Mieszane pary – zalety czy problemy?

Para

ParaOd dawna już, analizując związek mój i moich koleżanek, które zdecydowały się na życie z obcokrajowcem, zabierałam się do napisania tego artykułu. Chciałam opowiedzieć o naszym życiu, o przeszkodach na jakie napotykamy, ale również o wspaniałym i interesującym doświadczeniu z punktu widzenia socjologii.

Stare reguły miłości mówią, że aby para była szczęśliwa, powinna składać się z osób podobnych, należących do tej samej klasy społecznej, posiadających podobny stopień edukacji, urodzonych w tej samej kulturze i w jednym regionie świata. Wydaje się, że to właśnie zagwarantuje jej lepsze zgranie i zrozumienie. Przynależność do innych religii i ras, mieszkanie w różnych częściach świata, porozumiewanie się innymi językami, przyzwyczajenie do różnych gastronomii spowodować może komplikacje w codziennym życiu.

Jednym z rezultatów globalizacji są właśnie pary i małżeństwa mieszane, złożone z dwóch osób należących do dwóch różnych narodowości. Aktualnie związki te nie budzą już tak wielkich emocji jak 20 lat temu. Jak wykazują statystyki Polki na przykład, które zdobyły sobie na świecie famę doskonałych matek i żon, związując się z obcokrajowcami chętnie wybierają na życiowych partnerów mieszkańców Europy Zachodniej lub Amerykanów, aby zapewnić sobie w ten sposób lepszą przyszłość.

Innym, podobnym przykładem jest Szwajcaria – najbogatszy kraj na świecie, z Produktem Krajowym Brutto 52879 dolarów na głowę w roku 2005, po Luksemburgu i Norwegii, gdzie według danych Federalnego Biura Statystyk jedno na trzy małżeństwa jest mieszane. Szwajcarzy poślubiają przede wszystkim: Włoszki, Francuzki i Latynoski, które wydają im się bardziej atrakcyjne od swoich rodaczek. Kobiety szukają zaś lepszych warunków życia.

Życie w mieszanym związku oznacza zaakceptowanie wszelkich przeszkód i trudności prawnych, społecznych, kulturowych i finansowych, jakie się z tym wiążą. Jest to niewątpliwie wielkie wyzwanie, które należy przyjąć i odpowiednio nim kierować, aby nasze życie nie stało się koszmarem.

Nowy dom i nowa ojczyzna
Mario i EwaMieszany związek obliguje jedną z osób do opuszczenia swojego kraju, rodziny, kręgu społecznego i kulturowego. Zaklimatyzowanie się w nowym kraju nie jest zadaniem łatwym. Istotnym problemem jest niewątpliwie kwestia pracy, która odpowiadać będzie naszemu wykszałceniu i zainteresowaniom, a nie skończyć jako gospodyni domowa lub nauczycielka języka angielskiego, jak większość kobiet, które przybywają do Kolumbii.

Język i kultura
Język stanowi jeden z najważniejszych faktorów, jakie wpływają na komunikację międzyludzką. Aby dogłębnie i dokładnie zrozumieć naszego partnera konieczne jest jednak nie tylko doskonałe opanowanie jego ojczystego języka, ale również zrozumienie kontekstu społecznego, aspektów kultury, zwyczajów, form postrzegania rzeczywistości i samego życia. Nieznajomość języka i kultury kraju w większości przypadków powoduje wzajemne niezrozumienie i separację.

Tęsknota za ojczyzną
Mario i EwaKolejnym problemem, jaki należy pokonać i z jakim trzeba nauczyć się żyć, jest tęsknota za ojczystym krajem, za rodziną i przyjaciółmi. W dzisiejszych czasach dzięki wynalazkom takim jak telefon, Internet i transport lotniczy odległoście nie wydają się już tak ogromne jak 100 lat temu, kiedy jedynym środkiem transportu między kontynentami były statki, a listy dochodziły przez wiele miesięcy.

Zalety i wady dwujęzyczności
Pary mieszane najczęściej porozumiewają się w języku, który nie jest językiem rodzimym jednej z dwojga osób. Jeżeli para rozmawia ze sobą w języku obcym dla obydwóch, możemy wówczas mówić o równowadze, jeśli jednak tylko jedna z osób wyraża się w swoim ojczystym języku mogą pojawić się kłopoty w interpretacji. Dwujęzyczność wpływa jednak również na możliwość nauczenia się nowego języka i wielojęzyczne rozmowy z dziećmi.

Moim zdaniem nie istnieje na świecie kraj doskonały dla mieszanej pary. Zawsze jedna z osób będzie cierpieć. Jeśli jesteśmy w Kolumbi, ja znajduję się w sytuacji przegranej, jeśli wybralibyśmy Polskę – Mario będzie tęsknił. Czasami wydaje mi się, że dobrym miejscem dla naszej dwójki byłby kraj, w którym zarówno on jak i ja bylibyśmy obcy.

Jako Polka mieszkająca w kraju tak odległym kulturowo, jakim jest Kolumbia, zawsze czuję się inna. Rozumiem teraz komentarz mojej koleżanki z Barranquilli – Mileny Moreno mieszkającej od ponad 15 lat w Polsce, która powiedziała kiedyś, że czuje się jakby stała w rozkroku, miedzy swoim starym i nowym krajem – między Europą i Ameryką Południową. „Ty sama stajesz się w głębi duszy inna. W Polsce nie patrzą już na Ciebie jak na Polkę, a w Kolumbii nie jesteś Kolumbijką.”

I tak to właśnie wygląda. Po trzech latach pobytu w Kolumbii przyjęłam mnóstwo charakterystycznych dla tego społeczeństwa zachowań, zmieniłam sposób postrzegania życia i otaczającego mnie świata. Chyba również dojrzałam, po kolumbijsku…

Wiem, że mieszany związek jest wspaniałym doświadczeniem, które uczy tolerancji i akceptacji innych. Mario popija ciastka zimnym mlekiem – ja przygryzam je do kawy; on kąpie się rano – ja zawsze wieczorem; on woli gorące kolacje – dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest kanapka z sałatą, żółtym serem, szynką, pomidorem i szczypiorkiem; jemu prezenty na Gwiazdkę przynosi Dzieciątko Jezus, a mnie Gwiazdor; on nie wychodzi na ulicę przy 5º C – dla mnie temperatura -25º C to normalny, grudniowy klimat. Różnic między nami jest całe mnóstwo, ale są one dla nas jedynie motywem do pytań, historii, wyjaśnień i uśmiechów, gdyż dzięki nim nasze życie staje się bardziej kompletne i pełne tolerancji.

Rafting w Tobii

Rafting

RaftingRafting jest grupową dyscypliną sportu, w której wszyscy członkowie załogi pontonu, razem z tzw. „przewodnikiem” wiosłują i w sposób skoordynowany manewrują ciężarem swojego ciała, aby w ten sposób spływać z dużą szybkością po rwącej rzece. W każdym pontonie zasiada sześć – osiem osób. Jedynym wymogiem jest umiejętność pływania.

Continue reading “Rafting w Tobii”

Ogórki kwaszone z kawą

Ogorki kwaszone

Ogorki kwaszoneKiedy obcokrajowiec udaje się do innego kraju, w którym zamierza zatrzymać się na dłuższy czas, pierszym pojawiającym się objawem jest tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Dzwonimy wówczas bez przerwy do domu, aby choć przez moment usłyszeć głosy naszych rodziców i rodzeństwa i poczuć się choć odrobinę bliżej nich. Później następuje kolejny etap. Powoli zaczynamy przyzwyczajać się do nowych warunków, poznajemy ludzi, nawiązujemy nowe przyjaźnie i wtedy zaczyna nam brakować narodowego jedzenia.

Mnie w Kolumbii najbardziej brakuje wędlin, serów i czekolady. Kolumbijczycy posiadają zaledwie kilka rodzajów szynki w próżniowych opakowaniach, która ma naprawdę bardzo niewiele wspólnego z prawdziwą, wiejską, polską szybką otoczoną białym tłuszczykiem. Nie ma tutaj pasztetów, kiełbasek ani wędzonej polędwicy. Serów jest też niewiele, pochodzą z importu i są bardzo drogie. Kolumbijskie słodycze są inne od naszych, polskich. Tutaj je się arequipe (krem podobny do „Nutelli”, ale na bazie karmelu jedzony łyżką i popijany zimnym mlekiem), bocadillo (rodzaj galaretki z guayawy), „Manimoto” (orzeszki ziemne w otoczce z soli) albo czekoladki „Jet”.

Poza wędlinami, serami i czekoladą brakuje mi również w Kolumbii składników pewnych, typowych polskich dań: korzenia selera (tutaj sprzedawane są jedynie gałązki i liście selera, a korzenie tylko od czasu do czasu spotkać można w sieci supermarketów „Pomona”), korzenia pietruszki, cytryn (są tutaj tylko limonki), kapusty i ogórków kwaszonych.

Nie wyobrażacie więc sobie mojej radości, kiedy dzisiejszego ranka do „Casa Polaca” dotarła paczka pełna próbek polskich wyrobów produkowanych przez pochodzącą z ¯or fimę „Smak”. Przesłano nam dżemy malinowe, wiśniowe, porzeczkowe, grzybki w occie, śliwki i figi deserowe, buraczki tarte, kapustę kwaszoną i oczywiście kilogramowy słoik pełen kwaszonych ogórków. Słoik otwarł się w podróży i tylko dzięki temu pozwolono mi skosztować ogórków. Od dawna już nie czułam tak wielkiej radości z jakże błahego powodu. Kiedy jedząc ogórki, popijałam je kolumbijską kawą moi koledzy z pracy patrzyli na mnie, a na ich twarzy pojawiało się coś w rodzaju zdziwienia-obrzydzenia-zdrady. Dla mnie był to niezapomniany moment, magiczny powrót do domu oddalonego o 10 tysięcy kilometrów i smaku polskiej kuchni.

Mam jednak nadzieję, że niebawem pojawią się w kolumbijskich supermarketach najlepsze, polskie smaki. Wszystkie wyroby, jakie do nas dotarły, przekażemy bowiem w najbliższych dniach tutejszemu „Carrefour’ owi”, aby Kolumbijczycy mogli spróbować naszych najlepszych, narodowych delicji.

Skąd nas odwiedzacie?

Skad nas odwiedzaja?

To niewiarygodne, że strona, która nie jest publikowana w tak popularnym języku, jakim jest angielski, w ciągu zaledwie półtora roku potrafiła zgromadzić wierną rzeszę czytelnków, która obejmuje miesięcznie około 12000 osób (liczone jest tylko pierwsze wejście na stronę) i których grono codziennie się powiększa w sposób zaskakujący. Dzięki statystykom AWStats hostingu strony www.ewakulak.com znamy następujące dane:

Skąd pochodzą wizyty?

Ile pojedynczych wizyt posiadamy?

Jak przedstawiają się wizyty w zależności od miesiąca, tygodnia, dnia i godziny?

Ile czasu pozostaje internauta na naszej stronie?

Które strony wewnątrz www.ewakulak.com są najpopularniejsze?

Jakie strony internetowe posiadają linki odprowadzające do naszej strony?

Ile wizyt kierują do nas wyszukiwarki takie jak Yahoo, Google i Altavista?

Za pomocą jakich kluczowych słów znajdowana jest nasza strona w wyszukiwarkach?

Poniżej przedstawiam listę 20 najpopularniejszych krajów, z których pochodzi większość wizyt:

Skad nas odwiedzaja?

Poza tymi krajami odwiedzają nas również internauci z: Brazylii, Chorwacji, Włoch, Australii, Peru, Islandii, Holandii, Ekwadoru, Emiratów Arabskich, Taiwanu, Kostaryki, Kazachstanu, Japonii, Rosji, Urugwaju, Korei Południowej, Turcji, Puerto Rico, Norwegii, Chin, Gwatemalii, Paragwaju, Panamy, Dominikany, Malty, Ukrainy, Boliwii, Portugalii, Irlandii, Czech, Hondurasu, Ugandy, Tajlandii, Afryki Południowej, Nigerii, Słowacji, Luksemburga, Indonezji, Wietnamu, Nowej Zelandii, Barbadosu, Jugosławii, Singapuru, Jordanii, Andory, Finlandii, Armenii, Mołdawii, Hong Kongu i Nikaragui.

Kluczowe słowa, za pomocą których znajdowana jest strona to: łapacz snów, José Odóñez, kolumbijskie legendy, chontaduro, Ewa Kulak, borojó, wypadki samochodowe, sombrero vueltiao, tratwa Muisca, itd.

Kluczowe slowa

Z wszystkich podanych powyżej państw odwiedzają nas osoby, które poszukują jakiejkolwiek informacji dotyczącej Kolumbii. Dla nich wszystkich oraz nowych odwiedzających, którzy pojawiają się każdego dnia, wielkie dziękuję…

Co stało się z domenami www.polodemocratico.com i www.polodemocratico.org?

Kancelaria Prezydenta

W Kolumbii zbliżają się wybory prezydenckie i parlamentarne, w związku z czym atmosfera robi się z każdym dniem bardziej gorąca, a używane metody nie zawsze okazują się czyste i godne kandydatów.

Kancelaria Prezydenta

Aby rozejrzeć się trochę bardziej w kolumbijskiej scenie politycznej zaczęłam przeglądać programy i propozycje różnych partii. Z tego powodu zdecydowałam wejść na stronę intenetową opozycyjnej partii prawicowego rządu aktualnego Prezydenta Álvaro Uribe Vélez – Polo Democrático (Demokratyczny Biegun). Bez szukania w wyszkiwarce Google logicznie wpisałam www.polodemocratico.com, ale ku mojemu zdziwieniu zamiast strony spcjaldemokratycznej partii pojawiła się strona Kancelarii Prezydenta Kolumbii – www.presidencia.gov.co Zaskoczona wpisałam więc inny adres, który wydawał mi się możliwy – www.polodemocratico.org, ale sytuacja powtórzyła się – znowu pojawiła się strona Prezydenta.

Polo Democr?tico

Jest oczywiste, że coś tu nie gra. Obie domeny: www.polodemocratico.com i www.polodemocratico.org należeć powinny do opozycyjnej partii. Zostały one jednak skierowane na stronę Prezydenta Kolumbii. W Internecie, jak podkreśla kolumbijski ekspert i prawnik wyspecjalizowany w prawie internetowym – Felipe Sánchez, taki rodzaj nielegalnych działań określany jest jako linking. Link jest odnośnikiem wprowadzonym przez wykonawcę lub właściciela strony internetowej za pomocą języka Hypertext Markup Language (HTML), który w momencie kliknięcia przenosi internautę na inną stronę.

Powyższy rodzaj internetowych praktyk ma na celu zbicie z tropu internauty. Aby takie działanie było legalne należałoby w momencie realizacji linku posiadać autoryzację właściciela strony i przedstawić użytkownikowi strony legalne (tzw. disclaimers), w których poinformowano by intenautę o wyjściu ze strony, na jakiej się aktualnie znajduje i wejściu na inną stronę. Oczywiście w przypadku strony Polo Democrático i Kancelarii Prezydenta niczego takiego nie uczyniono.

Moje dochodzenie prowadziłam dalej. Okazuje się, że obie domeny: www.polodemocratico.com i www.polodemocratico.org zarejestrowane i kupione zostały 28 października 2003 r. na okres trzech lat (do 28 października 2006) przez firmę MultipleNames.com z siedzibą w Miami.

Z drugiej strony, wpisując w wyszukiwarce Google ‘polodemocratico.com’ jedynym linkiem jaki się pojawia, jest strona kolumbijskiej Policji (?).

Polic?a Nacional

Tutaj pojawiają się pytania:

1. Kto skierował domeny www.polodemocratico.com i www.polodemocratico.org na inną stronę internetową?

2. Czy administratorzy strony internetowej Prezydenta Uribe nie zdali sobie do tej pory z tego sprawy?

3. Czy przeprowadzono jakiekolwiek dochodzenie w tej sprawie?

4. Czy to jedynie przypadek, że kieruje się internautów chcących zajrzeć na stronę internetową lewicowej partii na stronę Kancelarii urzędującego i kandydującego zarazem Prezydenta o poglądach sprzecznych do lewicowych i robi się to dokładnie przed wyborami prezydenckimi?

Pytań jest wiele, zbyt wiele, ale najstraszniejsze jest to, że takimi działaniami narusza się wolność głosu opozycji, blokuje się dostąp do innych programów politycznych i alternatyw dla Kolumbii. Metody takie nie są czyste, ale niewątpliwie bardzo pomocne, gdyż nie sądzę, aby wiele osób po dwóch nieudanych próbach dalej szukało interesującej ich strony, dzięki której powstał ten artykuł. Polo Democrático ukryty jest bowiem pod jedyną wolną i niezablokowaną do tej pory domeną – www.polodemocratico.net.

Ewa Kulak i jej choCULA

Chocula

Chocula„Z punktu widzenia rodzinnego jest to niepowtarzalny napój na śniadanie i kolację wtedy, kiedy herbata lub kawa nie są dobrze widziane.”

Pasja ludzi wobec czekolady narodziła się na długo wcześniej niż moglibyśmy przypuszczać – tysiąc lat wcześniej, gdyż jej początki odnoszą się do prehistorii Nowego Świata i tajemniczego królestwa Olmeków i Majów.

Od dziecka uwielbiałam ten ciemny, delikatny, słodki, klejący i zmysłowy napój. Czekolada była i jest dla mnie źródłem przyjemnego smaku a zarazem „autentycznym balsamem dla spragnionych ust.” (Stephani Blancardi, włoska lekarka, 1650-1702).

Myślę, że to właśnie dlatego kiedy kilka dni temu Orlis przygotowała dla mnie choculę – czyli napój odziedziczony po indiańskich przodkach, charakterystyczny dla południowoamerykańskich ziem, od razu poprawił mi się nastrój, a ten magiczny moment chciałam zatrzymać na dłużej. Na bardzo długo.

ChuculaChocula jest mieszaniną następujących zbóż: kukurydzy, pszenicy, jęczmienia, grochu i fasoli prażonych i mielonych na kamieniach, stopionej paneli, kakao w ziarnach, cynamonu i goździków. Z takiej gorącej masy, która parzy damskie dłonie kolumbijskich wieśnaczek, które wyspecjalizowały się w jej produkcji, przygotowuje się kulki, a nich z kolei – pienisty i gęsty napój, znany jako eliksir bogów – pyszną czekoladę. Francuscy lekarze twierdzą, iż napój ten jest doskonałym antidotum na złamane serca. Nie wiem, nigdy nie potrzebowałam takiego lekarstwa. Wiem jednak, że podczas pierwszych lat pojawienia się czekolady w Europie, napój ten zarezerwowany był wyłącznie dla szlachty. W XVII wieku wielkie osobistości ówczesnego świata, takie jak Cardinal Richelieu, Casanova i Madame Du Barry pijali czekoladę, gdyż pozytywnie wpływała ona na ich romanse.

ChoculaBrillat-Savarin w swojej książce „Physiologie du Gout” (Psychologia smaku) stwierdza, że czekolada, pieczołowicie przygotowana jest napojem kompletnym i bardzo przyjemnym… odpowiednim dla kogoś, kto realizuje duży wysiłek umysłowy, dla kaznodziejów, adwokatów i przede wszystkim podróżników…”

Jako podróżniczka uzależniona od czekolady będą ją piła o każdej porze dnia i nocy, a jeśli będzie jest to gęsta i gorąca chocula, zrobię to jeszcze chętniej, ponieważ „nie ma żadnego powodu, aby obawiać się lub przestać pić czekoladę.” /Maurice Ohayon/ 

Jeziorka w sercu puszczy

Puszcza w San Cipriano

Puszcza w San CiprianoSan Cipriano jest naturalnym rezerwatem usytuowanym w samym sercu dżungli na wybrzeżu Oceanu Spokojnego. Powietrze jest tutaj bardzo wilgotne i gorące, wypełniając życiem wszystko, co napotka na swojej drodze. Jest to drugi na świecie region o tak wysokim stopniu wilgotności powietrza oraz ilości opadów. Z tak olbrzymią ilością pary wodnej, ciało stale pokryte jest kropelkami potu.

Continue reading “Jeziorka w sercu puszczy”

San Cipriano – tam, gdzie spotkamy prawdziwe czarownice

Czarownica

CzarownicaW Kolumbii istnieje kilka środków transportu, w dużej mierze tradycyjnego i powszechnie znanego dla każdego obywatela, niezależnie od jego narodowości, jednak w kolumbijskiej puszczy pojawia się pewien środek transportu szynowego absolutnie wyjątkowy, a mianowicie prawdziwe „czarownice”.

Continue reading “San Cipriano – tam, gdzie spotkamy prawdziwe czarownice”

Związki polsko – kolumbijskie czyli gra komputerowa “Wojna w Kolumbii”

Jako Polka mieszkająca od blisko trzech lat w Kolumbii mam w zwyczaju rozpoczynać każdy dzień od przeglądu internetowej prasy. Od dawna już w polskich mediach nie pojawiała się żadna wzmianka dotycząca Kolumbii, aż do dzisiejszego dnia, kiedy w jednym z polskich portali – Wirtualnej Polsce znalazłam artykuł związany z Kolumbią, który jak możnaby się tego niestety spodziewać nie był w żadnym stopniu pozytywny.

Okazuje się, iż pewna polska firma której nazwy tutaj nie wspomnę, aby nie robić jej reklamy wypuszcza właśnie na europejski, azjatycki i amerykański rynek nową grę komputerową, która jest częścią całej sagi poświęconej wojnie i walce z terroryzmem, pod nazwą „Terrorist Takedown”.

Po grach, których akcja toczyła się na Bliskim Wschodzie i w Somalii, przyszedł czas na kolumbijską puszczę. Nazwa gry nie może być bardziej dobitna – Wojna w Kolumbii. Treść wydawać by się mogła łatwa do przewidzenia. „Rząd Stanów Zjednoczonych zmęczony bandytami zarzucającymi cały kraj narkotykami i wyjeżdzającymi z kieszeniami pełnymi pieniędzy, decyduje wyzwolić się z sieci kolumbijskiej mafii dzięki oddziałom Amerykańskich Sił Specjalnych. W ten sposób wybucha wojna w Kolumbii” – tak opisuję grę największy, kolumbijski dziennik „El Tiempo” w dniu 13 stycznia 2006 r. Gracz zagłębia się w puszczę, strzelając i zabijając z zimną krwią przemytników narkotyków i używając od czasu do czasu charakterystycznych słów: cocaine, violence i money.

Dyrektor firmy, która wyprodukowała grę – Marek Tymiński twierdzi, że „Terrorist Takedown” nie jest oparty na faktach. Scenariusz to fikcja literacka, a „naszą intencją nie jest oczernianie Kolumbii. Zatrudniamy kolumbijskiego konsultanta, aby jak najwierniej zaprezentować ten kraj.”

Nie jest to pierwszy przykład „promocji” Kolumbii na świecie. Aby poznać obraz Kolumbii oczami Polaków, postanowiłam poszperać w komentarzach zamieszczonych pod artykułem. Większość moich młodych rodaków nie widzi nic złego w nowym, komputerowym produkcie i podkreśla, że nie rozumie dlaczego tworzy się problem skoro wszyscy wiedzą, iż Kolumbia jest krajem, w którym kokaina jest główną uprawą eksportową, a przemyt narkotyków w pełni popierany jest przez kolumbijskie społeczeństwo.

Zgodnie z tym co przeczytałam, opis Kolumbii dostarczony został przez rzekomego konsultanta polskiej firmy. Nie pojmuję jednak, jak rodowity Kolumbijczyk może utrwalać nieprawdziwy i przeinaczony obraz Kolumbii jako kraju narkotyków i wojny, zamiast starać się wpłynąć na zmianę tego międzynarodowego stereotypu. Podejrzewam, że zarówno producent gry jak i konsultant czynią to tylko i wyłącznie z motywacji ekonomicznych.

Najsmutniejszy jest jednak fakt, iż poruszając się na granicy prawa wykorzystuje się cierpienie kraju, konklikt zbrojny, śmierć niewinnych ludzi i jakże złożony problem przemytu narkotyków, którego nie udało się rozwiązać pokojowo na przestrzeni dziesięcioleci – do stworzenia gry komputerowej, która nie służy niczemu innemu jak chorej rozrywce i oczywiście sporemu zarobkowi jej twórców.

Gra, jak sama jej definicja mówi, powinna być przyjemnością i rozrywką i służyć jako przykład i model zdrowej zabawy a nie źródło agresji, przemocy i przerysowywania obrazu kraju, który ma o wiele więcej do zaoferowania niż wojna i kokaina.

Rzekomy, kolumbijski konsultant wyrządził ogromną krzywdę milionom osób, które mieszkają w Kolumbii, które cierpią podróżując, gdyż wszystkich Kolumbijczyków traktuje się jak przemytników narkotyków. Wyrządził krzywdę osobom, które ciężko pracują, aby zapewnić lepszą przyszłość swoim dzieciom i które wysiłkiem i inteligencją budują każdego dnia obraz swojego, kochanego kraju – kraju ludzi pracowitych, kreatywnych i silnych, którym przyszło żyć w centrum wojny, bo nie mogli wybrać innego miejsca narodzin ani domu.

Dlaczego polska firma nie wypuści na światowy rynek zabawnej gry, która zaprezentuje światu obraz – symbol Polaków, czyli brudnych pijaków i złodziei? Byłby to zapewne kolejny, międzynarodowy hit…

Moja Buenaventura

Selva

SelvaBez wątpienia droga, jaka prowadzi z Cali do Buenaventury, znana jako Vía al Mar (Droga do Morza) stanowi jedną z najbardziej malowniczych tras, po jakich podróżowałam w Kolumbii. W przeciągu zaledwie trzech godzin udało mi się bowiem doświadczyć niesamowitej różnorodności klimatów i krajobrazów.

Continue reading “Moja Buenaventura”