Bujanie… po kolumbijsku

Bujane fotele w Kolumbii to swego rodzaju symbol. Symbol ciepłych regionów. To coś co dla osoby, który odwiedziła Kolumbię albo mieszkała w tym kraju przez jakiś czas na zawsze pozostanie już obowiązkowym elementem krajobrazu. Podobnie jak wysokie eukaliptusy w Andach, nieporównywalny do niczego innego intensywny zielony liści bananowca, temperatura wody w wannie kolumbijskiego morza po którym zanurzenie się w Bałtyku nigdy już nie będzie takie samo.
 
 
 
 

Niezapomniany jest też charakterystyczny zapach cynamonu, cytrynowej trawy, marakui, goździków, miodu, limonki i anyżu mieszających się w olbrzymich garnkach na ulicy w centrum Bogoty, kiedy temperatura wieczorem gwałtowanie spada i kiedy przychodzi ochota na "canelazo".        
Tego uroczego mebla określanego po hiszpańsku słowem "mecedora", od jego płynnego ruchu, zabraknąć bowiem nie może we wszystkich regionach, gdzie po upalnym dniu i po zapadnięciu zmroku (który pamiętajmy w Kolumbii leżącej niedaleko równika zapada z minimalnymi wahaniami około 18:00 przez 365 dni), mieszkańcy odpoczywają bujając się miarowo. 
Te bujane fotele najczęściej ustawiane są w tropiku na tarasach, balkonach obiegających domy, werandach (to rzadziej, bo w kolumbijskich konstrukcjach nie są to elementy charakterystyczne), czasami nawet na dachach służących za swego rodzaju balkony i na patiach. W miasteczkach wynoszone są nawet po zmroku przed domy. Tam właśnie się siada i odpoczywa, bo na ulicy łatwiej przecież obserwować sąsiadów, przybyszów i toczące się życie. W niewielkich miasteczkach na karaibskim wybrzeżu widziałam nawet całe jadalnie, gdzie przy stole zamiast krzeseł były ustawione bujane fotele. Efekt – niesamowity…
 
Miejscem, gdzie spotkać można najwięcej tego typu foteli jest zdecydowanie mój ukochany Mompox. Nie bez powodu miasteczko to znane jest nie tylko ze srebrnych filigran, ale właśnie z powodu tych mebli, które lokalni stolarze ozdabiają w niezwykle ciekawe ornamenty. Spotkać je można bardzo często także na wybrzeżu karaibskim i nad Pacyfikiem. No i oczywiście na wyspach San Andrés i Providencia. Tam jednak nie są one drewniane i tak eleganckie jak te z Mompox. Blisko morza wyplata się je z plastikowych sznurków i w ten sposób nie straszny im słony wiatr czy tropikalny deszcz. 
Bujany fotel to zdecydowanie mój ulubiony mebel, bo hamaka chyba nie można zaliczyć do mebli. Wypoczynek na nim jest dokładnie taką samą przyjemnością, a może i odrobinę większą, jeśli wziąć pod uwagę względy praktyczne i podnoszenie się, które nieprzyzwyczajonym do tego tropikalnego łoża może początkowo sprawiać pewne trudności. I tak sobie siedzę na tropikalnej werandzie mojej teściowej, przyglądam się rosnącym w ogródku bananowcom i latającym wokół nich kolorowym ptaszkom. I bujam się od czasu do czasu w rytm dobiegających gdzieś tam z oddali rytmów. I już wiem, że w tym wymarzonym domu, który widzę coraz wyraźniej, bujanego fotela na pewno nie zabraknie. Nawet jeśli nie będzie on stał ani na dachu ani na ulicy…

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *