Drzewo mango

Spędzałam już noce w niesamowitych miejscach: w sercu afrykańskiej puszczy, gdzie wschłuchiwałam się w okrzyki małp; na statku płynącym po Nilu, słuchając szmeru wody tej najdłuższej rzeki świata; w Valladolid, w Hiszpanii, gdzie codziennie rano budziły mnie zapach świeżych rogalików z pobliskiej piekarnii i okrzyki podobno najczystszego kastylijskiego świata…

Ostatnio takim niesamowitym przeżyciem było spanie w berlińskim domu Lucyny, gdzie przez całą noc na dach sypialni spadały z częstotliwością uzależnioną od porywów jesiennego wiatru włoskie orzechy. Była to jedna z najromantyczniejszych nocy.

Teraz natomiast – w tę prawie już grudniową noc przyszło mi spać w tropikalnym domu mojej koleżanki na południu Kolumbii, w którym co kilkanaście minut budziło mnie silne uderzenie. Były to spadające z rozłożystego i rosnącego w pobliżu drzewa świeżutkie owoce mango, które następnego ranka podano mi w plasterkach na śniadanie do świeżo spażonej kawy.

Drzewo mango

A o drzewie mango Vera pisze w następujący sposób, zapewniając, że historia jest jak najbardziej prawdziwa:

Na przeciw mojego domu, otoczone metalową siatką, rośnie drzewo pełne złocistych mango. W nocy teren ten jest ciemny. Tylko co jakiś czas słychać powiew wiatru i huk spadającego na ziemię dojrzałego mango.

Za dnia, miło jest popatrzeć jak ludzie nie potrafiąc się opanować przed widokiem żółtej pokusy, przeskakują płot i zatapiają zęby w soczystych owocach.

Coraz bardziej lubię to drzewo. Szczególnie od dnia, kiedy pewien mężczyzna szukając resztek jedzenia w śmieciach, na odbiór których czekała ciężarówka firmy dbającej o czystość naszych ulic, uśmiechnął się, widząc drzewo uginające się pod ciężarem dojrzałych owoców i zamienił się w ptaka i od tego czasu mieszka w gnieździe uplecionym na jego gałęzi.

/De las cosas cotidianas, Vera Carvajal/

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *