Miny przeciwpiechotne – uważaj, gdzie stąpasz!

Stop minom przeciwpiechotnym

Stop minom przeciwpiechotnymOstatnią rzeczą, jaką Jairo zdołał usłyszeć, była silna eksplozja. Ból, jakiego doświadczył w tym momencie był tak przenikliwy, że stracił przytomność. Kiedy się obudził, poczuł, że czegoś mu brakuje. Spojrzał wokół i powoli obejrzał swoje ciało, aby dostrzec brak obydwóch nóg. Zdziwiony zapytał, co się stało, na co towarzysząca mu pielęgniarka odpowiedziała, że amputowano mu nogi, gdyż idąc do pracy nadepnął na minę przeciwpiechotną.

Osób takich jak Jairo jest na całym świecie około 780 miesięcznie i jedna co 10 godzin w Kolumbii. Budzą się one, aby odkryć, że w wyniku wybuchu miny straciły jakąś część ciała. Pozostałe 1400 umiera w momencie detonacji lub z powodu braku natychmiastowej opieki medycznej.

Miny przeciwpiechotne są materiałami wybuchowymi, zaprojektowanymi w celu ranienia i zabijania osób. Umieszcza się je pod powierzchnią ziemi. Aktywują się przy kontakcie z człowiekiem lub zwierząciem. Mogą być również ukryte w przedmiotach zwracających uwagę, takich jak: puszki, paczki po papierosach, lalki, itd.

Użycie min przeciwpiechotnych znane współcześnie odnosi się do I Wojny ¦wiatowej, podczas której niemieccy żołnierze zakopywali pociski artyleryjne wypełnione dynamitem z detonatorem, aby zatrzymać francuskie i brytyjskie czołgi.

Podczas II Wojny ¦wiatowej miny używane były w Europie i Afryce północnej. W ostatnich dziesięcioleciach pojawiały się w wojnach w: Wietnamie, Nikaragui, Angolii, Mozambiku, Kambodży i Kolumbii.

Jednym z powodów popularności min jest ich niska cena. Podczas gdy broń kosztować może 100000 dolarów i więcej, wartość miny waha się w granicach 3 i 30 dolarów. Innym wyjaśnieniem może być ich efektywność w powstrzymaniu nieprzyjaciela w natarciu, eliminując go, zastraszając lub dezorganizując.

Mina przeciwpiechotnaRóżnica między minami przeciwpiechotnymi i innym typem broni (łącznie z nuklearną i chemiczną) jest jej opóźnione działanie. Zaminowane pola są mordercami, którzy nie rozróżniają i zabijają nie tylko podczas konfliktu, ale i dzisięciolecia później. Kiedy nastanie już wreszcie pokój, miny kontynuują swoją podziemną wojnę. Zabijają tych wszystkich, którzy się do nich zbliżą: mężczyzn, kobiety, dzieci – niewinne ofiary nieprzyjaciela bez twarzy, siłą uwikłane w konflikt zbrojny. Rany spowodowane wybuchem miny przeciwpiechotnej są brudne. Eksplozja powoduje wbicie się w ciało ofiary kawałków metalu i plastiku. Ziemia, kawałki ubrania i butów, materiał wybuchowy zatapiają się w zranionej części ciała i powodują jego infekcję i późniejszą amputację. Tym, którym uda się ujść z życiem i przeżyć wybuch, życie zmienia się diametralnie: nie mogą już uczęszczać do szkoły, nie mogą uprawiać roli, zmuszeni są zmienić swoją codzienną rutynę, życie seksualne, marzenia, przyszłość.

Po zakończeniu wojny, proces oczyszczania terenu z min przeciwpiechotnych jest zadaniem niezwykle trudnym, gdyż nieznana jest liczba min i ich lokalizacja, ze względu na warunki klimatyczne, które zmianiają ich położenie. Miny przemieszczają się w związku z: powodziami, deszczami, ruchami tektonicznymi i huraganami, jakże częstymi w Kolumbii.

Kolumbia jest jedynym krajem zachodnim, w którym używa się obecnie min przeciwpiechotnych w konflikcie zbrojnym. Aktualnie w Kolumbii „posianych” jest około 100000 min; min, których jedynym celem jest zabijanie lub ranienie ludzi; 100000 min, które czynią niemożliwym normalny rozwój społeczności, powodując panikę, wymuszone uchodźctwo, brak edukacji i głód.

