Cańo Cristales - bo takie miejsca na tym świecie nie istnieją

Wylecieliśmy z Bogoty drugim samolotem rejsowym, który zdecydowała się uruchomić od sierpnia 2012 r. dwa razy w tygodniu (w piątki i niedziele) wojskowa, kolumbijska linia lotnicza – Satena.

Naszym celem była rzeka Caño Cristales określana w encyklopediach jako najpiękniejsza rzeka świata. Niektórzy mówią o niej też „rzeka, która uciekła z raju”. Lecieliśmy sprawdzić, czy miejsce to jest rzeczywiście tak fantastyczne i niesamowite, jak opowiadają ci szczęśliwcy, którym dane było je poznać i zobaczyć na własne oczy.

O Caño Cristales, niewielkiej jak na warunki południowoamerykańskie rzece, mającej około 100 km długości i zaledwie 20 m szerokości, usłyszałam wiele lat temu. Oglądałam kiedyś album o najpiękniejszych zakątkach naszego globu i tam właśnie znalazłam zdjęcie słynnego fotografa – Andrésa Hurtado, który pokazał po raz pierwszy światu zdjęcie tego magicznego miejsca.

Caño Cristales w obiektywie Andresa Hurtado
Najsłynniejsze na świecie zdjęcie rzeki o pięciu kolorach
wykonane przez wybitnego kolumbijskiego fotografa – Andrésa Hurtado…

Caño Cristales było wówczas zupełnie niedostępne. Na terenach tych toczyła się wojna, ulicami pobliskiego miasteczka – La Macarena spacerowała partyzantka FARC, na wzgórzu nad rzeką stała obok małego baraku wielka antena, skąd nadawano na cały otaczający region partyzanckie radio „La voz de la resistencia”, zagłuszając jakiekolwiek inne fale. Mieszkańcy uprawiali kokę, bo tylko to się opłacało i sprzedawali ją za grube pieniądze guerrilli. Ile wyprodukowali – tyle kupowano, a pieniędzy nie brakowało. Regularne wojsko bało się zbliżać do tych terenów, które ze względu na ukształtowanie terenu trudne były do ataku. Caño Cristales leży bowiem w niewysokich górach, porośniętych puszczą – Sierra de La Macarena, a otoczone jest sawanną. Mieszkańcy udawali się od czasu do czasu nad magiczną rzekę, organizując tradycyjne „spacery z garnkiem”. Nigdy jednak nie  myśleli, że to, co dla nich było normalką, rzeką, która przepływa przez ich terytorium i którą znali od zawsze, dla innych może być cudem natury. Tak jak dla nas – śnieg w styczniu nie jest żadną nowością, dla nich – czerwona rzeka to codzienność.

Caño Cristales na sawannie w Kolumbii
Wodospad na rzece Caño Cristales w Kolumbii

I właśnie w tym miejscu przepływa pięciokolorowa rzeka. Do momentu, kiedy sama nie weszłam do wody i nie zobaczyłam na własne oczy tego cuda, nie chciało mi się wierzyć, że coś takiego może istnieć. Miałam wrażenie, że znane mi zdjęcie zostało zmanipulowane albo przynajmniej lekko podkolorowane. Bo czyż możliwym jest aby gdzieś tam daleko, na kolumbijskiej niedostępnej jeszcze do niedawna sawannie, gdzie toczyły się jeszcze kilka lat temu walki regularnego wojska z partyzantką mogła istnieć w spokoju czerwono, zielono, niebiesko, żółto-czarna rzeka?

Okazuje się że tak… Góry Sierra de la Macarena, w jakich leży rzeka, uznawane są za najstarszą skałę na świecie, która liczy sobie 1 200 milionów lat i należy do tzw. „Escudo Guyanés”, stanowiącego przedłużenie ciągnące się od Wenezueli przez Gujanę i Brazylię. Skaliste dno rzeki porośnięte jest natomiast podwodną rośliną o nazwie „macarenia clavigera”, która nie pojawia się w żadnym, innym miejscu na świecie. Roślina ta pod wpływem słońca przybiera ostro czerwony kolor, który kontrastuje z czarną skałą przybierającą formę głębokich studni, które są bardzo niebezpieczne ze względu na silne wiry, jakie w nich występują. Dodatkowo niektóre fragmenty rzeki pokryte są delikatnym piaskiem, odbijającym dno rzeki na żółto. Jeśli dodać do tego błękit bezchmurnego nieba i otaczającą rzekę zieleń, otrzymujemy pięć wspomnianych kolorów. Kąpanie dozwolone jest tylko w ściśle określonych miejscach, przy niewielkich wodospadach i naturalnych basenikach, które tworzy sama rzeka. Dbając o czystość rzeki, nie należy używać środka na komary ani kremu z filtrem chroniącego przed słońcem. W dniu, w którym spaceruje się po i w okolicach rzeki, należy założyć długie spodnie i długi rękaw, gdyż słońce grzeje w tym miejscu niemiłosiernie i w ten sposób chronić się przez poparzeniem.  

Do tej pory do Caño Cristales latało się starymi samolotami DC3 ze stolicy kolumbijskiej sawanny – Villavicencio. Najpierw trzeba było tam dojechać, a to oznacza od 3 do 8 godzin (w zależności od warunków klimatycznych) drogi lądowej i dalej przelecieć z kurami, surowym mięsem, środkami czystości i wszelkimi innymi, możliwymi produktami, które dowożone są codziennie do La Macarena drogą powietrzną. Przelot w takich ekstremalnych warunkach, z piejącymi nad głową kurami w jednym pomieszczeniu wydaje mi się jednak znacznie ciekawszy niż elegancki lot nowym 32-osobowym samolocikiem Dornier 328. Lądowanie obydwóch samolotów następuje jednak na tym samym dość rustykalnym, sawannianym pasie lotniska, a wypakowywanie walizek na wóz konny to pierwszy sympatyczny obrazek na miejscu.

Dziś po guerilli nie ma śladu. Po ulicach miasteczka tłumnie spaceruje zaś kolumbijskie wojsko z wielkimi karabinami, flirtując pod sklepami z urodziwymi mieszkankami i popijając gorącą kawę. Podobno w upale na pragnienie najlepsza jest właśnie mała, czarna. Warto też do niej dołożyć lokalne pączki wypełnione dżemem truskawkowym i mocno oblane chrupiącą w zębach czekoladą. La Macarena sprawia wrażenie bezpieczeństwa i kontroli, mimo iż na górce za miasteczkiem dalej stoi ten sam partyzancki barak, skąd jeszcze kilka lat temu nadawano propagandowe audycje. W tej chwili jednak antena radiowa leży na ziemi i rdzewieje.

O czym należy pamiętać:

  • Caño Cristales w całej krasie obserwować można wyłącznie od czerwca do listopada, wtedy bowiem porastające dno rzeki rośliny kwitną. W pozostałych miesiącach rzeka traci swoją magię.
  • Caño Cristales przyjąć może dziennie tylko 240 osób, aby zagwarantować naturalną równowagę tego miejsca.
  • W pobliskiej miejscowości La Macarena nie ma wielkiego zaplecza hotelowego. W sumie w La Macarena jest 6 małych, skromnych hotelików, gdzie można jednak swobodnie się przespać.
  • Warto zabrać ze sobą dodatkowe baterie do aparatu, gdyż codziennie o 22:00 do 11:00 rano wyłączany jest w całym miasteczku prąd (wyłącza się miejski generator).
Kolory rajskiej rzeki Caño Cristales
Kolory rajskiej rzeki Caño Cristales
/Fot. Flickr – Rapunzel new (on and off)/

Teraz – już w Bogocie planuję z Kolumbia Travel organizację warsztatów fotograficznych nad tą najpiękniejszą rzeką świata. Niewiele jest bowiem dobrych fotografii tego miejsca, bo albo klimat nie taki (przy zachmurzonym niebie nie widać dokładnie ostrej czerwieni „macarenia clavigera”), albo aparat mało profesjonalny, albo ujęcie nienajlepsze. Najpiękniejsze zdjęcie Caño Cristales to do tej pory właśnie ta niesamowita fotografia, którą widziałam wiele lat temu, zanim przez głowę przeszedł mi wyjazd z Polski i zostanie na długie lata w Kolumbii. I tak sobie siedzę w Bogocie, przeglądam moje własne zdjęcia, wracam pamięcią do tej podróży i sama już nie wiem, czy ta rzeka jest prawdziwa czy ja ją sobie wyśniłam. Bo tak jak powiedział kiedyś mój tata – takich miejsc po prostu nie ma, takie miejsca nie istnieją.  

Czerwona rzeka Caño Cristales w Kolumbii
Czerwona rzeka Caño Cristales w Kolumbii
/Fot. Flickr – Caminantes del Retorno/

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *