Las nochecitas

Apaguen la luz, porque va sin luz esta nochecita.
En la oscuridad, con seguridad, se oye más bonita.
Todos te cantamos, te felicitamos en este tu día,
te acompañaremos todita la noche, viva la alegría.

Demos un abrazo feliz, demos un abrazo cordial,
Qué la noche sea para ti y para nosotros ideal.
Casi nadie quiere beber, casi nadie quiere tomar.
Saca las botellas a ver qué es lo que nos vas a invitar.

Con el corazón y de corazón, con los corazones:
felicitación, felicitación, felicitaciones.
Que vivas rodeada de todos los tuyos juntos muchos años,
libre de las penas y de los dolores y los desengaños.

Demos un abrazo feliz…

Ya prendan la luz, ya queremos luz, ya queremos verte.
Sigue tan feliz, sigue tan feliz con tu buena suerte.
Hoy en la mañana te trajimos flores por las mañanitas.
Ahora vas a darnos algún agasajo por las nochecitas.

Demos un abrazo feliz…

Las mananitas

Estas son las mañanitas
que cantaba el rey David
a las muchachas bonitas
se las cantamos aquí.

Despierta, mi bien, despierta,
mira que ya amaneció.
Ya los pajarillos cantan,
la luna ya se ocultó.

Qué linda está la mañana
en que vengo a saludarte
y a darte los buenos días
acostadita en tu cama.

Despierta, mi bien, despierta,
mira que ya amaneció,
ya los pajarillos cantan,
la luna ya se ocultó.

20 lat mniej – 20 anos menos (walc)

Quisiera que mi vida regresara hacia el pasado,
tener 20 años menos y volverte a conocer.
De eso yo estoy seguro y nunca lo he dudado,
te pediria de nuevo que fueras mi mujer.

Vivir otros 20 años como los que ya han pasado,
con tantos sin sabores de nostalgia y de placer.
Volver a contentarnos si hemos estado bravos
y amarnos tiernamente hasta nuestra vejez.

Si el mundo a mi me diera la dicha y la fortuna,
de todas las mujeres poder una escoger.
Nunca lo dudaría, por ti me inclinaria,
Para hacerte mi amante, mi novia y mi mujer.

Droga życia – Camino de la vida (walc)

De prisa como el viento van pasando
los días y las noches de la infancia.
Un ángel nos depara sus cuidados
mientras sus manos tejen las distancias.

Después llegan los años juveniles,
los juegos, los amigos, el colegio,
el alma ya define sus perfiles
y empieza el corazón de pronto a cultivar un sueño.

Y brotan como manantial las mieles del primer amor,
el alma ya quiere volar y vuela tras una ilusión.
Y aprendemos que el dolor y la alegría
son la esencia permanente de la vida.

Y luego cuando somos dos en busca del mismo ideal,
formamos un nido de amor, refugio que se llama hogar.
Y empezamos otra etapa del camino.
Un hombre, una mujer, unidos por la fe y la esperanza.

Los frutos de la unión que Dios bendijo,
alegran el hogar con su presencia.
A quien se quiere mas si no a los hijos.
Son la prolongación de la existencia.

Después cuantos esfuerzos y desvelos
para que no les falta nunca nada.
Para que cuando crezcan lleguen lejos
y pueden alcanzar esa felicidad tan anhelada.

Y luego cuando ellos se van, algunos sin decir adiós,
el frió de la soledad golpea nuestro corazón.
Es por eso Amor Mío que te pido
por una y otra vez, si llego a la vejez,
¡que estés conmigo!

Rzeczy takie jak Ty – Cosas como tu (bolero)

Cosas como tú, son para quererlas,
Cosas como tú, son para adorarlas,
Porque tú y las cosas
que se te parecen
son para guardarlas en mitad del alma.

Un rayo de luna, que nos acaricia,
el perfume de una rosa desmayada,
la fuente del patio
que nos da frescura
son cosas que tienen
su gracia galana.

Por eso son cosas de inmensa poesía,
cosas que llevamos
en mitad del alma.

Yo llevo tus ojos que son dos luceros,
la miel de tu linda boca sonrosada.
Tu boca, tu pelo, tus manos de gloria
cual calcomanía en mitad del alma.

Madrigal (bolero)

Estando contigo me olvido de todo y de m?,
parece que todo lo tengo teni?ndote a ti
y no siento este mal que me agobia y que llevo conmigo
caminando esta vida que tengo y no puedo vivir.

Eres luz que ilumina las noches
en mi largo camino,
es por eso que frente al destino
no quiero vivir.

Una rosa en tu pelo parece una estrella en el cielo
y en el viento parece un acento tu voz musical
y parece un destello de luz
la medalla en tu cuello al menor movimiento
de tu cuerpo al andar.

Yo a tu lado no siento las horas que van con el tiempo,
ni me acuerdo que llevo en mi pecho una herida mortal.
Yo contigo no siento el sonar de la lluvia y el viento,
porque llevo tu amor en mi pecho como un madrigal.

Nie mów o mnie obcy

Brat

BratKorzystając z ostatnich dni, które dzielą nas od ¦wiąt Bożego Narodzenia, okresu przyjacielskich uścisków i ogromnej radości, proponuję dzisiaj uroczą piosenkę argentyńskiego autora, Rafaela Amor, spokojną i bardzo wzruszającą.

