Bo wszystkie dzieci nasze są czyli codzienność nad kolumbijskim Pacyfikiem

Kolumbijski Pacyfik to tzw. zupełnie inny świat. To wspaniały świat. Musi być niezwykły skoro nawet wieloryby wybrały go na miejsce narodzin swoich dzieci.

¯aden inny region Kolumbii nie może się z nim równać, bo tak jak żyje się w puszczy u wybrzeży Pacyfiku nie żyje się ani na Karaibach ani w Andach, ani na sawannie ani nawet w amazońskiej dżungli, choć akurat z tym konkretnym regionem można by pewne rzeczy porównywać. ¯ycie nad Pacyfikiem to życie absolutnie w zgodzie z naturą, z otaczającą rzeczywistością, to życie bardzo dalekie od tego, które znamy na co dzień.

W krajach rozwiniętych w związku z ogólnopanującym kryzysem coraz częściej mówi się o pomocy sąsiedzkiej. Ja popilnuję Ci psa, kiedy będziesz na wakacjach, a Ty przygotujesz mi tort na 20-lecie małżeństwa. Proste ale dość korzystne rozwiązanie dla jednej i drugiej strony.

Dzieci z regionu Pacyfiku w Kolumbii

Nad kolumbijskim Pacyfikiem takie realia to nie kwestia mody ani kryzysu finansowego. To tradycja funkcjonująca od zawsze. Istnieją tu bowiem 3 formy pomocy i współpracy:

Trueque (wymiana)

Jak łatwo można się domyślić trueque polega na zamianie towarów. Jeśli ja mam przed domem bananowiec, to mogę zamienić z sąsiadem, który właśnie złowił świeżego tuńczyka, tę rybę na obiad za kiść dojrzałych bananów. Ponieważ pieniędzy jest mało, taka forma wymiany okazuje się doskonałym rozwiązaniem w codziennym życiu. Nikt nie cierpi z głodu, sklepy są niepotrzebne, a wszyscy otrzymują to, czego potrzebują.   

Minga (kooperacja czyli wszyscy razem w jednym celu)

Minga z kolei to spotykana we wszystkich niemal miejscach w Kolumbii, także w Bogocie, forma wspólnej pracy dla dobra całej społeczności. To coś w stylu naszej odbudowy Warszawy po wojnie, tyle że system wspólnej pracy funkcjonuje tutaj po dziś dzień. W ten sposób zbudowane zostało wiele lat temu lotnisko w Nuqui (turystyczna stolica regionu Pacyfiku). Państwo nie miało funduszy na jego konstrukcję, więc mieszkańcy wspólnymi siłami wybudowali sobie lotnisko sami. W taki sposób w regionie oddalonym od wpływów rządu i tak skorumpowanym, że nie może liczyć na pomoc gubernatora, buduje się szkoły, szpitale, naprawia domy, konstruuje łodzie, wydeptuje ścieżki w puszczy, itd. Wszyscy pracują wspólnie, dokładnie tak, jak odbywa się to w plemionach amazońskich, kiedy młoda para otrzymuje w dniu ślubu własny dom wybudowany kilka tygodni wcześniej przez całą społeczność. Stanowi to prezent i gwarancję łatwiejszego początku nowej drogi życia. Wszyscy pomagają, bo im kiedyś również udzielono takiej pomocy.

Mano cambiada (dosłownie: ręka za rękę)    

Ta forma pomocy sąsiedzkiej wydaje mi się najsympatyczniejsza. Odnosi się ona w szczególności do opieki nad dziećmi, zwłaszcza w okresie połogu, ale nie tylko. Dzieci bowiem w kulturze Pacyfiku są dziećmi wspólnymi. Każde nowo pojawiające się w społeczności niemowlę uznawane jest za wspólne dziecko. Wszystkie kobiety w społeczności czują się za nie odpowiedzialne i są jego mamami. W ten sposób opieka nad dziećmi jest znacznie łatwiejsza, a same dzieci wiedzą, że słuchać trzeba wszystkich mam. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że jeśli matka nie posiada wystarczającej ilości pokarmu, jej dziecko karmione jest przez inną kobietę, która też tyle co urodziła. Jeśli jedno z dzieci wspina się na wysoką palmę po to, aby zerwać kokos, przechodząca w pobliżu sąsiadka, staje i pilnuje, aby dziecko z drzewa nie spadło. Kiedy jedno z dzieci zachoruje, opiekę nad nim podejmują wszystkie mamy, zmieniając się co kilka godzin przy jego łóżku. Kobieca solidarność w tej kulturze nie kończy się na słowach. Ona naprawdę działa. A dzieci wychowywane wspólnie, w podobnych warunkach rosną na wspaniałych, solidarnych dorosłych, u których udzielanie pomocy jest tak naturalne jak naturalne są codzienne przypływy Pacyfiku.

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *