Patacon – kreolska pizza z platana

Patacones

PataconesHistoria żywności związana jest zawsze z następującymi aspektami: warunkami geograficznymi, glebą, klimatem i historią. To właśnie dlatego kolumbijska kuchnia określana jest jako kreolska, gdyż jest ona rezultatem połączenia elementów gastronomii hiszpańskiej i indiańskiej. Tradycyjne, kreolskie potrawy łączą w sobie zdolności kulinarne przodków i koloryt kolumbijskiej ziemi. Jest to kuchnia niewiarygodnie bogata w smaki, kolory, składniki i techniki, posiadająca dania odpowiednie na każdą okazję.

Jednym z moich ulubionych, kreolskich dań jest bez wątpienia patacón, którego głównym składnikiem jest zielony platan. Zielony platan, mimo że pojawił się tutaj dzieki dominikańskim mnichom, związany jest ze stołem kuchennym Kreolów i określany jest jako chleb biednych. Danie to ma około 195 lat, a ponieważ jest jedynie bazą, podawane może być, podobnie jak włoska pizza, praktycznie z każdym rodzajem dodatków.

Patac?nDo przygotowania pataconów potrzebne są zielone platany, które należy obrać i dokładnie podusić młotkiem kuchennym (jak kotlet). Kiedy są już cieniutkie, smaży się je w gorącym oleju do momentu aż przybiorą złoty kolor.

Podaje się je w zależności od gustu z: kukurydzą, brokułami, czerwoną papryką, mięsem, guacamole (sos z awokado), boczkiem, owocami morza, pomidorami, serem, ziemniakami, kurczakiem, pieczarkami, cebulą, w dowolnym kombinacjach. Wszystko to układa się na pataconie lub na osobnym talerzu, aby nie pomoczyć i nie zmiękczyć platanowej bazy.

W kraju Przenajświętszego Serca Jezusowego rzeczywistość przerasta fikcję

Przenajswietsze Serce Jezusowe

Przenajswietsze Serce JezusoweW większości kolumbijskich domów głównym elementem pokoju wypoczynkowego jest obraz Przenajświętszego Serca Jezusowego oświetlony żaróweczką i ozdobiony sztucznymi kwiatami z plastiku. Przenajświętsze Serce Jezusowe jest symbolem Kolumbii i związane jest z rolą polityczną, jaką odegrał Kościół w kolumbijskiej historii. Jego wpływ na różne aspekty kolumbijskiego życia: religijnego, społecznego, politycznego, ideologicznego i artystycznego jest ogromny.

Wszystko zaczęło się od zdania w problematycznej księdze Biblii zatytułowanej „Pieśń nad Pieśniami”: „Twoje piersi (senos) są rozkoszniejsze niż wino”. Jeden z pierwszych Ojców Kościoła – Orígenes (185-254), zinterpretował termin seno jako początek duchowej miłości i przetłumaczył je jako pierś (pecho). Rufino, który z kolei przełożył Biblię z greckiego (wcześniejsze tłumaczenie z hebrajskiego) na łacinę zmienił słowo pierś (pecho) na serce (corazón). Te nieścisłości obu tłumaczeń dały początek całemu zamieszaniu związanemu z konceptami miłości i serca.

Nowe tłumaczenie biblijnego tekstu, tym razem na język hiszpański, zrealizowane przez Desclée de Brouwer’a, stworzyło kolejny wariant, tym razem wygodniejszy dla moralnej wrażliwości Kościoła: „Twoje miłości są lepsze od wina”. Z czasem – w ¦redniowieczu bogactwo znaczeniowe tego symbolu znacząco się poszerzyło, dając mu nowe definicje: zjednoczenie, centrum, naprawa, ból i walka.

Wstąpienie Kolumbii do świata kultury pisanej związane jest również z Przenajświętszym Sercem Jezusowym. Pierwszą książką wydrukowaną w Nowej Granadzie była nowenna do Przenajświętszego Serca Jezusowego ojca Juana de Loyoli (1739). W roku 1765 Papież Klemens XIII uznał kult Przenajświętszego Serca Jezusowego, wywołując tym samym nigdy wcześniej niespotykaną euforię.

Przenajswietsze Serce JezusoweSymbol ten przybrał na sile w Konstytucji kolumbijskiej z roku 1886, w której uznawano Kolumbijczyków za naród katolicki posłuszny i bliski Papieżowi i deklarowano katolicyzm jako oficjalną religię. Szesnaście lat później, kiedy przy końcu Wojny Tysiąca Dni (1902) prałat Bernardo Herrera Restrepo – arcybiskup Bogoty zaproponował jako pokojowe rozwiązanie między konserwatystami i liberałami Narodowe Wotum (Voto Nacional), jego symbolem okazała się świątynia pod wezwaniem Przenajświętszego Serca Jezusowego. Od tego momentu Przenajświętsze Serce Jezusowe stało się oficjalnym symbolem narodowym i dziedzictwem wszystkich Kolumbijczyków.

W 1994 roku Zgromadzenie Konstytucyjne zadeklarowało, iż uświęcenie Kolumbii jako Przenajświętszego Serca Jezusowego niezgodne było z Konstytucja z 1991 r. gdyż sprzeciwiało się ono nakazowi wolności kultu, co oznacza, że „ani Państwo ani Rząd nie mogą angażować się w akty religijne, które zawsze mają nacechowanie osobiste”.

Z książki „Imperium i schyłek Przenajświętszego Serca Jezusowego w Kolumbii”
Cecilia Henríquez
Altamir Ediciones, Bogota, 1996.

Villa de Leyva – skarb religijny, historyczny i kulturalny

Villa de Leyva

Villa de LeyvaGdyby nie przenikający chłód, przyjeżdżając do Villa de Leyva mogłabym pomyśleć, że znalazłam się w Andaluzji. Wrażenie jest bardzo podobne. Miasto o białych fasadach, drewnianych okiennicach i drzwiach, pięknych balkonach z wyraźnym wpływem mudejar… Wszystko to nadaje mu hiszpańskiego akcentu. Poza tymi szczegółami, brukowane ulice dodają miastu tej magicznej szczypty, ukazując nam spotkanie ze światem pełnym historii i legend jakże charakterystycznych dla tych ziem.

Continue reading “Villa de Leyva – skarb religijny, historyczny i kulturalny”

Bachue – matka świata Muisca

Laguna Igaque

Laguna IgaqueJedną z interesujących charakterystyk społeczności Muisca (Chibcha) jest kult wody. Na terenie Kolumbii istnieje wiele lagun (tak określa się po hiszpańsku górkie jeziorka i stawy), które kryją w sobie niewiarygodne historie. Jednym z takich miejsc jest Laguna Iguaque, której nazwa zmieniona została przez konkwistadorów na Lagunę ¦więtego Piotra (Laguna de San Pedro), w związku z ewangelizacją hiszpańskich misjonarzy, którzy narzucali Indianom religię katolicką, eliminując w ten sposób lokalne wierzenia.

Continue reading “Bachue – matka świata Muisca”

Gra w żabę (ropuchę)

Zaba/Ropucha

Zaba/RopuchaW kulturze inkaskiej ropuchy uważane były za zwierzęta posiadające zdolności magiczne. Indiańskie legendy opowiadają, iż w świętym jeziorze Inków – Titicaca dwór Króla Słońca miał w zwyczaju przeprowadzanie mistycznej gry, której głównym bohaterem był El Sapu (ropucha). Rodzina królewska rzucała metalową monetę do jeziora z nadzieją przywołania jednej z ropuch. Magiczne zwierzę wychodziło na powierzchnię i łapało złoty krążek W tej chwili rzucającemu spełniało się życzenie i El Sapu zamieniał się w złoto. W hołdzie wszystkim spełnionym życzeniom, bóg Słońce (inkaski król) nakazał skonstruowanie wielkiej złotej ropuchy, w którą grał cały dwór. Była to gra wymagająca zręczności i skupienia, a towarzyszyły jej tańce i śpiewy: PUKLLAY SAPU (Grać w ropuchę).

ZabaZ czasem legenda ta zmaterializowała się w formie popularnej, stając się jedną z najpopularniejszych zabaw społeczeństw latynoamerykańskich, zwanych żabą lub ropuchą. W Kolumbii gra w żabę rozwinęła się w latach 60., kiedy to grano w nią we wszystkich wioskach i w miastach. W każdym przyzwoitym domu, na patio, znajdowały się charakterystyczne małe „meble”, wykonane z różnych materiałów, w zależności od możliwości finansowych lub fanatyzmu właściciela.

Gra ta jest bardzo łatwa i wciągająca. Polega ona na rzucaniu z odległości pięciu (kobiety) i siedmiu (mężczyźni) kroków określonej ilości monet (6), wykonanych z brązu na stół z licznymi dziurkami. Każda luka posiada określoną liczbę punktów. Częścią najbardziej strategiczną i trudną są dwa metalowe płazy – jeden większy (żaba) i drugi mniejszy (ropucha), umieszczone na środku stołu z uchylonymi otworami gębowymi, do których wpada moneta. Grę wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.

Ewa grajaca w zabeDo gry w żabę potrzebny jest specjalny mebel, wykonany z drewna lub metalu, który składa się z następujących części: twarzy usytuowanej na tylniej ścianie stołu, zwanej starą, ropuchy (znajdującej się w centrum) i żaby – największej figury.

Jest to gra, która cieszy się w Kolumbii ogromną popularnością, stanowi bowiem odbicie ducha zabawy, pochodzącego z inkaskiej legendy, tak charakterystycznego dla latynoamerykańskiej idiosincrasii.

Chatka Mamy Gałęzi (Mamarramos)

Most Iguaque

Most IguaquePo zarejestrowaniu się u wejścia do Parku Naturalnego Iguaque w regionie Boyacá (Parque Nacional de Iguaque), rozpoczęliśmy pieszą wspinaczkę. Na początek przeszliśmy po drewnianym moście nad wąwozem Carrizal. Wiatr przemieszczając się między drzewami, wydawał tutaj bardzo przyjemny dźwięk i wracał z powrotem w stronę widzianych za drzewami imponujących gór. Znajdowaliśmy się w naturalnej świątyni oddychającej mitycznym powietrzem.

Sciana domu

Pierwszy przystanek to chatka Mamy Gałęzi (Cabaña de Mamarramos). Jest to tradycyjna, regionalna konstrukcja, wykonana z desek wypełnianych błotem (tzw. bahareque), opuszczona i zniszczona, która jednak posiada wiele sekretów. Mama Gałąź (Mamarramos) była mityczną postacią regionu Boyacá, żyjącą podczas wojny o niepodległość Kolumbii na początku roku 1800. Podczas tej epoki dała się poznać jako lider regionalnych, ruchów społecznych. Była to osoba o ogromnej wiedzy i doświadczeniu, przyjaciółka ludzi. Z tego właśnie powodu, w całym kolumbijskim regionie Andów znana jest jako Mamá.

Chatka MamarramosMamarramos pomagała potrzebującym. W swojej małej chatce o zaledwie dwóch izbach przyjmowała porody, leczyła chorych, odtruwała rany po ukąszeniu węży, przepowadała przyszłość i odkrywała oszustwa. Wszystko to dzięki ogromnej wiedzy i kontakcie z przyrodą. To właśnie stąd pochodzi jej przydomek i kompletne imię: Mamarramos (Mama Gałąź), będące hołdem dla osoby o wielkim sercu oraz dla andyjskiej flory.

Sanktuarium fauny i flory – Iguaque. Wyprawa w poszukiwaniu bogini Bachue

Laguna Iguaque - swiete miejsce muisca

Laguna Iguaque - swiete miejsce muisca
Do tej wyprawy przygotowaliśmy się bardzo dokładnie: namiot, termiczny materac, śpiwór, wysokie, nieprzemakalne buty (botas pantaneras), grube, wełniane swetry, szal, czapka, dres do spania – wszystko dobrze zapakowane do dwóch plecaków. Celem naszej wycieczki było dotarcie do świętej laguny – Iguaque, z której, według mitologii Indian Muisca, wypłynęła Bachué – matka wszystkich ludzi, dając tym samym początek światu.

Zanim jednak przyszło nam poznać Bachué, przeczekaliśmy w namiocie, w strasznym zimnie i wilgoci, długą, górską noc oświetloną księżycem, który znajduje się o tej porze roku w pełni, niezliczonymi gwiazdami, które na tej wysokości błyszczą bardzo mocno i ogromną ilością robaczków świętojańskich. Rano nałożyliśmy kozaki, ubraliśmy się w najcieplejsze rzeczy, jakie ze sobą przywieźliśmy i rozpocząliśmy przygodę, która doprowadzić nas miała do świętego miejsca Indian – krystalicznie czystych wód laguny Iguaque, co w języku chibcha oznacza „kolebkę ludzkości”.

Puszcza w Iguaque„Las posiada swoją własną muzykę, cisza jest tutaj milionem dźwięków” – ostrzegano nas przy wejściu na páramo (po hiszp. zimna okolica, nagi step, pustynia). Pierwszy odcinek drogi, oddalony o trzy godziny od laguny, pokonaliśmy w lesie pełnym dębów i orchidei. ¦cieżka tutaj była bardzo wąska i śliska. Na drodze pojawiało się mnóstwo wielkich korzeni rosnących tu drzew, które służyły za jedyną podporę i były wyłącznymi świadkami naszego wysiłku. Pokonaliśmy zbocza i małe, proste fragmenty, po czym dotarliśmy do podnóża góry. Tutaj zaczęliśmy już oddychać z dużym wysiłkiem, gdyż znajdowaliśmy się na wysokości 3150 metrów.

Wspinaczka do lagunyWypiliśmy skondensowane mleko, aby dostarczyć ciału sporej dawki energii i kalorii, i rozpocząliśmy wspinanie na najtrudniejszym odcinku, obejmującym ostatnie 750 wzwyż po pionowej skalistej ścianie w gęstej mgłe, która schodziła z góry zaznaczając swoje terytorium, aby wreszcie stanąć twarzą w twarz z laguną Iguaque.

Jedynym, co zakłócało ciszę, był dźwięk lodowatego wiatru przemieszczającego się między górami, pomruki nieobecnych Muiscas i serce, które galopowało w piersi z powodu ciśnienia, niskiej temperatury i wysiłku, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni.

LagunaTrochę wyżej, na wysokości 3900 metrów, mgła nagle się rozwiała i naszym, spragnionym oczom ukazała się w całej swej okazałości święta laguna Iguaque. Jak mówi legenda muisca, z jej wód wypłynęła matka wszystkich ludzi – Bachué i stąd rozpoczęła zaludnianie całej Ziemi. Indianie zapewniają, że tutaj właśnie narodziła się ludzkość.

Być może to właśnie dzięki tej indiańskiej mistyce osiem kilometrów, które należy przemierzyć w wysokich Andach, wspinając się po stromych, kamiennych ścianach aby dotrzeć do laguny, stają się wyzwaniem i nie pozwalają zrezygnować, nawet wtedy, kiedy w płucach brakuje tchu, a trzystopniowe zimno przenika wełniany sweter. Jednak stanąć tam, naprzeciwko Bachué, jest niezapomnianym wydarzeniem.

 

Rzeczy, które sprawiają przyjemnosść – Jedyny taki hotel w Candelarii

Kolory

KoloryW życiu istnieje wiele miłych rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Mnie do głowy tak na gorąco przychodzą następujące obrazki:

  • Spadające pierwsze płatki śniegu
  • Gorąca kawa z rogalikiem w niedzielę rano
  • Lody z makadamii jedzone po kryjomu przed obiadem
  • Deptanie złotych i suchych liści w parku w październiku
  • Oczekiwanie na dzień urodzin
  • Gruby list z drugiego końca świata, od kogoś od kogo już dawno nie mieliśmy żadnych wieści
  • Filiżanka gorącej herbaty z miodem i cytryną pita w oknie, kiedy na dworze szaleje tropikalna burza
  • Trzaskające w kominku drwa
  • Banknot znaleziony niespodziewanie w kieszeni starych spodni
  • Pusta droga, mocno otwarte okna samochodu i wiatr, dużo wiatru wpadającego do środka
  • Dźwięk cykady wieczorem, kiedy odpoczywasz w hamaku
  • Dojrzały arbuz, w którym zanurzamy spragnione usta.

Ale jest też pewien obrazek, który obserwuję każdego ranka, zjeżdżając po Ulicy Trzeciej w stronę Placu Dziennikarzy (Plazoleta de los Periodistas).

Candelaria posiada jeden hotel, mały, raczej skromny, ale wyglądający dość przytulnie. Tutaj zatrzymują się turyści, w stylu hippie, którzy nie mogą, albo nie chcą sobie pozwolić na wynajęcie pokoju na północy oraz młodzi obcokrajowcy pochodzący z Europy Zachodniej, których przywiodła do Kolumbii przygoda.

Sloneczny domCodzienie rano, kiedy Słońce zaczyna wznosić się nad Andami, na schodach tego hotelu siadają goście, z filiżanką kolumbijskiej kawy w ręce i wyciągają twarze do tej ogromnej, żółtej kuli, którą znamy wszyscy, niezależnie od kraju pochodzena, czy miejsca zamieszkania.

Schody tego budynku są jednymi z nielicznych w tej części miasta, na które o tej porze dnia pada Słońce. Wynika to z faktu, iż na przeciwko tego domu znajduje się luka, przez którą przenikają słoneczne promienie, ogrzewając betonowe stopnie i czyniąc to miejsce jednym z najskromniejszych i zarazem najmilszych miejsc w Bogocie.

Mój tata

Moj tata

Moj tataBez żadnej okazji, dedykuję Ci dzisiaj, tato, wyjątkową piosenką argentyńskiego kompozytora – Piero, który jednak, jak sam mówi, ma kolumbijskie serce:

„Mój ojciec” /Piero/

Mój ojciec jest fajnym facetem,
który chodzi sam i czeka
a jego smutek jest długi
jak długie jest to chodzenie.

A ja patrzę na niego z daleka
i jesteśmy tak różni,
bo on rósł w epoce
tramwaju i czerwonego wina.

Tato, mój kochany tato,
poruszasz się powoli
jakby wybaczając wiatrowi.
Ja jestem Twoją krwią, tato,
Twoją ciszą i Twoim czasem.

On ma dobre oczy
i ciężkie ciało.
Lata przyszły szybko,
bez karnawału ani maski.

Ja mam nowe lata,
a on lata stare.
Ból nosi w środku,
a jego histora nie ma już dużo czasu.

Tato, mój kochany tato,
poruszasz się powoli
jakby wybaczając wiatrowi.
Ja jestem Twoją krwią, tato,
jestem Twoją ciszą i Twoim czasem.

Ja jestem Twoją krwią, tato,
jestem Twoją ciszą i Twoim czasem.
Ja jestem Twoją krwią, tato.