Ofiary minPrzed taką panoramą świat pozostaje nieporuszony. Najwięksi producenci min przeciwpiechotnych: Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Izrael i Pakistan kontynuują ich produkcję, mimo dyspozycji Organizacji Narodów Zjednoczonych i Międzynarodowego Traktatu z Ottawy (Kanada) z roku 1997, który zabrania produkcji, przechowywania, eksportu i użycia min przeciwpiechotnych.

Głosy rannych pozostają tutaj w Kolumbii bez odzewu, głuche. Są to głosy inwalidów – wdowców, wdów, sierot, ojców i matek, którzy stracili swoje dzieci w jednej z tych śmiertelnych pułapek. Są to głosy zastraszonego kraju, który przeżywa swoją tragedię.

Chancarina – kukurydza o smaku dzieciństwa

Chancarina

ChancarinaPo południu Mario przywiózł mi z Cali papierowy, szary rożek, dosyć tajemniczy. Podając mi go, wymówił magiczne słowo: chancarina.

Obserwowałam go uważnie, kiedy otwierał papierek i wsypywał sobie na język żółto-kawowy proszek. Natychmiast na jego twarzy wymalował się wielki uśmiech i mina zadowolonego, psotnego mężczyzny, który wrócił wspomnieniami do lat dzieciństwa.

Chancarina jest mieszaniną uprażonej kukurydzy i cukru, które kolumbijskie dzieci w naszym wieku (przed 20 laty) zwykły kupować podczas przerw w szkole.

Sekret jedzenia chancariny polega na tym, żeby nie zakrztusić się proszkiem. Dlatego właśnie jedząc, nie można się śmiać i jest naprawdę trudne.

W ten sposób odkryłam smak kolumbijskiego dzieciństwa, poranka w szkole, zabaw z kolegami i gorącego słońca Cali i było to bardzo miłe.

A oto przepis Very – siostry Mario jak przygotować tradycyjną chancarinę:

Składniki:
½ kg żółtej kukurydzy, uprażonej i zmielonej
½ kg cukru

Przygotowanie:
Wymieszać składniki i zapakować je w papierowy rożek.

Yipao i coroteo czyli kolumbijski folklor

Willy's

Willy'sYipao jest kolumbijską tradycją, ale również środkiem transportu, indentyfikującym kulturę Eje Cafetero (Regionu Kawy). Wyraz ‘yipao’ nie istnieje w Słowniku Hiszpańskiej Akademii Królewskiej. Jest on tzw. barbaryzmem, pochodzącym od określenia ‘jeep Willy’s’, czyli pojazd, który udaje się spakować w sposób niewyobrażalny. W Kolumbii bardzo popularne są yipaos wypełnione góralami, kiśćmi platanów, juką, workami z kawą… Dla mnie jest to zawsze prawdziwy spektakl, gdyż wydaje mi się, że cała góra spadnie, ale nie… Nigdy się tak nie dzieje, bo Kolumbijczycy są ekspertami i artystami w pakowaniu tego samochodu.

Jeep Willy’s jest samochodem terenowym, produkowanym w Stanach Zjednoczonych, z przeznaczeniem na wojnę. Po zakończeniu II Wojny Światowej i wojny w Korei, Amerykanie zapchali się tymi samochodami i zaczęli je bardzo tanio sprzedawać krajom Trzeciego Świata, w tym Kolumbii. Willy’s są pojazdami lekkimi, przygotowanymi do pokonywania dróg nieasfaltowanych, bez nawierzchni, gór, skalistego podłoża, pustyń z wydmami i bagnistych puszczy.

YipaoPierwszym kierowcą jeep’a Willy’s w departamencie Quindío (Kolumbia) był Mario Jaramillo Arango, który na pytanie „Ile osób mieści się w jeep’ie?” odpowiadał: „Wszyscy, którzy zdołają dotknąć grubym palcem stopy podłogi samochodu”.

Rolnicy wprowdzili początkowo do swojego słownika wyraz ‘yipao’ jako określenie ilości produktu, którym chcieli handlować, np.: „Sprzedam yipao platanów, które przywiozłem z gospodarstwa”, „ Kupię yipao juki z Quindío, aby zawieźć ją do Bogoty”, „Przywieź mi yipao zbieraczy kawy na plantację”. W ten sposób, ludzie zaadoptowali to dziwne określenie.

Jeep Willy’s odegrał istotną rolę i pomógł kolumbijskiemu rolnikowi w jego codziennej walce z górami. Wyjeździł drogi, wjechał do puszczy, wypłynął na regionalną gospodarkę, transportując towary rolne i tych, którzy je produkowali. To wszystko, co woził, wystawało z samochodu i nie było przykryte ani kapą, ani żadnym namiotem i to właśnie stanowiło cały jego urok. 

YipaoWilly’s używane były absolutnie do wszystkiego, ale ich najbardziej charakterystycznym zająciem był transport podczas przeprowadzki wiejskich rodzin, tak zwany coroteo. W samochodzie mieściło się to wszystko, co znajdowało się w gospodarstwie: maszyna do szycia, łóżka, materace, meble wypoczynkowe, ławki z jadalni, pierzyny, bujany fotel, garnki, rośliny, klatki z kurami, lampy, ustęp, świnia,  pies, kot, portrety dziadków, nocnik, obraz Najświętszego Serca Chrystusowego i Dzieciątka Jezus i wreszcie wszystkie inne przedmioty, znajdujące się w domu. Układano je na jeep’ie, a na ich szczycie siadała para rolników i ich dzieci.

Obecnie, tradycja yipao podtrzymywana jest dalej. Mimo czasów modernizmu, we wszystkich miasteczkach Quindío spotkać można na drogach samochody Willy’s, wypełnione platanami, kawą lub ludźmi. Są one bowiem jedną z najbardziej autentycznych form kolumbijskiego folkloru. 

Wiejskie merengue „Przeprowadzka”, w interpretacji Grupy Bandola:

Jeśli zamierzasz się przeprowadzić, udaj się na plac,
Tam znajdziesz dobrego ‘yipeto’, w którego spakujesz cały dom (bis)
Zatrudnisz ‘careperro’, który ma model 54
Albo ‘pichirilo’, którym kieruje ‘caregato’ (bis)

Jeśli zamierzasz się przeprowadzić, przywiąż dobrze wszystkie rzeczy
Żeby nie porysować mebli i nie rozbić zlewozmywaka
Ułóż wszystkie przedmioty jeden na drugim i po bokach
I pokaż całemu miasteczku, jak się robi porządny ‘yipao’

Nie, nie, to się nie zmieści

To nic więcej jak: trzy szafy, stół, un chifonier
Cztery łóżka, dwa stoliki nocne i singer do szycia,
Maszyna do mielenia kawy, rośliny i lodówka,
Naczynia z kuchni i piecyk esso

Nie, nie, to się nie zmieści

Dwa kufry, lustro, meble i neseser
Pościel, kołdry, zasłony i bufet,
Serce Chrystusowe, Matka Boska, nocnik
Rama łóżka, deski i Indianin do natilli

Jeśli zamierzasz się przeprowadzić, tak mówi piosenka
Posłuchaj uważnie ostatniej rady:
Zrób to w nocy, bo zawsze znajdzie się jakiś ciekawski
Żeby nie widział dziur i plam na materacu. 

Wyjaśnienia:
plac – centralne miejsce w miasteczku
‘yipeto’ – yipao
‘careperro’ – przezwisko kierowcy pojazdu o twarzy podobnej do psa
model 54 – jeep, rocznik 54
‘pichirilo’ – samochód w złym stanie technicznym 
‘caregato’ – przezwisko kierowcy pojazdu o twarzy podobnej do kota
un chifonier – stolik z szufladkami
singer – marka maszyny do szycia
esso – marka piecyka
Serce Chrystusowe – obraz, który każdy religijny Kolumbijczyk ma w domu
Indianin do przygotowania natilli – miedziane naczynie do przygotowania natilli (deser przypominający budyń)

Hacienda Mulaló i jej czarne sekrety

Oddalona o kwadrans od przemysłowej stolicy regionu Valle del Cauca – Yumbo dolina o przyjemnym kimacie: 28°C w dzień i 18°C w nocy, wita nas serdecznie. Docieramy do miasteczka znanego jako Mulaló. Historia Mulaló związana jest z czasami Konkwisty i niepodległości Kolumbii oraz osobą Simona Boliwara, określanego jako Wyzwoliciela.

W ówczesnym okresie tereny te należały do Hacjendy Mulaló. Główną część antycznej hacjendy stanowił wówczas park, usytuowany na brzegu rzeki Cauca. To właśnie tam, znaleźliśmy osiem ogromnych, rozłożystych drzew – ceibas. W ich cieniu, w epoce Kolonii odbywał się ważny w tym regionie targ niewolników. W górnej części pni drzew pozostały jeszcze fragmenty łańcuchów, używanych do przywiązywania zbuntowanych niewolników oraz tych, którzy naznaczani zostawali rozgrzanym metalem, znakiem swego nowego właściciela i pana. Na tym niewolniczym rynku José María Cuero – właściciel tych ziem kupił i naznaczył w roku 1810 Josefę i Anę Cleofę Lucumí, które wkrótce po tym wydarzeniu przyjęły nazwisko swego właściciela – Cuero.

Zgodnie z tym, co opowiedzieli mi mieszkańcy Mulaló, Simón Boliwar przybył dwukrotnie do Mulaló, aby odpocząć w hacjendzie podczas powrotu z Ekwadoru i innych krajów leżących na południu. Było to 25 grudnia 1822 r. i 25 grudnia 1829 r. Tak jak nakazywał ówczesny zwyczaj, pan tych terenów przyjął Wyzwoliciela z wszelkimi godnościami, na jakie zasługiwał tak wyjątkowy gość. Podano najlepsze jedzenie, wyznaczono dla niego najwygodniejszy pokój, a do jego dyspozycji oddano najładniejsze niewolnice.
Między nimi znajdowała się Ana Cleofe Cuero, śliczna Murzynka, z którą Wyzwoliciel, jak mówi legenda, miał córkę. Dziewczynka została ochrzczona 26 grudnia 1829 r. w kaplicy Hacjendy Mulaló, w obecności swojego ojca – Simóna Boliwara, który wybrał dla niej imię Manuela Josefa Boliwar Cuero. Akt urodzenia i inne pamiątki z czasów niewolnictwa zgromadzone zostały w muzeum, które znajduje się w pobliżu kaplicy, tam gdzie wcześniej istniała hacjenda.

Poza córką i wspomnieniem, które do dziś dnia pozostaje w pamięci społeczności Mulaló, Boliwar pozostawił w miasteczku swojego najwierniejszego przyjaciela, na którym przemierzył ogromne odległości – swojego konia Palomo, który pochowany został obok kaplicy, przy ceibie. Jego podkowy i liczne przedmioty należące do kolumbijskiego Wyzwoliciela wystawione są również w muzeum.

Cholao – lód ze smakiem i kolorem

Cholao (raspao) – arcydzieło popularnej kuchni i zdolności, jest jednnym z gastronomicznych specjałów regionu Valle del Cauca (Dolina Rzeki Cauca), a przede wszystkim gminy Jamundí, której główny plac (określany jako park) pełen jest stoisk z cholao. Park miasteczka – Bajo Palacé, podobnie jak wygląda to w większości miast Kolumbii, jest bronią i centralnym nerwem lokalnej społeczności. Park Jamundí pilnowany jest w dzień i w nocy przez statuę kacyka Xamundí, pana tych ziem z czasów hiszpańskiej Konkwisty.

Jak pułkownik Aureliano Buendía w „Stu latach samotności” mistrza kolumbijskiego pióra – Gabriela García Márqueza, choladeros z Jamundí nigdy nie zapomną dnia, kiedy ich rodzice zabrali ich, aby zademonstrwować im lód. Był to ogromny przezroczysty blok, zlepiony z mnóstwa igiełek, który emanował dymem i parzył zimnem. Zamrożona woda w krótkim czasie zamieniła się w magię, stając się źródłem utrzymania wielu rodzin o murzyńskich korzeniach.

Wynalazcą cholao z Jamundí był Héctor Bonilla, znany jako ‘Mataguayabo’ (Zabójca kaca), ponieważ jego deser okazał sią doskonałym środkiem na dzień po sporej dawce alkoholu.

Początkowo przygotowanie cholao określane było jako ‘Las tres niñas’ (Trzy dziewczynki) i zawierało: ananas, lulo i limetkę. Z czasem, don Héctor i jego nastąpcy, obserwując dzieci, które wkrawały do cholao banany i polewały je skondensowanym mlekiem, dodawać zaczęli kolejne składniki.

Później pojawiły się: konfitury, papaja, guanabana, jabłko, winogrona i wszystkie inne dostępne owoce. Wraz z erą koloru i modernizmu zaczęto kąpać lód w czerwonym sosie oraz zmieniono szklaną miseczkę, w jakiej był do tej pory serwowany, na papierowy rożek lub plastikowy kubek.

W chwili obecnej 35 rodzin z Jamundí poświęca się codziennie magii przygotowania tego deseru, znanego jako lód, który posiada smak i kolor.

Przyczyna i efekt – Causa y efecto /Lizardo Carvajal/

Parpadeas y empujas el aire
que sale por mi ventana
y mueve ese molino
molino de hacer pan
que amplifica el viento
y lo hace tormenta
violenta es la brisa
de tu mirar.

El viento nació en tus ojos
y mueve todas las ramas
y cae el rocío
rocío matinal
riega la semilla
de la tierra fértil
y entonces tus ojos
se vuelven flor.

Coro

¿Y qué tienen que ver
tus ojos con mi guitarra?
¿Qué tiene que ver tu risa
con la mañana?
¿Y qué tienen tus ojos corazón?
que a mí…

La flor volviose árbol
gigante y robusto
y atrae a la sierra
de un viejo constructor
que corta la madera
y la hace guitarra
para que yo cante
la dulce canción
de un débil parpadeo
que se hace guitarra
y de una guitarra
cantando este son.

Coro

¿Y qué tienen que ver
tus ojos con mi guitarra?
¿Qué tiene que ver tu risa
con la mañana?
¿Y qué tienen tus ojos corazón?
que a mí…

Penelope /Juan Manuel Serrat, w interpretacji Diego Torresa/


Penélope
Con su bolso de piel marrón
Y sus zapatos de tacón
Y su vestido de domingo.

Penélope
Se sienta en un banco en el andén
Y espera que llegue el primer tren
Meneando el abanico.

Dicen en el pueblo
Que un caminante paró
Su reloj
Una tarde de primavera…

Adiós, amor mío, no me llores,
Volveré antes que,
De los sauces caigan las hojas.

Piensa en mí,
Volveré
Por ti.

Pobre infeliz,
Se paró tu reloj infantil
Una tarde plomiza de abril.

Cuando se fue tu amante
Se marchitó
En tu huerto hasta la última flor…

No hay un sauce en la calle mayor
Para Penélope.

Penélope
Tristes a fuerza de esperar
Sus ojos parecen brillar
Si un tren silva a lo lejos.

Penélope
Uno tras otro los ve pasar
Mira sus caras
Los oye hablar
Para ella son muñecos.

Dicen en el pueblo
Que el caminante volvió
La encontró
En su banco de pino verde.

La llamó Penélope
mi amante fiel, mi paz
Deja ya
de tejer sueños en tu mente.

Mírame,
soy tu amor
regresé.

Le sonrió
Con los ojos llenitos de ayer
No era así su cara ni su piel.

Tú no eres quien yo espero
Y se quedó
Con su bolso de piel marrón
Y sus zapatitos de tacón
Sentada en la estación.

Przeprowadzka – El coroteo /Grupo Bandola/

Wiejskie merengue “El coroteo”, interpretowane przez Grupo Bandola:

Si usted se va a corotear, váyase para la plaza,
Se consigue un buen ‘yipeto’ y empaca toda la casa (bis)
Se contrata a ‘careperro’, que tiene un cincuenta y cuatro
O contrata el ‘pichirilo’ que maneja ‘caregato’ (bis)

Si usted se va a corotear, amarre muy bien las cosas
Pa’ que no talle los muebles ni se le quiebre la loza
Acomode los corotos por encima y por los lados
Y le muestra a todo el pueblo como se hace un buen ‘yipao’

Eso, eso, eso no va a caber

No son sino tres armarios, una mesa, un chifonier
Cuatro camas, dos nocheros, y una singer pa’ coser,
La máquina a moler, las matas y la nevera,
Los trastos de la cocina y un fogón esso candela

Eso, eso no va a caber

Dos baúles, un espejo, la sala y el neceser
Las sábanas, las cobijas, las cortinas y el bifé,
El Corazón de Jesús, la virgen, la bacinilla
Los testeros y las tablas y un indio pa’ la natilla

Si usted se va a corotear, como dice la canción
Oiga el último consejo, ponga toda su atención:
Hágalo de nochecita, porque hay mucho mirón
Pa’ que no le vean los rotos ni las manchas del colchón.

