ślub, trafiłam na twoją stronę z czego bardzo się cieszę bo interesuje mnie Ameryka Południowa, czuję do niej sentyment. POmalutku zaczynam czytać twoje zapiski i zapraszam do mnie: http://judytta.blog.onet.pl/ Hacjenda jest piękna a Wy oboje także:)))
|
Gratulacje!!! (Dodane przez Renata w dniu - 2007-04-16 04:09:59) Bardzo dziękuję, że zechciałaś podzielić się Waszym szczęściem z nami! STO LAT, STO LAT NIECH ZYJą ZYJą NAM !!!!! |
Gorace gratulacje ! (Dodane przez Jaroslaw z Warszawy w dniu - 2007-04-15 14:04:10) Dopiero teraz zajrzalem na Twoja stronke. Tak sie ucieszylem !, zaraz cala rodzinke swoja zaprosilem do komputera i Razem ogladalismy i czytalismy. WSPANIALE ! Wszyscy, bardzo goraco WAM gratulujemy tej decyzji. Slub marzenie, romantyczna sceneria, i tyle MILOSCI wokol WAS ! W tej chwili ciesze sie Wasza Radoscia. Zyczymy WAM wszystkiego najlepszego na nowej drodze Zycia, aby kolejne wspolne dni byly takie same, a nawet jeszcze lepsze, aby zawsze swiecilo dla WAS Slonce, rzeski wiatr tulil do snu, ptaki budzily ze snu, a Uczucie ktore Was polaczylo, pozwolilo pokonac wszystkie przeciwnosci losu. Konczac, zycze rowniez, aby spelnily sie Wszystkie Wasze Marzenia. Jaroslaw, Beata, Weronika i Aleksandra Flejszer ze slonecznej Warszawy. |
gratuluje (Dodane przez marlena w dniu - 2007-04-03 14:46:08) bardzo sie ciesze ze jestescie szczesliwi.gratukuje pieknej uroczystosci.caluje oboje mocno,mocno i czekam na spotkanie.troche liczylam ze moze latem tu bedzicie bo Jacek sie zeni w sierpniu i milo by nzm bylo goscic Was.ale coz c'est la vie nie mozna miec wszystkiego.jeszcze raz serdecznie sciskam Kochane chrzestne(teraz oboje!)dzieci papa ciotka Marlena z rodzina |
(Dodane przez ela w dniu - 2007-04-02 02:08:20) ślicznie razem wyglądacie!Pomyślności! |
wszystkiego najlepszego (Dodane przez ARGO-ARGUS Gosia Oczko w dniu - 2007-03-31 12:40:56) Przyjmijcie najlepsze i najserdeczniejsze życzenia na nową drogę życia. Milo, że kolejny raz okazalo się, że RAJ jest na ZIEMI. Pozdrawiam z WARSZAWY ALOHA Gosia Oczko |
ślub (Dodane przez Basia w dniu - 2007-03-23 07:55:15) Dzieki za piekna relacje z pieknego slubu Za miesiac moj slub. Wychodze za Peruwianczyka. Zycze wam samych pieknych chwil Basia |
(Dodane przez justyna w dniu - 2007-03-22 08:59:42) witaj . lubie zagladac na blogi ale twój doprawadził mnie do totalnego bezdechu . bardzo sie ciesze ze mozesz zyc w tak słonecznym kraju a ślub ... bajka....! i niech ktos mi powie ze marzenia sie niespełniaja. życze Wam wszystkiego najlepszego .justyna tez z wielkopolski. |
(Dodane przez Basia w dniu - 2007-03-21 04:21:26) Ewuń, piękna uroczystość, jakże to wszystko jest oryginalne i romantyczne!!! Wyglądałaś ślicznie w tym wianuszku a Marito jak prawdziwy latynoski amant:) Życzę żeby Wasza miłość na zawsze pozostała tak gorąca i prawdziwa jak w dniu 09.03.2007r. Ściskam:) |
(Dodane przez Kamilka w dniu - 2007-03-18 21:42:25) Ewus!!!Jestes bardzo wyjatkowa osoba i uwazam ze taki pomysl ze slubem byl bardzo trafiony i pasuje do ciebie!Nie wiem dlaczego tak bardzo to przezywam... ale wlasnie to miejsce-najbardziej romantyczne w Kolumbii bardzo oddalo wasze uczucie!Jejku jak ja sie ciesze i chyba zaraz bede plakac...Gratulacje ...za wszystko! Kamilka
|
życzę Wam dużo szczęścia (Dodane przez marzena w dniu - 2007-03-18 14:34:05) świetna relacja,fajny,niesztampowy pomysł,extra zdjęcia i atmosfera,nawet przez monitor komputera,jeszcze raz życzę wszystkiego naj,naj,naj... |
Dziękuję (Dodane przez Ewa w dniu - 2007-03-17 18:48:15) Hej Marticia: Hahahaha, nie wiem, czy bajka, ale było naprawdą wyjątkowo... Dziękuję za życzenia i teraz trzymam kciuki za Ciebie. |
Congratulazioni (Dodane przez marticia w dniu - 2007-03-17 18:41:55) Congatulazioni e tanti auguri agli Sposi!!! to tak tytulem z wloska:). Ewo, Mario, toz to nie slub, a prawdziwa bajka:). Przepieknie i brakuje mi slow..tylko moze powiedziec, ze ten kto nie wierzy w bajki powinien tu zajrzec:). Pozdrawiam serdecznie! |