|
Ten francuski film z 1990 r., będący jedną z najpiękniejszych, kinowych historii miłosnych, o której wielokrotnie już słyszałam, miałam wreszcie okazję zobaczyć kilka miesięcy temu w teatrze Gilberto Alzate Avendaño. Film wydał mi się fantastyczny.
Dzieli się on na dwie części. Pierwsza – opowiada o okresie dzieciństwa dwunastoletniego Antoine’a, kiedy odwiedza on zakład fryzjerski w swoim małym miasteczku ze zdecydowanie zawyżoną częstotliwością. Powód? Antoine jest zabójczo zakochany w przepięknej fryzjerce o dużych, okrągłych piersiach, które wystają z dekoltu jej porannika. Żyje zachwycony jej zapachem, życzliwością i delikatnym głosem. Kiedy kobieta dotyka jego chłopięcych włosów, zamyka oczy i w tym jednym momencie czuje się najszczęściwszym mężczyzną na świecie. Ten magiczny obraz pozostaje w jego umyśle na zawsze. Od tej chwili przyrzeka samemu sobie, że pewnego dnia poślubi fryzjerkę.
Wiele lat później, już dorosły Antoine, spotyka wymarzoną kobietę, nową fryzjerkę, Matilde, która staje się jego żoną, kochanką, powierniczką i przyjaciółką. Z nią postanawia spędzić resztę życia.
Z wielką prostotą, umieszczając bohaterów w jedynej scenerii, jaką jest zakład fryzjerski, z niewielką ilością odwiedzających go osób i tylko niezbędnymi dialogami, reżyser Patrice Leconte zdołał zaczarować świat tą miłosną historią, delikatną i trudną; miłością opartą na spojrzeniach i ciszy dwojga osób, z których każda jest niesamowicie samotna, ale które kochają się ponad wszystko, a jedynym czego potrzebują do życia, jest bycie razem w doskonałym dla nich miejscu, jakim jest zakład fryzjerski.
Osobowości Matilde i Antoine’a są trudne do zrozumienia, ale bohaterowie grani przez Jean’a Rochefort i Annę Galiena, w doskonały sposób oddali esencję miłości z całą jej tajemnicą, zmysłowością i pasją.
Kilka lat po ukazaniu się tego filmu na ekranie kinowym, kompozytor z Wysp Kanaryjskich – Pedro Guerra, zafascynowany tą historią, zadedykował jej piosenkę o tym samym tytule: „Mąż fryzjerki”.
| Napisz komentarz | - Prosimy o
wpisywanie komentarzy związanych z treścią artykułów. - Ataki słowne i wulgaryzmy
zostaną usunięte. - Prosimy nie
używać tego portalu do promocji swojej strony internetowej. |
|
Mąż fryzjerki (Dodane przez Tomek w dniu - 2007-06-05 18:04:10) Pani Ewo,co prawda recenzja sprzed prawie juz dwoch lat, ale bardzo interesujace spostrzezenia. Co mnie w tym filmie zaintrygowalo to jakby odwrocenie rol kobiety i mezczyzny. Mezczyzna juz w tytule okreslony jest mianem "meza fryzjerki", co swiadczyc moze o tym, iz nie odgrywa on wiekszej roli spolecznej poza byciem mezem. W zasadzie mozna to podeprzec pewnymi argumentami: nie pracuje, zamieszkuje u niej, w zasadzie nic nie robi, tylko wspomina (glos narratora) i spoglada na nia. Role kobiety i mezczyzny w idealnie szowinistycznym, patriarchalnym spoleczenstwie zostaly zaburzone. To ona utrzymuje Antoina, ona zaprasza go do swojego domu i swojego zycia. On tylko tanczy, popisuje sie i zaspokaja ja. Mimo to kochankowie sa szczesliwi, choc pomni uciekajacego czasu. Nie posiadaja przyjaciol, bo wystarcza im oni sami, nie utrzymuja kontaktow z rodzina, nie chca dzieci. Miloscia sie delektuja, wciaz zapewniajac siebie wzajemnie o jej wiecznosci. Ciesza sie drobiazgami, marza tylko o sobie. Mozliwe, ze zbyt male serce, a zbyt duze szkielko przylozylem do tego filmu :) |
Powered by AkoComment 2.0! and SecurityImage 2.2.0 |