Nie mów o mnie „obcy”,
ponieważ urodziłem się daleko,
albo dlatego, że ziemia, z której pochodzę,
ma inną nazwę.

Nie mów o mnie „obcy”,
ponieważ piłem z innej piersi,
albo dlatego, że w dzieciństwie
opowiadano mi bajki w innym języku.

Nie mów o mnie „obcy”,
przecież miłość naszych matek,
miała to samo światło,
tę samą piosenkę i ten sam pocałunek,
o którym one śnią,
karmiąc swoje dzieci.

Nie mów o mnie „obcy”,
nie zastanawiaj się, skąd pochodzę.
Lepiej pomyślmy, dokąd podążamy,
dokąd prowadzi nas czas.

Nie mów o mnie „obcy”,
przecież Twój chleb i Twój ogień,
uspokajają mój głód i moje zimno,
a Twój dach mnie okrywa.

Nie mów o mnie „obcy”.
Twoja pszenica jest moją pszenicą,
Twoja dłoń jest moją dłonią,
Twój ogień jest moim ogniem,
a głód nigdy nie uprzedza,
zmienia tylko właściciela.

Nie mów o mnie „obcy”,
ponieważ przyprowadziła mnie droga,
ponieważ urodziłem się w innym społeczeństwie,
ponieważ znam inne morza
i pewnego dnia wypłynąłem z innego portu.
Przecież pożegnalne chusteczki
i zamazane źrenice tych,
których pozostawiamy daleko,
wszędzie są takie same.
Przyjaciele, którzy nas wołają
i modlitwy również są identyczne
i taka sama miłość,
z którą marzy się o powrocie.

Nie mów o mnie „obcy”,
przecież posiadamy ten sam krzyk,
to samo stare zmęczenie,
które niesie ze sobą człowiek
od początku swego istnienia,
kiedy nie istniały granice,
zanim pojawili sią oni,
ci, którzy dzielą i zabijają,
ci, którzy kradną,
ci, którzy kłamią,
ci, którzy sprzedają nasze sny…
To oni wymyślili
słowo „obcy”.

Nie nazywaj mnie obcym,
to bardzo smutne słowo,
słowo przeraźliwie zimne,
które pachnie zapomnieniem i wygnaniem.

Nie mów o mnie „obcy”.
Popatrz na Twoje dziecko i na moje,
jak trzymając się za ręce,
wspólnie biegną aż do końca ścieżki.

Nie mów o nich „obcy”.
Oni nie znają języków,
ani granic, ani flag.
Popatrz, jak idą do nieba
z gołębim uśmiechem,
który łączy ich w locie.

Nie mów o mnie „obcy”.
Pomyśl o Twoim bracie i o moim,
o ciele pełnym kul,
całującym śmiercią ziemię.
Oni, nie byli obcymi,
znali się od zawsze,
w wiecznej wolności
i zawsze wolni umarli.

Nie mów o mnie „obcy”,
spójrz lepiej w moje oczy,
głębiej od nienawiści,
od egoizmu i od strachu,
a zobaczysz, że jestem człowiekiem.
Nie mogę być „obcym”.
Nie mów o mnie „obcy”.

Indianka (Cholita)

Cholita

CholitaA tam idzie Indianka. Dokąd ona się wybiera? Indianka o opalonej twarzy i w ciemnej spódnicy. A tam idzie Indianka. Skąd ona przybywa? Niosąc na plecach swoją rzeczywistość.

Powiedz mi, śliczna Indianko, Ty, która nie posiadasz czasu ani wieku, która swoją jasnością stawiasz czoła drodze, deszczowi i zimnie. O której wstałaś, że już o tej porze jesteś w mieście?

Wstałam bardzo wcześnie, aby rozpalić ogień, rozdmuchać drewienka, podgrzać wodę, rozwałkować arepy i przecedzić kawę. Przygotowałam śniadanie dla dziecka, które idzie do szkoły, zamiotłam kuchnię, wydoiłam krowę, odwiedziłam kurnik i w końcu poszłam do narożnika łóżka i zawinęłam w chustę, która należała do mojej babci, śliczne materiały, które wczoraj skończyłam tkać. Przyszłam na targ, wierząc, że będę mogła sprzedać choć trochę, aby zanieść moim dzieciom słodki obłok i deszcz z miodem. Mój mąż natomiast poszedł do pracy.

A tam idzie Indianka. Dokąd ona się wybiera? Indianka o opalonej twarzy i w ciemnej spódnicy. A tam idzie Indianka. Skąd ona przybywa? Niosąc na plecach swoją rzeczywistość. Powiedz mi, śliczna Indianko, Ty, która nie posiadasz czasu ani wieku. Co dźwigasz na plecach? Bo od kilku już chwil słyszę, jakby ktoś płakał. A ten zapach palonego drewna i trawy na polu, dla kogo to?

To dla mojego synka, który śpi i którego zawsze noszę ze sobą, owiniętego w chustę, na moich plecach od poranka aż do zmierzchu, który waży tyle, ile cisza, ale zawsze mi towarzyszy, rozsiewa iluzje i pociesza mnie, że nie wiem, co to miłość i przyjemność. Noszę również ze sobą na plecach uśmiech, rosę i troszkę światła z poranka, którym łatam moje siły i z dumą śpiewam, że jestem kobietą. Taka jest moja historia i nie tylko moja…

/Gustavo Adolfo Renjifo/