Chuchu – fotograf i myśliwy z Santa Elena

Fotografia z epoki

Wita nas na wewnętrznym patio swojego domu, który znają wszyscy mieszkańcy Santa Elena i wskazują go palcami, mówiąc: „To tam, na lewo, za dwoma zakrętami. Ma tabliczkę z nazwą.” Po dłuższej chwili szukania, trochą zrezygnowani, znajdujemy wreszcie słynną Chatę Chuchú (Choza del Chuchú). Jest to duży, murowany budynek z elementami drewna, wykonany według XIX – wiecznego projektu. Z okna pokoju wypływają w powietrze rytmy pochodzące ze starego patefonu. Taras otoczony jest kuframi, rowerami i licznymi przedmiotami pochodzącymi z epoki, która poza domem już dawno minęła, ale tutaj – wewnątrz czas zatrzymał się uchwycony w sieć ścian i staroci.

Continue reading “Chuchu – fotograf i myśliwy z Santa Elena”

Bojaca – tam, gdzie chrzcone są samochody

Kosciol w Bojac?

Kosciol w Bojac?O Bojacá usłyszałam po raz pierwszy w kolumbijskim filmie zatytułowanym „Samochód”. Po zakupie używanego, czerwonego Chevy, bohaterowie udawali się do wspomnianego miasteczka po to, aby poświęcić swój pojazd i modlić się dla niego o szczęście na drodze. Później, czyli dokładnie tydzień temu, kiedy razem z Mario wkroczyliśmy do grona właścicieli „czterech kółek”, wierni tradycji regionu Cundinamarca, za cel pierwszej podróży wybraliśmy właśnie Bojacá, aby tam ochrzcić nasz nowy Renault Twingo.

Bojacá – owiane gęstą mgłą przykrywającą szczyty gór z indiańskiej przeszłości pozostało niewiele. Chyba tylko nazwa, która w języku chibcha oznacza fioletową zagrodę (‘boxio’ – fioletowy i ‘ca’ – zagroda). To sześciotysięczne miasteczko podtrzymuje silną, religijną tradycję, będącą jednym z najbardziej widocznych śladów kolonizacji Nowego ¦wiata.

Matka Boska ZdrowiaNajładniejszym miejscem Bojacá jest jego centralny plac, który przenosi nas do antycznej, hiszpańskiej wioski i sprawia wrażenie bardzo oddalonego od hałaśliwego, codziennego życia, jakie nam obecnie towarzyszy. Anegdoty odnoszące się do przeszłości tego miejsca są takie same jak we wszystkich innych miasteczkach: Wyzwoliciel (Simón Boliwar) podczas jednej ze swych kampanii spędził noc w pokoju na rogu placu; jeden z byłych prezydentów, którego nazwiska nikt nie pamięta, wziął ślub w miejscowym kościele; w czasie Przemocy (Época de la Violencia) godzina policyjna wybijała o 18°°. Jednak tym, co najważniejsze w miasteczku i tym co przyniosło mu rzeczywistą famę, jest figura Matki Boskiej Zdrowia (Nuestra Señora de la Salud).

To dla niej we wszystkie weekendy Bojacá wypełnia się samochodami: nowymi, używanymi, popularnymi autobusami (chivas) i ekskluzywnymi markami. Proboszcz parafii wychodzi na plac i pyta o imię, jakie pojazd nosił (woził) będzie przez całą wieczność. Wysłuchujemy więc imion takich jak: Platon, Eurypides, Pom Pom, Cuchicuchi, Tomasz i wreszcie Lunita (Księżyc), czyli nasze autko. Następnie pojawia się miejscowa orkiestra i samochody pozostają ochrzczone.

Bojacá to jednak nie tylko pojazdy, ale przede wszystkim pielgrzymi: pielgrzymi, którzy uczestniczą w mszach; pielgrzymi, którzy kupują różańce, szkaplerze, breloczki do kluczy, krzyże, butelki ze święconą wodą, medaliony, bransoletki przeciw chorobie złego oka; pielgrzymi, którzy wypełniają dwie restauracje, aby spróbować słynnych, tutejszych: kreolskiej kury (gallina criolla), smażonego mięsa (fritanga) i rosołu (sancocho).

Nasz Twingo - Lunita (Ksiezyc)Wiara, dewocja i zwyczaje są filarami Bojacá. My również, idąc za przykładem tylu innych Kolumbijczyków, pojechaliśmy do Bojacá, aby poświęcić nasz samochód. Udało nam się ochcić Twingo w tropikalnej i bardzo religijnej ulewie i wrócić do Bogoty.

A Bojacá? Kroczy w przyszłość jak zwykle, pełne dewocji, na granicy tego, co ludzkie i boskie, bo dopóki ktoś poszukiwał będzie cudu, istnieć będą miejsca chętne do jego przyjęcia.